O rozkładzie godzin pracy apteki, czyli także o ich nocnych dyżurach, decyduje rada powiatu. Ma je ustalać zgodnie z potrzebami ludności. A potrzeby te nie zawsze idą w parze z interesami aptekarzy. Za dyżur apteka nie dostaje dodatkowych pieniędzy, dlatego farmaceutom takie dyżurowanie się nie opłaca.

– Mamy powiat, w którym są trzy placówki. Jeżeli jedna ma być otwarta 24 godziny na dobę, oznacza to, że musi pracować non stop przez 120 dni w roku. To fizycznie niemożliwe – mówi Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej.

Jego zdaniem prawo jest absurdalne: powiat może ingerować w działalność przedsiębiorstwa, jakim jest apteka, i zmuszać do niegospodarności. Jeżeli bowiem placówkę prowadzi jedna osoba, to nie da rady kilka razy w tygodniu wydawać leków przez 24 godziny na dobę. Zaś zatrudnienie dodatkowej osoby mocno obciąży budżet firmy.

Niektóre placówki już się zbuntowały. Wbrew nakazom rad powiatów dyżurują tylko do godz. 22. Tak jest np. w Miastku na Pomorzu.

Jak przekonują farmaceuci, po tej godzinie klientów jest niewielu. Jednak nie zawsze podoba się to pacjentom, którzy w razie potrzeby muszą jeździć do innego powiatu.

Niektóre powiaty szukały pomocy w Ministerstwie Zdrowia. Do resortu swoje żale zgłaszali też aptekarze. Obie strony usłyszały to samo: kwestie regulują odpowiednie przepisy i ich trzeba się trzymać.

Resort nie zamierza też zmieniać prawa, bo obecne bez dodatkowych kosztów zapewnia możliwość dostępu do leków o każdej porze dnia i nocy. Wszystko wskazuje na to, że farmaceuci nie mogą też liczyć na rzecznika praw obywatelskich, który – podobnie jak ministerstwo – twierdzi, że wszystko się odbywa zgodnie z prawem.

– Wpłynęło do nas wiele wniosków, ale nie podejmiemy w tej sprawie żadnych działań. Decyzje, na które się skarżą farmaceuci, są uzasadnione interesem publicznym – mówi Katarzyna Łakoma, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. – Owszem zgodnie z prawem, ale właśnie to prawo nam się nie podoba. I chcieliśmy, by rzecznik je skierował do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Pietrzyk.

Dlatego nadal rozsyłają między sobą wzór listu. Liczą, że może jeszcze większa liczba listów zmieni decyzję rzecznika.