Rozprawy sądowe od lat są nagrywane w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. W Polsce pierwsze kamery i dyktafony zaczęły utrwalać ich przebieg w sądach cywilnych miesiąc temu. Zastąpienie papierowego protokołu zapisem dźwięku i obrazu jest traktowane jako niewątpliwy przełom w informatyzacji wymiaru sprawiedliwości.

Zdecydowana większość przedstawicieli środowiska prawników ocenia go pozytywnie. Protokół elektroniczny nie tylko usprawni i skróci przebieg rozpraw, które dzisiaj wydłuża o wiele godzin mozolne dyktowanie treści protokołu przez sędziego. Cyfrowe nagranie będzie także niepodważalnym dowodem przebiegu rozprawy. Jej uczestnicy będą mieli gwarancje, że wiernie zostanie zapisane nie tylko każde słowo, ale także gest, sposób zachowania przeciwnika procesowego, świadka, sędziego czy adwokata.

Mniej powodów do radości mogą mieć sędziowie, którym przyjdzie pracować w oparciu o protokoły elektroniczne. Część z nich obawia się, że czas zaoszczędzony na sali rozpraw i tak będą musieli odpracować w swoim gabinecie. Wszystko dlatego, że odsłuchanie protokołu, chociażby na potrzeby przygotowania uzasadnienia wyroku, może zająć co najmniej tyle czasu, co sama rozprawa. Nawet najwięksi entuzjaści protokołów elektronicznych podkreślają, ile dużym ułatwieniem byłoby automatyczne przetwarzanie plików dźwiękowych na stenogram tekstowy. Przepisy przewidują jednak, że spisanie protokołu będzie możliwe jedynie w wyjątkowych sytuacjach, gdy jest to np. niezbędne do zapewnienia prawidłowego orzekania w sprawie.

Jak podkreśla Ministerstwo Sprawiedliwości, wdrażanie protokołu elektronicznego będzie trwało do 2013 r. W praktyce będzie to czas nie tylko na przeszkolenie tysięcy sędziów i protokolantów, ale także zainstalowanie sprzętu elektronicznego na ostatnich salach rozpraw. Czas pokaże, czy toczące przed obiektywem kamer sprawy nadążą za kodeksową procedurą.

To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej: Czy e-protokół nadąży za kodeksową procedurą.