Część środowisk związanych ze szkoleniem i egzaminowaniem kierowców chce, aby utajnić pytania na egzamin teoretyczny na prawo jazdy – nie byłyby one dostępne publicznie. Stowarzyszenie Dyrektorów WORD na razie zdecydowało się na pośrednie rozwiązanie – od lutego przyszłego roku w bazach WORD będzie aż 1,2 tys. pytań. Wyuczenie się ich na pamięć, jak ma to miejsce teraz, będzie niemożliwe.

Egzamin teoretyczny na prawo jazdy, to – w przeciwieństwie do praktycznego – mały pikuś. Nie zdaje go zaledwie jedna na dziesięć przystępujących do niego osób. I to wyłącznie z powodu własnego lenistwa. Nie chce jej się bowiem poświęcić kilku godzin na wkucie zestawu stałych pytań, które powtarzają się w każdym teście.

Ale od 11 lutego przyszłego roku odsetek tych, którzy oblali teorię, może być znacznie większy. Tego dnia bowiem zmieniają się zasady przeprowadzania egzaminów teoretycznych. Każdy zestaw egzaminacyjny będzie się składał z 32 pytań, a wszystkich zagadnień będzie w sumie aż 1,2 tys. Wkucie ich na pamięć będzie praktycznie nierealne.

Pierwsze 20 pytań ma być takie same dla wszystkich kategorii. Kandydat na kierowcę zobaczy np. krótki filmik czy symulację z realną sytuacją, jaka może wystąpić na drodze. Następnie będzie miał 10 sekund na to, aby zaznaczyć jedną z dwóch możliwości – tak lub nie. Kolejne 12 pytań będzie już dla każdej kategorii prawa jazdy inne. W tym przypadku będzie trzeba zaznaczyć tylko jedną z trzech możliwych odpowiedzi, ale w czasie krótszym niż 30 sekund.

To jednak i tak złagodzona wersja egzaminów teoretycznych w nowym wydaniu. Początkowo WORD-y postulowały, aby pytania były całkowicie utajnione. – To nie jest nowy pomysł. Ludzie uczą się odpowiedzi na pamięć i testy rozwiązują bez zastanowienia – mówi Wojciech Pasieczny z Komendy Stołecznej Policji. Pytania egzaminacyjne są utajnione m.in. w Holandii oraz krajach skandynawskich.

– Rzeczywiście, chcemy uciec od uczenia się pytań na pamięć, ale w inny sposób. Zdecydowaliśmy, że baza pytań będzie stale zmieniana – mówi Andrzej Szklarski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów WORD. Zespół ekspertów ma na bieżąco modyfikować pytania egzaminacyjne. Dodaje, że utajnienie pytań nie wchodzi na razie w grę, gdyż prawo nic o tym nie mówi. Wskazuje, że skoro w trakcie prac nad ustawą o kierujących pojazdami wykreślono zapis zakazujący ujawniania pytań, to uznano, że nie powinny być one tajne. Ale eksperci są innego zdania.

Prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego, specjalista od ruchu drogowego, wskazuje, że skoro prawo nie nakazuje, aby testy były jawne, to można je utajnić. Zaznacza, że co do zasady na żadnych innych egzaminach odpowiedzi na pytania nie są wcześniej znane. – Dobrze, że będzie rotacja pytań. To ważne choćby z uwagi na ciągle zmieniające się przepisy – ocenia prof. Stefański.

Na pewno jednak na utajnieniu pytań WORD-y nieźle by zarobiły. O ile dzisiaj zdawalność teorii przekracza 90 proc., to po wprowadzeniu zmian spadłaby drastycznie – nawet do 30 – 40 proc. A to oznacza, że wiele osób musiałoby powtarzać test i oczywiście za to płacić. Dokładnie tak wygląda to w przypadku egzaminu praktycznego – zdają go średnio zaledwie trzy osoby z każdej dziesięcioosobowej grupy. – Każdy delikwent, który musi powtórzyć egzamin, to dodatkowe 112 zł dla ośrodka. Odesłanie 100 osób dziennie daje 2,5 mln zł rocznie – mówi nam anonimowo egzaminator z jednego z mazowieckich WORD-ów. Najwyraźniej prawo jazdy to przywilej dla bogatych.

Jak się robi prawo jazdy na świecie

Eksperci zwracają uwagę, że system szkolenia i egzaminowania kierowców w Polsce jest oderwany od rzeczywistości panującej na drogach. Zachodnie kraje dawno doszły do wniosku, że szkolenie zaczyna się na etapie szkoły podstawowej, gdzie kilkuletnim dzieciom wpaja się podstawowe zasady ruchu drogowego.

W Austrii czy Holandii, aby przystąpić do egzaminu i otrzymać prawo jazdy, nie trzeba przechodzić żadnego kursu. W Anglii na dwa miesiące przed ukończeniem 16. roku życia można jeździć samochodem w towarzystwie osoby dorosłej posiadającej uprawnienia od co najmniej trzech lat. Inny warunek – auto musi być oznaczone naklejką z literą „L” umieszczoną w widocznym miejscu. Zamiast dodatkowo płatnych badań lekarskich, które w Polsce musi przechodzić każdy kandydat na kierowcę, w Wielkiej Brytanii petent po prostu musi poprawnie odczytać tablicę rejestracyjną auta, stojąc w odległości 30 metrów od niego. Co więcej, podczas 40-minutowego egzaminu kierowca ma prawo popełnić 15 błędów, ale żadnego, który zagrażałby bezpieczeństwu.

W Niemczech kurs na prawo jazdy kosztuje ponad tysiąc euro i wliczone jest w niego zaledwie piętnaście 45-minutowych lekcji z instruktorem. Za to ten sam instruktor towarzyszy nam później na egzaminie (siedzi z tyłu, za egzaminatorem), w dodatku zdawanym na tym samym samochodzie, na którym odbywaliśmy kurs.