Znane są już ostateczne wyniki egzaminów adwokackiego i radcowskiego, przeprowadzonych w dniach 14-17 czerwca 2011 r. - czytamy w komunikacie Ministerstwa Sprawiedliwości.
Publikacja: 9 września 2011, 17:35 Aktualizacja: 9 września 2011, 18:00
Łącznie do obu egzaminów w tym roku przystąpiły - 4522 osoby, egzaminy zdały 3287 osoby.
Zdecydowanie lepiej wypadł egzamin adwokacki, do którego przystąpiło 1413 zdających, gdyż wynik pozytywny z tego egzaminu uzyskało 1176 osób, to jest 83,2 proc.
Najlepiej egzamin adwokacki wypadł przed komisjami egzaminacyjnymi na terenie właściwości Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku, gdzie egzamin zdało 97 proc. zdających (w tym aplikanci - 97,9 proc., osoby uprawnione z innego tytułu do zdawania tego egzaminu - 66,7 proc.).
Najsłabsze w skali kraju wyniki były na obszarze właściwości Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie, gdzie pozytywny wynik egzaminu uzyskało 70,3 proc. zdających (w tym aplikanci - 71,3 proc., osoby uprawnione z innego tytułu - 40 proc.).
Egzamin adwokacki w komisjach na obszarze ORA w Warszawie zdało 77,5 proc. (w tym aplikanci - 79,4 proc., osoby uprawnione z innego tytułu - 48,1 proc.).
Reasumując, zdawalność tegorocznego egzaminu adwokackiego na poziomie 83,2 proc. jest wyższa o 14,8 proc. niż w roku ubiegłym, w którym wynosiła 68,4 proc.
Tegoroczne egzaminy po raz pierwszy zostały przeprowadzone z możliwością wykorzystania prywatnych komputerów
Do egzaminu radcowskiego w 2011 r. przystąpiło 3109 zdających, zaś pozytywny wynik z tego egzaminu zyskało 2111 osób, co stanowi 67,9 proc.
Najlepiej egzamin radcowski wypadł przed komisją egzaminacyjną w Toruniu, gdzie zdało 91,2 proc. osób przystępujących (w tym aplikanci - 91,1 proc., osoby uprawnione - 100 proc.).
Najsłabsze wyniki osiągnęły osoby zdające przed komisją egzaminacyjną w Zielonej Górze, gdzie zdało 47,5 proc. zdało egzamin, (w tym zdający aplikanci - 47,4 proc., osoby uprawnione - 50 proc.).
Natomiast przed komisjami właściwymi dla OIRP w Warszawie zdawalność wyniosła 53 proc. (w tym zdający aplikanci 55,3 proc., osoby uprawnione 18,7 proc.).
Zdawalność tegorocznego egzaminu radcowskiego na poziomie 67,9 proc. jest tylko o 0,2 proc. niższa od ubiegłorocznej, która wynosiła 68,1 proc.
Przypomnijmy, że tegoroczne egzaminy radcowski i adwokacki po raz pierwszy zostały przeprowadzone z możliwością wykorzystania przez zdających prywatnych komputerów.
1: maxikaz z IP: 93.115.241.* (2011-09-09 18:59)
W tym roku zrobili się dobre wujki, bo im się grunt spod nóg usuwa.
Ale jak tylko odżyją tak jak za adwokata ministra Ćwiąkalskiego to powywalają ile będą chcieli.
2: maro z IP: 68.169.35.* (2011-09-09 19:12)
ZAUWAŻCIE, ŻE Z INICJATYWY KORPORACJI NIE DZIEJE SIĘ NIC POZYTYWNEGO.
Wszystkie pozytywne zmiany dzieją się za sprawą DORADCÓW PRAWNYCH - którzy są tylko nieformalnym ruchem społecznym.
Gdyby nie Ziobro, Gosiewski i PIS, to by POwcy tego nie nawet nie ruszyli. Zobaczcie co robił Ćwiąkalski albo Kwiatkowski albo Tusk, który naobiecywał i nic nie zrealizował.
Tak, że módlcie się, żeby doradcy dalej naciskali, bo jak odpuszczą, to się korpo-beton wami zajmie.
3: pokazuje i objaśniam z IP: 80.237.226.* (2011-09-09 19:20)
Aplikacja to absurd.
Jak konkurent ma uczyć konkurenta. Głupszej rzeczy nie słyszałem, szczególnie w warunkach ustalonego popytu o którym mówią korporanci.
Dal wyjaśnienia humanistom. Prościej się nie da.
Jeżeli w mieście X jest 1000 klientów (bo przecież według korporacji rynek jest wykorzystany do granic możliwości) to jeżeli na te tysiąc jest jeden korporant - to kasuje wszystko.
Jak wyszkoli aplikanta (szczególnie jeżeli zrobi to dobrze) to część klientów odpłynie do konkurenta. Czyli na 1000 będzie 2 do podziału. Jeżeli wyszkoli się 10 i otworzy usługi w tym mieście to te tysiąc klientó będzie do podziału na 10 czyli stystystycznie patron, który się postarał i wyszkolił aplikantów będzie miał 1/10 tego co by miał gdyby nie wyszkolił nikogo.
Ma jeszcze dodatkową możliwość. Im gorzej będzie szkolił, tym lepiej dla niego. Jak najgorzej wyszkolony konkurent zmniejsza ryzyko utraty klientów.
4: szyblucki z IP: 83.23.89.* (2011-09-09 23:10)
A.d.3 Niestety...95 proc. społeczeństwa nie zrozumia Pana rzeczowej argumentacji...
5: wyjaśniam z IP: 77.114.29.* (2011-09-10 00:20)
ad. 3
Jakby w pozyskiwaniu klientów chodziło wyłącznie o wiedzę to być może w jakimś stopniu miałbyś rację, ale prawda jest taka, że nawet najmądrzejszy adwokat czy radca prawny może w ogóle nie mieć klientów, zaś najgłupszy mieć ich bez liku. Wyjaśniam, że wyszkolenie to tylko jedna a nie WYŁĄCZNA składowa pozyskiwania klientów. Młodzi adwokaci czy radcy prawni pozyskują rynek przede wszystkim ceną a nie wyszkoleniem. Pozyskiwanie klientów z uwagi na renomę, która wynika w dużej mierze z wiedzy to żmudna robota, która trwa wiele lat i z nieba to nie spada a utrzymać przecież trzeba się od razu.
6: wyjaśniam z IP: 77.114.29.* (2011-09-10 00:24)
ad. 2
DORADCY PRAWNI nie robią nic dla kogo innego, tym bardziej dla mitycznego dobra społeczeństwa a działają wyłącznie we własnym interesie. Moim zdaniem tworzenie kolejnego zawodu prawniczego, bo tego sprowadzają się ich postulaty, jest nonsensem.
7: wyjaśniam z IP: 77.114.29.* (2011-09-10 00:29)
ad. 4
Społeczeństwo nie jest wcale takie głupie jak się Panu wydaje. Wypowiedź ad. 3 w łatwy sposob można sprowadzić do absurdu, bo dobrze wyszkolić młodego człowieka nie opłaca się przecież także nauczycielom akademickim, którzy w dużej mierze wykonują zawody prawnicze w ramach samorządów zawodowych a to oznacza, że młody człowiek, który chce studiować prawo w ogóle nie ma żadnych szans na odebranie wartościowego wykształcenia i już w zasadzie na wstępie powinien sobie darować taką edukację. Takie tłumaczenie świata jest dobre, ale dla leniwych i mało ambitnych.
8: korpo-logika z IP: 192.251.226.* (2011-09-10 07:39)
Do 7
Otóż nie da się sprowadzić do absurdu. Przecież korporacje twierdzą, że studia niczego nie uczą. Na studiach część profesorów jest z korporacji. Nie protestują, kiedy korporacje tak twierdzą, więc się prawdopodobnie z nimi zgadzają. Korporanci twierdzą również, że magister lepiej uczy prawa niż profesor. I tutaj też nie ma odzewu ze strony uczelnianych korporantów - profesorów i doktorów. A zatem jak sam widzisz, konkurent nie chce dobrze przygotować konkurenta.
Przypomnij sobie co opowiadali Ćwiąkalski i Filar o swoich studentach. Ciekaw jestem tylko skąd wiedzę czerpał Ćwiąkalski z Filarem. Objawienie mieli czy jak?
Dlatego cały świat w dobie rewolucji przemysłowej odszedł od kształcenia rzemieślniczego - gdzie zawody i tajemnice zawodowe przekazywało się rodzinnie. We współczesnym świecie nie ma miejsca na taki rodzinny nepotyzm.
Problem polega więc na tym, że aplikacje to logiczny absurd, który można z łatwością zastąpić lepszy i bardziej wydajnym systemem.
Zastanów się czemu korporacje bronią aplikacji jak niepodległości??? Chyba nie powiesz, że z troski o społeczeństwo, bo zapewne nie chciałbyś obrazić inteligencji nawet najgłupszego z mieszkańców ziemi.
9: logiczne z IP: 192.251.226.* (2011-09-10 07:48)
@5
A zatem sam twierdzisz, że w aplikowaniu nie chodzi o wiedzę? I tu się z Tobą zgadzam. Aplikacje to nie zdobywanie wiedzy. To okazja na pozbycie się konkurencji. Najpierw na aplikacje w ogóle nie chcieli przyjmować. Pamiętamy co się działo przed Lex Gosiewski i interwencją ministra Ziobro. Potem jak państwo przymusiło trochę korporacje, to pozostało im uwalenie jak największej liczby na kolokwiach - co mieliśmy okazję oglądać.
Jedynie strach przed interwencją polityczną powoduje, że lata w których to zagrożenie jest duże są dla egzaminowanych korzystniejsze.
Nie zgodzę sie natomiast, że lepsze przygotowanie do zawodu pogarsza szansę na odebranie klientów konkurentowi. Im klient będzie bardziej zadowolony z usługi, tym większa szansa że wróci albo poleci usługodawcę znajomym. Im gorzej przygotowany, tym większe szanse na to, że zniechęci do siebie klientów.
A zatem im gorzej przygotowany, tym mniejsze zagrożenie dla patrona
10: avatar z IP: 62.220.135.* (2011-09-10 07:54)
Władza nad dostępem do zawodu oddana korporacjom - zobaczcie do czego to doprowadziło. Gdyby nie PIS, to by do tej pory trzeba się było legitymować pochodzeniem z obojga rodziców - korporantów, żeby się dostać na aplikację.
Dwadzieścia lat korporacyjnej samowoli - i nie było żadnej inicjatywy dotyczącej poprawy rzetelności egzaminów, odchodzenia od subiektywnych ocen, niezadawania na egzaminie z prawa pytań o geografię, sport czy literaturę.
Korporacje naturalnie dążą do monopolu, ale od tego jest do cholery ustawodawca, żeby temu zapobiegał, jako zjawisku skrajnie społecznie niekorzystnemu.

Kilkadziesiąt tysięcy nowych obowiązujących w Polsce patentów rocznie – to realna perspektywa, która może zdusić innowacyjność polskich firm.