Trybunał Konstytucyjny konsekwentnie likwiduje nierówności stron w obrocie cywilnym. Sędziowie zaczęli rozprawę z przywilejami instytucji finansowych od bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE). W 2005 roku zwiększyli obowiązki informacyjne banków wystawiających BTE. Od tamtej pory bank składając do sądu wniosek o nadanie klauzuli wykonalności BTE musi wskazać konkretną czynność bankową, z której wynika dochodzone przez niego roszczenie. Nie wystarcza już wskazanie, że zadłużenie dłużnika wynika z opisanej w BTE umowy ramowej i transakcji zawieranych na jej podstawie.

Kolejnym krokiem było stwierdzenie niekonsytutcyjności przepisów, które nadawały bankowym księgom rachunkowym moc dokumentów urzędowych (marzec 2011 r.). Trybunał uzasadniając swoją decyzję stwierdził, że moc prawna dokumentów urzędowych może być związana z wykonywaniem zadań publicznych, a nie z księgami rachunkowymi prywatnych banków. Dlatego zdaniem sędziów zmuszanie klientów do udowadniania, że nie są dłużnikami tego wszystkiego, co zapisane w księgach rachunkowych, jest reliktem gospodarki nakazowo-rozdzielczej.

W kodeksie cywilnym pozostał jednak trzeci przepis, który wprowadza nierówność stron, jeżeli chodzi o kontakty banku z klientami. Zgodnie z art. 3581 par. 3 ustawy – Kodeks cywilny (Dz.U. z 1964 r. nr 16, poz. 93 z późn. zm.) w razie istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza po powstaniu zobowiązania sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, zmienić wysokość lub sposób spełnienia świadczenia pieniężnego, chociażby były ustalone w orzeczeniu lub umowie. Przepis ten nie obejmuje jednak umów zawieranych z bankami.

Ustawowe wykluczenie

Ustawa z 28 lipca 1990 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny (Dz.U. nr 55, poz. 321 z późn. zm.), wprowadzając to rozwiązanie, wprost wykluczyła jego zastosowanie do kredytów bankowych oraz kwot zdeponowanych na rachunkach bankowych, jak również do kredytów i pożyczek o charakterze socjalnym.

Dlatego art. 3581 par. 3 k.c. nie będzie ratunkiem dla tych kredytobiorców, którym sen z powiek spędza niestabilna złotówka i rekordowe notowania walut. Na początku sierpnia 2008 r. kurs franka szwajcarskiego do złotówki kształtował się na poziomie poniżej 2 złotych. Teraz jego wartość jest dwa razy wyższa.

Zwiększenie wartości waluty szwajcarskiej o 100 proc. otwiera pytanie o taką zmianę prawa, która pozwoliłaby na sądową waloryzację świadczeń kredytobiorców na podstawie kodeksu cywilnego.

Zdaniem Tomasza Lustyka, adwokata prowadzącego prywatną praktykę, ochrona banków, o jakiej myślano na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy wprowadzano podwaliny pod nowoczesny system obrotu gospodarczego, nie jest adekwatna do dzisiejszej sytuacji.

– Wtedy zakładano, że skoro banki ponoszą większe ryzyko gospodarcze, to muszą mieć silniejsze uprawnienia – tłumaczy Tomasz Lustyk. Teraz nie jest to potrzebne.

Brak równości

Zgodnie z obowiązującym prawem nawet gdy posiadacz kredytu we frankach wystąpi do sądu o waloryzację długu, ten będzie musiał oddalić jego żądanie. W ocenie Tomasza Lustyka wyłączenie sądowej waloryzacji świadczeń pieniężnych w umowach z bankami jest reliktem przeszłości.

– Banki przecież mają cały system sekuratyzacyjny, dodatkowo ubezpieczają się od ryzyka i nie potrzebują szczególnej uprzywilejowanej pozycji – wyjaśnia Tomasz Lustyk. Dodaje, że należy się zastanowić, co by zrobił TK, gdyby musiał zająć się zakazem sądowej waloryzacji kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich.

Zdaniem prof. Marka Chmaja z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie wszystkie podmioty powinny być równe wobec prawa.

– Uprzywilejowanie banków i wyłączenie np. umów kredytu zawieranych z nimi spod sądowej waloryzacji może naruszać konstytucyjną zasadę równości wobec prawa – tłumaczy prof. Marek Chmaj.

Jednak w ocenie profesora nawet gdy przepis został uchylony przez TK, to wzrost wartości waluty nie jest nadzwyczajną zmianą stosunków finansowych.

Ryzyko stron

– Każdy zawierający umowy pożyczki czy kredytu denominowanego w walucie obcej powinien przewidywać, że wahania kursów walut są z nimi nieuchronnie związane – podsumowuje prof. Marek Chmaj. Sądową waloryzację takich umów wyklucza również Mikołaj Ostrowski, adwokat z kancelarii Michałowski Stefański Adwokaci Sp. k.

– Waloryzacja świadczenia stanowi odstępstwo od zasady swobody umów oraz zasady autonomii woli stron. To powoduje, że dokonywanie waloryzacji świadczenia przez sądy powinno następować niezwykle ostrożnie, przy rozważeniu całokształtu okoliczności – tłumaczy Mikołaj Ostrowski.

Nie zgadza się z tym Tomasz Lustyk. Jego zdaniem gdyby taka sprawa trafiła do sądu, podlegałaby normalnej ocenie sędziowskiej.

– Dla jednego bankructwo Grecji i prawdopodobieństwo jego wystąpienia w stosunku do trzech kolejnych państw będzie nadzwyczajną zmianą okoliczności, a dla innego nie – wyjaśnia Tomasz Lustyk. Dodaje, że rozstrzygnięcie zależałoby od okoliczności konkretnej sprawy.

Banki będą negocjować z klientami warunki spłacania kredytów

dr Rafał Sura, wydział prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Banki będą za wszelką cenę chciały utrzymać spokój wśród swoich klientów. Wywołanie paniki poprzez pospieszne egzekwowanie należności wynikających z umów kredytów spowodowałoby niepotrzebny niepokój na rynku, co w skrajnym przypadku mogłoby zagrozić stabilności systemu bankowego. W takiej sytuacji straciłyby przede wszystkim banki.

Warto też pamiętać, że wielu klientów zaciągało kredyty, kiedy franka można było kupić za 2 zł. Przy obecnej wartości tej waluty bank, licytując mieszkanie, nie odzyska środków, które wynikają z zawartych wówczas umów kredytowych. Oznacza to, że w przypadku problemów finansowych kredytobiorców banki będą chciały w drodze negocjacji z nastawieniem prokonsumenckim iść jak najszerszej grupie klientów na rękę, a jedynie w skrajnych przypadkach dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej.