Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kodeksu wyborczego odświeżyło stary dylemat: jak powinniśmy wybierać – proporcjonalnie czy większościowo? Politolodzy zwykle opowiadają się zdecydowanie za pierwszym modelem. Opinia publiczna jest podzielona; większość zdaje się jednak popierać system jednomandatowych okręgów wyborczych. Ale czy wszyscy, jako wyborcy, wszystko o modelach wyborów już wiemy?

Kilka osobistych doświadczeń

W latach 1990 – 1993 pełniłem funkcję generalnego komisarza wyborczego dla wyborów samorządowych i długo byłem święcie przekonany, że nikt nie ma kłopotów z odróżnieniem wyborów większościowych i proporcjonalnych. Zmieniłem zdanie mniej więcej w 1991 r., kiedy się okazało, że mój znajomy, uniwersytecki matematyk z pewnym doświadczeniem w życiu publicznym, za wybory większościowe uważa system obowiązujący wówczas w miastach powyżej 40 tys. mieszkańców. Stosowany jest on także dziś, tyle, że w gminach powyżej 20 tys., a także w powiatach i województwach. Przypomnijmy: w polskich wyborach samorządowych w wyżej wymienionych jednostkach, a także w wyborach parlamentarnych, głosujemy poprzez postawienie znaczka przy nazwisku na jednej w list wyborczych.

Otóż przyjaciel tak skomentował moje krytyczne uwagi na temat konsekwencji stosowania głosowania na listy z indywidualną preferencją: – O co ci właściwie chodzi? Kto uzbiera więcej iksów, ten wygrywa, czyli system jest ostatecznie większościowy.

Tamto doświadczenie sprzed dwudziestu lat jest ciągle dla mnie swoistym memento: na ile ten najistotniejszy instrument demokracji, czyli system wyborczy, jest w ogóle rozumiany przez szerokie kręgi wyborców? Dla mego przyjaciela decydujący był głos na nazwisko, a lista – jak się okazało – była tylko informacyjnym tłem wskazującym dla ułatwienia wyboru, z jakim obozem politycznym należy kandydata kojarzyć. Natomiast sama kuchnia wyborcza, związana z przeliczaniem głosów zdobytych przez listy na mandaty przydzielone tej liście, pozostawała do chwili naszej rozmowy poza jego zainteresowaniem i świadomością.

Ordynację proporcjonalną wymyślili ponad wiek temu matematycy, mój przyjaciel szybko zatem zorientował się, gdzie tkwił błąd jego wcześniejszego rozumowania. Nie jestem jednak pewny, czy wszyscy wyborcy w Polsce przeszli już tę samą drogę z ciemności do jasności. A umacniam się w tym przekonaniu, niestety, każdego roku w trakcie zajęć z kolejnym rocznikami studentów prawa, choć wydawać by się mogło, że akurat ta grupa młodych wyborców powinna być już jako tako zorientowana w elekcyjnych zawiłościach.