Statystyki z pierwszego półrocza są przerażające i jednocześnie rekordowe w porównaniu ze wszystkimi krajami Unii Europejskej: zginęło już 1757 osób, a ponad 22 tysiące zostało rannych.

– W wypadkach zginęło więcej osób niż w latach ubiegłych. Pracujemy nad propozycjami zmian, które zahamują ten trend – mówił wczoraj na specjalnej konferencji prasowej wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Adam Rapacki. Nie wykluczył, że szybko i mocno wzrosną mandaty. – Od wielu lat nie była podwyższana ich wartość i ich dolegliwość nie jest duża – tłumaczył Adam Rapacki.

Gdy przed trzema laty unijne instytucje wytknęły nam, że wraz z Bułgarią i Rumunią nie radzimy sobie z poprawą bezpieczeństwa na drogach, resort odpowiedział stworzeniem specjalnego biura ruchu drogowego w Komendzie Głównej Policji.

Jednak z majowego raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika jasno: sytuacja nie zmieni się, dopóki nie powstanie sieć dróg ekspresowych i autostrad. Podniesienie wysokości mandatów niewiele zmieni. Według kontrolerów głównymi przyczynami śmierci na polskich drogach są ich zły stan, braki w wyszkoleniu kierowców oraz nieprawidłowa organizacja ruchu drogowego. Tymczasem z policyjnych statystyk wynika, że zabija nas prędkość.

– Nie bierzemy pod uwagę stanu dróg, nie ma takiej pozycji w naszych drukach statystycznych – przyznaje nam oficer z drogówki.