Nowelizacja dawała wspólnotom mieszkaniowym, spółdzielniom i innym właścicielom budynków, którzy do tej pory czerpali zyski z tego rodzaju praktyk, półtora roku na dostosowanie się do przepisów.

– Jeśli zarządcy budynków nie dostosują się do nowych wymagań, powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego będzie mógł nałożyć grzywnę do 10 tys. zł na osoby fizyczne oraz do 50 tys. zł na wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe – ostrzega Dariusz Okolski, radca prawny z kancelarii radcowskiej Okolski.

Dodaje, że jeśli właściciel nie zapłaci kary, nadzór będzie mógł zdemontować reklamę na jego koszt.

Przypadki niedostosowania do nowych wymagań mogą zgłaszać do nadzoru budowlanego strażnicy miejscy i policjanci.

– Najbardziej liczymy jednak na to, że tego rodzaju przypadki będą zgłaszać do nadzoru budowlanego sami mieszkańcy – mówi Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki.

Podkreśla, że sprawa od dawna wymagała interwencji, bo wbrew protestom mieszkańców właściciele budynków bronili wiszących reklam.

– Dowodzili, że zostały one zawieszone na mocy uchwały wspólnoty mieszkaniowej czy innych decydentów. Dla nich ważniejszy był dochód niż komfort mieszkańców. W efekcie ci ostatni nawet na rok czy dwa lata pozbawiani byli światła i możliwości swobodnego wyglądania przez swoje okna – mówi wojewoda.

Niestety, wchodzący właśnie w życie zakaz wywieszania reklam zasłaniających okna nie oznacza, że wielkoformatowe billboardy całkowicie znikną z miejskich budynków. Reklamy kawy, karmy dla psów czy ubezpieczeń nadal będzie można zobaczyć na budynkach w centrum miast. Resort infrastruktury pozostawił bowiem kilka furtek dla reklamodawców, które branża outdooru na pewno skrupulatnie wykorzysta.

Reklamy nadal można umieszczać na biurowcach, hotelach, akademikach, na tak zwanych ślepych ścianach i oknach klatek schodowych. Mogą one też być w dalszym ciągu bez przeszkód zawieszane na budynkach remontowanych.