– Umowy typu ghostwriting należą do szarej strefy prawa autorskiego. Z jednej strony korzystają z ochrony wynikającej ze swobody umów. Z drugiej jednak strony podlegają ograniczeniom wynikającym z bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa autorskiego, których zadaniem jest przede wszystkim ochrona interesów prawdziwego autora – twierdzi Agnieszka Wiercińska-Krużewska, adwokat, partner, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.

O ile bowiem prawdziwy autor (ghostwriter) może swobodnie dysponować majątkowymi prawami do utworów, to takiej dowolności w przypadku praw osobistych już nie ma. Innymi słowy – może sprzedać swój utwór, ale nie może skutecznie zrzec się jego autorstwa.

Tak więc w sytuacji, gdy np. ghostwriter pokłóci się z gwiazdą, za którą napisał wspomnienia, może od niej skutecznie żądać ujawnienia swojego autorstwa i podpisania książki jego imieniem i nazwiskiem.

Praktyczne problemy

Choć większość prawników uważa, że ghostwriting nie jest zakazany przez polskie prawo, to brak szczegółowych rozwiązań dotyczących tego typu działalności rodzi wiele problemów. Trudno jest np. zabezpieczyć interesy osoby, która zapłaciła za napisanie utworu i chce go teraz opublikować pod swoim nazwiskiem, pomijając w publikacji nazwisko prawdziwego autora (ghostwritera).

– W praktyce niemożliwe jest skonstruowanie umowy, na mocy której autor przeniesie na nabywcę zarówno prawa majątkowe, jak i osobiste. W zakresie praw osobistych umowa taka będzie bezskuteczna – twierdzi Agnieszka Wiercińska-Krużewska.

Podobnego zdania jest Maciej Ślusarek, adwokat z kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy.

– Autorskie prawo osobiste jest niezbywalne i specjalnie chronione. Prawdziwy autor zawsze będzie mógł cofnąć zgodę na rozpowszechnianie utworu pod innym nazwiskiem i żądać ujawnienia własnego – potwierdza mecenas Ślusarek.

Ryzyko celebryty

Nawet jeśli aktor czy polityk umówili się z ghostwriterem, że ten pozostanie w cieniu, tak naprawdę to od woli pisarza zależy, czy nie skompromituje osoby publicznej, ujawniając swoje nazwisko.

– Można umownie zobowiązać się do tego, by takich żądań nigdy nie przedstawiać, ale powstanie pytanie o skuteczność takiego zobowiązania – mówi Maciej Ślusarek.

Jego zdaniem postanowienie umowne o takiej treści zmierzałoby do ominięcia przepisów prawnych i mogłoby zostać uznane za nieważne.