Prezydencki minister Krzysztof Łaszkiewicz powiedział, że Bronisław Komorowski jest nastawiony kompromisowo wobec prac nad jego projektem zmian w konstytucji dotyczącym relacji Polski z UE. PiS sprzeciwia się zapisom odnoszącym się do przystąpienia do strefy euro.
Publikacja: 3 lutego 2011, 15:22 Aktualizacja: 3 lutego 2011, 15:40
Łaszkiewicz zaznaczył jednocześnie, że za wcześnie jednak, by mówić, czy prezydent zrezygnuje z budzących największe kontrowersje propozycji dotyczących ewentualnego wejścia Polski do strefy euro.
"Wydaje mi się, że jest możliwość kompromisowego przygotowania do uchwalenia tego projektu. Pan prezydent jest nastawiony kompromisowo, będziemy procedować koncyliacyjnie. Natomiast są kwestie, które zdaniem prezydenta, są konieczne do utrzymania w tym projekcie. To nie znaczy, że będziemy się upierać przy wszystkim. Dopiero w toku dyskusji będziemy się zastanawiać nad poszczególnymi propozycjami. To nie jest tak, że już z góry wiemy z czego rezygnujemy" - podkreślił Łaszkiewicz.
Minister zaznaczył, że jeżeli będą logiczne argumenty, to prezydent je przeanalizuje i będzie do nich podchodził życzliwie.
Dwa projekty zmian w konstytucji - prezydencki i autorstwa PiS
W czwartek odbyło się posiedzenie podkomisji, która pracuje nad dwoma projektami zmian w konstytucji dotyczącymi relacji Polski z UE - prezydenckim i autorstwa PiS. Politycy wszystkich klubów zasiadający w komisji ds. zmian w konstytucji zapewniają, że zależy im na jak najszybszym wypracowaniu kompromisu i dlatego rozpoczęli wraz z ekspertami prace nad analizą porównawcza obu projektów.
Przewodniczący nadzwyczajnej komisji ds. zmian w konstytucji Jarosław Gowin (PO) powiedział PAP, że chciałby, aby projekt prezydencki przyjął kształt mogący liczyć na akceptację wszystkich klubów poselskich. To zaś - jak zaznaczył - oznaczałoby, że projekt PiS stanie się bezprzedmiotowy.
Gowin podkreślił także, że prezydent zadeklarował, iż nie ma "ortodoksyjnego podejścia" do swojego projektu i rozumie, że znalezienie w Sejmie większości 2/3 (koniecznej do uchwalenia zmian) wymaga kompromisów. "Ta uwaga dotyczyła tych fragmentów, które dotyczą wejścia Polski do strefy euro. Wiadomo bowiem, że to jest ten element projektu, który budzi największe kontrowersje. Na razie jednak jest za wcześnie, żeby przesądzać o tym jakie będą losy tych zapisów" - zaznaczył.
1: koziderka z IP: 213.158.197.* (2011-02-03 16:42)
Komu pasuje euro to niech idzie do euro. Ja żyję w Polsce i chcę mieć złotówkę. Z tym euro to jest tak jak z OFE bez pytania obywateli wprowadza się na siłę czy się tego chce czy nie. Na ten temat powinien się wypowiedzieć każdy polak i to nie w drodze referendum/
2: WW z IP: 213.156.96.* (2011-02-03 17:08)
Referendum już było! W sprawie wejścia do Unii Europejskiej. W przyjętych w ten sposób traktatach Polska zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty. Jest to naturalną konsekwencją integracji. Jak skończy się kryzys przyjdzie czas (w perspektywie kilkudziesięciu lat) na budowanie zbiorowej tożsamości europejskiej - w drodze do wspólnego państwa. Z punktu widzenia historycznego, będzie to jak przejście z organizacji plemiennej w organizację państwową.
PS. Jak było referendum dot. UE też wielu wołało, że będzie katastrofa, co się nie sprawdziło.
3: m z IP: 95.49.120.* (2011-02-03 17:31)
Sprawdziła się katastrofa bo kolejne dawniej samodzielne, bogate państwa bankrutują- to przecież fakty.Kraje pozbawione są wykorzystywania swoich atutów jak rodzaj upraw, kierunki rozwoju ,wykorzystanie ludzi .Firmy z obcym kapitałem wykorzystują swoje rynki zaopatrzenia co gwarantuje im rozwój.A my wyprzedaliśmy wszystko nawet złote kury jak energia ,ciepło,etc
Dawali dopłaty to ludzie zgodzili sie w referendum wiedziano że sie zgodzą, a teraz pożyczki samorzadów na wkład własny i zwroty do Unii zarzynają nas.
4: WW z IP: 213.156.96.* (2011-02-03 18:05)
Pewne państwa stoją na skraju bankructwa bo się nadmiernie zadłużały. Dotyczy to rynków finansowych w ogólności (też w powiązaniu z gospodarką USA) i ma niewiele wspólnego z integracją UE. W związku z Euro też powstały problemy, ale w związku z brakiem dyscypliny walutowej - brakiem a nie nadmiarem integracji. Od wspólnych rynków dużo gorsze byłoby duszenie gospodarek cłami i zaporami. Polska gospodarka by tego nie wytrzymała w konkurencji z silniejszymi np. Francji, Niemiec (gdzie kierowane jest większość eksportu). Prywatyzacja, mimo kontrowersji, musiała się odbyć z udziałem kapitału zagranicznego wobec słabości kapitału polskiego. Z resztą coraz częściej jest to kapitał międzynarodowy.Pomoc z UE jest -przede wszystkim - bezzwrotna.

Kilkadziesiąt tysięcy nowych obowiązujących w Polsce patentów rocznie – to realna perspektywa, która może zdusić innowacyjność polskich firm.