Puby zatrzymują palaczy

Restauracje, nie chcąc tracić klientów, powoli przekonują się do pomysłu, jakim jest stworzenie palarni. W katowickim lokalu WunderBar, mimo że przez zakaz z bywania w restauracji zrezygnowały na razie tylko dwie osoby, powstanie oddzielne pomieszczenie przeznaczone do palenia. W trakcie budowy jest również palarnia w warszawskim Hard Rock Cafe w Złotych Tarasach, gdzie panuje jeszcze całkowity zakaz palenia.

W oryginalny sposób z zakazem palenia poradzili sobie natomiast właściciele katowickiego bistra Lorneta z Meduzą. Tutaj zamiast wprowadzić zakaz palenia, stworzono Klub Wielbicieli Tytoniu. Spotkania członków klubu odbywają się codziennie. Każdy z nich ma specjalną legitymację. By przebywać w lokalu, nie trzeba jednak być od razu członkiem klubu. – Osoby, które chcą wejść, ale nie mają legitymacji, uczestniczą w zamkniętej imprezie. Wpisują się na listę, wyrażając tym samym zgodę na przebywanie w miejscu, gdzie pali się papierosy – wyjaśnia pracownica Lornety z Meduzą.

Strażnicy miejscy nie robią nalotów na lokale gastronomiczno-rozrywkowe. Przyjeżdżają tylko wtedy, gdy zostaną wezwani na interwencję. – Nie organizujemy zmasowanych kontroli w restauracjach, szpitalach czy szkołach. Tych miejsc jest zbyt dużo, byśmy mogli sobie na coś takiego pozwolić – wyjaśnia Monika Niżniak, rzecznik prasowy warszawskiej straży miejskiej. Powiadomionym o złamaniu zakazu strażnikom nie zawsze jednak udaje się wystawić mandat. Zanim zjawią się na miejscu, palacz zwykle zdąży wypalić papierosa. – Jeśli ktoś zgłasza, że jest świadkiem łamania zakazu palenia, powinien zostać na miejscu i ewentualnie wskazać sprawcę – podkreśla Monika Niżniak. Takich zgłoszeń od 15 listopada do 7 grudnia było ponad 20.

Stołeczni strażnicy miejscy interweniują również na przystankach autobusowych. Wypisują mandat, jeśli zostaną wezwani albo wówczas, gdy sami stają się świadkami wykroczenia. Od 15 listopada do 7 grudnia warszawscy strażnicy wypisali 7 mandatów i pouczyli 24 razy.

Kontrola tabliczek

Stołeczni strażnicy masowo kontrolują, czy w lokalach i sklepach pojawiły się tabliczki informujące o zakazie palenia bądź zakazie sprzedaży papierosów osobom niepełnoletnim. Zaraz po wejściu w życie nowych przepisów ograniczono się jedynie do pouczania osób, które nie spełniły obowiązku wywieszenia takiej informacji. – Uwzględniliśmy to, że takie tabliczki stały się bardzo chodliwym towarem i pojawiły się przestoje w dostarczaniu ich. Mandaty wypisywano więc dopiero podczas ponownej kontroli, która miała miejsce po kilku dniach – wyjaśnia Niżniak.

W rezultacie od 15 listopada do 7 grudnia warszawscy strażnicy wypisali 7 mandatów za brak tabliczki, a 151 razy pouczyli.

Firmy nie likwidują palarni

Pracodawcy tymczasem są zadowoleni z nowych przepisów dotyczących zakazu palenia, bo nie zmuszają ich do tworzenia palarni. Jeśli już wydzielili miejsce, w którym można palić, nie likwidują go – wynika z sondy przeprowadzonej wśród firm świadczących usługi z zakresu bhp.

– Pracodawcy czekają na zapowiadaną zmianę rozporządzenia w sprawie ogólnych przepisów bhp. Dzięki temu palarnie w firmach nie będą musiały spełniać wymogów dotyczących m.in. powierzchni takich pomieszczeń i ich wentylacji – mówi Grzegorz Maruszenko z firmy BHP Oliński – Doradztwo BHP.

Więcej kłopotów mają pracodawcy, którzy musieli wprowadzić całkowity zakaz palenia (obowiązuje on m.in. w szkołach i zakładach opieki zdrowotnej). Np. pacjenci mogą palić poza terenem szpitali. Takiej możliwości nie mają jednak pacjenci szpitali psychiatrycznych, którzy nie mogą opuszczać budynków szpitalnych.

500 zł musi zapłacić osoba, która pali w miejscu, gdzie obowiązuje zakaz