Trzy czwarte samorządów źle przeprowadza nabór urzędników - ocenia Najwyższa Izba Kontroli. Jej zdaniem, większość samorządów celowo manipuluje procedurami konkursowymi i ich wynikami - tak, by stanowiska dostawali "sami swoi".
Publikacja: 19 października 2010, 09:15 Aktualizacja: 19 października 2010, 10:42
W informacji przekazanej we wtorek PAP NIK podała, że ujawniono nieprawidłowości w przeprowadzaniu naboru na stanowiska urzędnicze w 34 urzędach spośród 45 skontrolowanych. Negatywnie oceniono 4 jednostki, w których naruszenie procedur miało wpływ na wyniki naborów. Kontrolerzy wykryli wiele przypadków naruszania procedur: od prostych uchybień formalnych aż po znaczące nieprawidłowości, które wprost wskazywały na manipulowanie naborem.
Zdaniem NIK, aby pozostać w zgodzie z prawem, a osiągnąć swój cel, czyli zatrudnić "swojego" część urzędów stwarzała pozory przeprowadzania konkursów. Rozpoczynano całą procedurę, ale jednocześnie formułowano kryteria nieadekwatne do zadań realizowanych na danym stanowisku, wyraźnie przygotowane pod konkretnych kandydatów. W efekcie np. do wydziału współpracy z zagranicą przyjmowano osobę, która nie znała żadnego języka obcego (przy współpracy z sześcioma miastami partnerskimi), a w dziale audytu wyżej punktowano zaświadczenie wydawane przez nikomu nieznaną, niepubliczną instytucję niż zaświadczenie Ministra Finansów o zdanym państwowym egzaminie na audytora wewnętrznego.
Niejednokrotnie stosowano także praktykę zaniżania wymagań, pomijając w ogłoszeniach często oczywiste kryteria tak, by umożliwić kandydowanie na dane stanowisko konkretnej osobie, która ewidentnie kryteriów nie spełniała (w ten sposób np. na stanowisku ds. informacji niejawnych można było zatrudnić osobę bez poświadczenia bezpieczeństwa).
W 7 z 45 skontrolowanych urzędów kontrolerzy NIK ujawnili zatrudnianie wbrew prawu urzędników na podstawie umów cywilnoprawnych (umów o dzieło lub zlecenia). Było to oczywiste łamanie ustawy o pracownikach samorządowych, zgodnie z którą można ich zatrudniać tylko na zasadzie wyboru, powołania lub umowy o pracę. Przekraczając przepisy, pracodawcy mogli zatrudniać wybrane osoby, unikając konieczności przeprowadzania konkursów.
Zdaniem NIK zdarzały się także przypadki jawnego ignorowania obowiązku przeprowadzania otwartego konkursu. Nielegalnie, czyli z pominięciem obowiązującej procedury w 2009 r. w skontrolowanych jednostkach zatrudniono 24 osoby (najwięcej - 13 w urzędzie Miasta Bochni). Pominięcie procedury konkursowej uzasadniano m.in. koniecznością dotrzymania umów zawartych z urzędami pracy.
NIK zwraca też uwagę, że ustawa o pracownikach samorządowych pozwala awansować pracownika urzędu (np. gońca lub asystenta) na urzędnika w ramach tzw. naboru wewnętrznego, bez żadnych procedur konkursowych. NIK zwróciła się do MSWiA o rozważenie zmiany zapisu i likwidację furtki, umożliwiającej takie "błyskawiczne" awansowanie.
1: # z IP: 62.87.174.* (2010-10-19 09:47)
...też mi nowina, tak było jest i będzie bo na tym polega demokracja-wybrani w wyborach stanowiska w urzędach obsadzają tzw. "swoimi"
2: Elche z IP: 109.243.110.* (2010-10-19 09:51)
Łał! Ale i nowina! Administracja rządowa robi to samo, a NIK(t) jej chyba pod tym względem nie kontrolował w tym roku. Prawda jest taka, że w większości przypadków, żeby wygrać konkurs w urzędzie, trzeba już tam pracować.
3: xxxx z IP: 83.2.12.* (2010-10-19 10:18)
Pytam się jakie te władze poniosły konsekwencje.NIK o tym pisze a jakie są za to konsekwencje.TO co się dzieje w samorzadach to po prostu nie mieści się w głowach - uważam,że pracują jak zorganizowana mafia.
4: Nabór wewnętrzny. A dlaczego nie?? z IP: 80.240.172.* (2010-10-19 10:44)
Jeżeli gońca po 2 kierunkach studów i ze znajomościa 5 języków chce sie awansować na jakieś tam podrzedne stanowisko to trzeba uruchamiac cała procedurę?
To chore i zbedne. Powinna byc ustawowa furtka awansu wewnetrznego A nabór dopiero na uwolnione przez gońca stanowisko. Jeżeli jest złe prawo to trzeba je zmienić.
W wielu koncernach jest ta możliwość czemu nie mają go urzędnicy
5: Licho z IP: 109.243.110.* (2010-10-19 11:01)
Na podrzędne stanowisko tak, ale nie stanowisko urzędnicze. Ja już widziałem ********** zatrudnionego w urzędzie, dlatego, że sypiał z synem dyrektorki i wynajmował u niej mieszkanie. Administracja publiczna to nie jest sektor prywatny i przejęte z niego rozwiązania nie zawsze się sprawdzają. Skoro ten "goniec" jest taki wykształcony, to nie powinien się obawiać konkursu.
6: Ustawa jest tak skonstruowana z IP: 80.240.172.* (2010-10-19 11:57)
Że "konkursy" można tak ustawiać jak tylko się chce.
Zresztą o czym my tu gadamy. O podrzędnych stanowiskach urzedasa za tys z hakiem od których wymaga się ukończenia co najmniej Oxfordu, gdy tymczasem po wyborach na stołkach zasiadają osobistości typu Lepper plus ekipa po zawodówce i wszystko jest OK.
Administracja publiczna to brzmi dumnie.
7: student z IP: 150.254.73.* (2010-10-19 11:59)
Do 4: U was w urzędzie gońcy mają 2 kierunki i 5 języków? Wedle twojej recepty na żadne stanowisko nie powinno być konkursu, a każdy referent, audytor i inny urzędnik winien zaczynać od sprzątacza?
8: E z IP: 158.66.1.* (2010-10-19 12:03)
Procedura "sami swoi" działa nie tylko w samorządach. Działa w całej sferze budżetowej, na wszystkich szczeblach.
9: Adam z IP: 95.160.210.* (2010-10-19 12:59)
NIK nie odkrywa niczego nowego stwierdzając,że konkursy są ustawiane.O tym fakcie wszyscy wiedzą i bez badań NIK.Nabór pracowników,nie tylko w samorządach,musi zostaćzmieniony.Zmieniony tak ażeby wykluczyćkumoterstwo i układy.Tylko czy w naszym kraju jest to możliwe do zrealizowania.
10: MB z IP: 79.162.174.* (2010-10-19 12:59)
popieram rozmówców, na stanowiskach NIK musi sprawdzić jeszcze nazwiska rodowe i powiązania rodzinne, to okaże się dowodem w kontroli. Już wiemy nie od dziś, że na stanowiska wsadzają od wieków swoich, tak byłoi przed wojną, dziedziczono stanowiska. Mierny, ale wierny, a do przodu ani w ząb.

Kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwym daje podstawy do cofnięcia pozwolenia na broń – potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny.