statystyki

Otwarcie zawodów prawniczych okazało się mitem

autor: Bartosz Grohman, Artur Wdowczyk20.09.2010, 03:00; Aktualizacja: 20.09.2010, 17:25

Obecnie wielu aplikantów szuka zatrudnienia poza kancelariami prawniczymi, co powoduje, że ich kontakt z klientem lub sprawami sądowymi jest praktycznie zerowy. Nijak się to ma do nauki zawodu adwokata i radcy prawnego.

reklama


reklama


Z uwagą zapoznaliśmy się z tekstem redaktora Andrzeja Jankowskiego (14 września 2010 r. „Aplikantom uprzejmie dziękujemy”). Gorzkie słowa, ale trudno odmówić im racji.

Po ostatnich egzaminach końcowych na aplikacjach adwokackiej i radcowskiej rozgorzała dyskusja na temat jakości szkolenia i przygotowania aplikantów do wykonywania zawodu. Niewątpliwie dyskusja jest potrzebna, gdyż to, co się wydarzyło, obnażyło słabości częściowego upaństwowienia aplikacji zwanych przez niektórych otwarciem zawodów prawniczych.

Nieprzemyślane nowelizacje

Liczne nieprzemyślane i tworzone ad hoc nowelizacje ustaw korporacyjnych dramatycznie poszatkowały system aplikacji i doprowadziły nie tylko do wielu rozbieżności interpretacyjnych w przepisach, ale też stały się źródłem wielu problemów organizacyjnych, z którymi zmierzyć się muszą nie tylko korporacje, ale sami aplikanci i cały wymiar sprawiedliwości. Aby zrozumieć problem, należy przypomnieć, na czym w istocie polegało to rzekome otwarcie zawodów prawniczych. Po pierwsze wprowadzono odpłatność za aplikacje. Naszym zdaniem jest to wprowadzenie swoistego cenzusu majątkowego, gdyż dla wielu młodych osób, szczególnie z mniejszych miejscowości, jest to wciąż bariera trudna do pokonania. Przed reformą koszty aplikacji pokrywały poszczególne rady adwokackie, choć siłą rzeczy aplikantów było wówczas znacznie mniej. Aplikant mógł się jednak poświęcić pracy w kancelarii, a nie musiał szukać dodatkowych źródeł dochodu na pokrycie kosztów szkolenia.

Praca poza kancelarią

Obecnie spora część aplikantów szuka zatrudnienia poza kancelariami, co powoduje, że ich kontakt z klientem lub sprawami sądowymi jest praktycznie zerowy. Nijak się to ma do nauki zawodu. Po drugie upaństwowiono egzamin końcowy. W zamian za obowiązek sporządzenia środka odwoławczego na bazie prawdziwych akt wprowadzono testy oraz nieco wydumane kazusy (przypominamy, że ma to być egzamin kontrolujący umiejętności, przygotowanie do wykonywania zawodu adwokata, nie zaś kolejny sprawdzian wiedzy teoretycznej). W obecnym kształcie usunięto zupełnie część ustną egzaminu adwokackiego. To chyba najbardziej krzywdzące dla samych aplikantów. Jeśli bowiem od aplikanta oczekuje się sporządzenia środka odwoławczego i na podstawie pracy pisemnej ocenia się jego przygotowanie do wykonywania zawodu adwokata, to jest to po prostu rażąco niesprawiedliwe. Adwokat, który bowiem napisał apelację, zawsze ma szansę na wystąpienie przed sądem, gdzie może obronić swoje pisemne wywody, a nawet odpowiadać na pytania sądu. Aplikanci tej szansy zostali pozbawieni. Być może komuś się wydaje, że adwokat nie musi umieć wygłaszać mowy końcowej, ani tego ćwiczyć. Martwi nas to, albowiem aplikanci prokuratorscy i sądowi nadal mają część ustną egzaminu i nikomu to nie przeszkadza, a nikt nie ma wątpliwości, że adwokat na sali sądowej posługuje się głównie słowem i ze znajomości tej sztuki powinien być egzaminowany i rozliczany. Trudno sobie wyobrazić, aby egzaminy np. w szkole teatralnej miały formę testów? Po trzecie wreszcie wyniki państwowych egzaminów końcowych są o wiele gorsze niż przeprowadzanych przez samorządy.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Przedsiębiorca(2010-09-20 13:58) Odpowiedz 00

    Badziewiak badziewie klepie po forach.

  • Jaki interes społeczny(2010-09-21 07:31) Odpowiedz 00

    przemawia za tym, żeby odbierać ludziom prawo do swobodnego wyboru pełnomocnika procesowego? Dlaczego pracodawca może posłać do sądu sprzątaczkę, jeżeli mu to pasuje, a ja nie mogę dowolnie wyznaczyć swojego pełnomocnika. Tak się składa, że nie ufam zawodom rzekomego zaufania społecznego.
    Nieskończenie większe zaufanie muszę mieć do kierowcy autobusu, którym dojeżdżam albo do montera instalacji gazowej, od których błędów już się nie ma gdzie odwołać.
    Nawet doradca finansowy zagraża mi bardziej niż prawnik, a doradcą może być właściwie każdy. Może on zdefraudować moją kasę, może wmanewrować mnie w straty. Więc może nie demonizujmy problemu. Prawnik zawód jak każdy.

  • Aloha(2010-09-21 01:24) Odpowiedz 00

    Odniesienie się do Ciebie (ew. Twoich krewnych, powinowatych, znajomków...) w tej i poprzednich dyskusjach było jedynie egzemplifikacją, być może niezbyt udaną, z czym nawet bez większych oporów się zgodzę, zważywszy na nasze dotychczasowe "wymiany poglądów".

    Błagam, nie machaj mi PRLem przed nosem. W tym kraju każdy, komu kończą się argumenty to robi, a Ty przecież nie chcesz być sztampowy.

    Korzystaj z porad SDG "od 9 złotych".
    Przecież z tego co pamiętam, na dochody nie narzekasz, a tu i cena przystępna i swoboda świadczenia usług, kwestie popytu-podaży i inne niemniej ważkie, jak "nieprzynależność do korporacji"... Słowem, wszystko czego pragniesz. Jak Ci dobrze doradzą, to i pełnomocnik na sali Ci potrzebny nie będzie, bo Ty, o ile dobrze pamiętam, nie życzysz sobie być "ubezwłasnowolniony". A i na kosztach procesu oszczędzisz.

    Pod każdym sądem dostaniesz plik ulotek, mechanizmy rynkowe działają, teraz to nawet pierwsza "porada" gratis.

    Owocnych wklejanek.
    Dobrej nocy.

  • Aloha(2010-09-21 00:56) Odpowiedz 00

    Januszku, naprawdę, o "Prawdo" - chyba jednak skleroza łapie, a do poprzednich "dyskusji" jednak zaglądnąć się nie chciało.
    Swobodnie możesz zrobić aplikację, egzaminy zarówno wstępne, jak też końcowe są państwowe.
    Nie chcesz, nie stać Cię, nie rób. Wykaż, że pracowałeś 5 lat w zawodzie, wykaż się umiejętnościami. Ot wszystko.
    Nawet kierowcy TIRów tak fajnie nie mają. Zapraszamy.

    Dobra rada na koniec. Zrób sobie jeden post i Copy-paste. Dobre przykłady tu zaglądają, wpadli już na ten sposób.

  • Prawda(2010-09-21 01:11) Odpowiedz 00

    Ale (powtarzam chyba po raz setny) - wcale nie jestem prawnikiem - i nie chce wstępować do waszej wspaniałej korporacji (żadną ze wskazanych dróg) !!!

    Jestem tylko zwykłym klientem mecenasów !!!

    ps. a tak na marginesie: w PRL-u też pisano, że bardzo łatwo jest o paszport i dostatnie życie. Wystarczyło aktywnie działać na rzecz partii, albo co najmniej posiadać legitymacje partyjną. Dla naprawdę leniwych wystarczyło kilka spotkań z agentem. Ot wszystko. I już był paszport i życie jak pączek w maśle. Nawet na zachodzie tak łatwo nie mieli.
    A jednak ludzie nazywali ten system zniewoleniem i go zlikwidowali.

    Problemem nie jest łatwość/trudność dojścia do korporacji, ale ich monopol na usługi prawnicze !!!

  • Ludzie naprawdę(2010-09-21 01:12) Odpowiedz 00

    I nie porównujcie się z lekarzami, domagając się tego,by władza odpowiednimi limitami na studia i aplikacje,zapewniła wam zarobki i perspektywy takie jak mają lekarze,żałosne są takie porównania. Rozmiary dzisiejszego ustawodawstwa i tempo jego zmian są takie,że żeby dyplom prawa miał wartość rynkową porównywalną z dyplomem medycyny,to program nauczania na aplikacjach musiałby być wykładany na studiach, natomiast aplikacje to musiałyby być specjalizacje w określonje dziedzinie prawa.

  • !(2010-09-21 01:15) Odpowiedz 00

    Niektórym aplikantom notarialnym z naboru 2009 do tej pory nie wyznaczono patrona, pomimo prawnego obowiązku rad izb notarialnych, potwierdzonego orzecznictwem Sądu Najwyższego. Tak wygląda przestrzeganie prawa przez korporacje. Tak dbają o swoje interesy będący nieskazitelnego charakteru przedstawiciele zawodu zaufania publicznego. Te wszystkie towarzystwa wzajemnej adoracji wkrótce przejdą do historii. Nie nalewa się młodego wina do starych bukłaków.

  • .(2010-09-21 01:21) Odpowiedz 00

    Natomiast ze wszystkimi postulatami przywrócenia swobód obywatelskich należy się zgodzić. Konieczna jest wolność zarówno po stronie usługodawcy, jak i usługobiorcy.

  • Prawda(2010-09-21 01:44) Odpowiedz 00

    No właśnie nie mam "wszystkie czego pragnę" (a pragnę niewiele).

    Ot co:
    Chciałbym ustanowić w swojej sprawie administracyjno-sądowej z zakresu ochrony środowiska, na własny koszt i odpowiedzialność, swoim pełnomocnikiem kolegę, byłego urzędnika, który na spornej kwestii zna się jak mało kto. Kolega chce mnie reprezentować, ja chcę być przez niego reprezentowany, co do ceny byśmy się dogadali - nikomu nie stała by się krzywda.
    Tymczasem państwo i wspaniałomyślne korporacje narzucają mi ustawowo pełnomocnika zrzeszonego w jednej z dwóch wspaniałych korporacji, których 99% ma nikłe pojęcie o prawie ochrony środowiska, a ten 1% pracuje w renomowanych kancelariach i "kasuje" 200 Euro za godzinę.

    Jakie jest uzasadnienie tego stanu rzeczy ???

  • mala(2010-09-21 05:00) Odpowiedz 00

    Miałam sprawę z pracodawcą. Sama nie poradzę sobie w sądzie, dlatego chciałam pomocy prawnika. Co się okazało - w kilkunastu kancelariach w których byłam powtarzały się dwa scenariusze - albo podawali zaporowe ceny albo nie znali się na prawie pracy. Dlatego obecnie jestem na lodzie.
    A mój problem jest taki, czemu nie mogę wyznaczyć pełnomocnikiem mojej koleżanki, która od wielu lat jest prawnikiem w PIP i zajmuje się prawem pracy.
    Może mi ktoś wyjaśni czemu?
    Dlaczego mecenas, który nie ma doświadczenia ani ochoty zajmować się prawem pracy może mnie reprezentować w sądzie, a prawniczka z doświadczeniem i znajomością przedmiotu nie może? To przecież nie przynależność do korporacji decyduje o znaniu się lub nie na przepisach.

  • prawo to droga do nędzy(2010-09-21 10:36) Odpowiedz 00

    żarty i tyle. Całe zło zaczyna się na etapie przyjmowania na studia - na prawie to jest wolna amerykanka ! taki UW czy UJ (a inne publiczne też podejrzewam) przyjmują co roku 1200 osób na I rok ! przecież to żadna gospodarka nie wchłonie takich mas ludzi po jednym kierunku. Do tego masa prywatnych szkółek i mamy 10 000 absolwentów prawa co roku. Otwarte aplikacje więc sama aplikacja nic już nie daje. Miejsca pracy po znajomości albo zwyczajnie już powypełniane więc przyszłości z tym zawodem nie ma. Ogromna większość przechodzi 5 lat na studia, zmusi się jeszcze do 3 lat aplikacji by po 8 latach nauki z tytułem adw/radcy pr. stwierdzić, że to w ogóle bez sensu bo trzeba się nalatać i nadenerwować żeby zarobić 3 tysiące zł, czyli tyle co lekarz w tydzień.

    Słusznie ktoś przywoływał przepis o medynie - minister ustala limity przyjęć biorąc pod uwagę możliwości dydaktyczne uczelni i zapotrzebowanie na absolwenta. Dlatego medycyna to jedyny kierunek, gdzie Polak kończy i może wszędzie jechać w świat robić nie na szmacie tylko w zawodzie. A w kraju praca od ręki i zarobki takie, że prawnikom oko bieleje z zazdrości (wyłączam partnerów sieciówek i właścicieli dużych kancelarii - to biznesmeni i jest ich kilkadziesiąt osób w kraju) - lekarz o nic się nie martwi, idzie spokojnie do pracy i widzi płaszczących się pacjentów. I za to na koniec miesiąca 15 - 20 tysięcy na konto.
    Własnie dzięki sterowaniu przez ministra i trzymaniu rozsądnych limitów przyjęć. - medynę można studiować chyba tylko w 12 uczelniach, w sumie ze 2000 ludzi. To mówi wszystko porównując z prawem.

    Inna rzecz, że większość studentów prawa to kretyni, zdolni zakuć na chwilę trochę regułek i przepisów, którzy na medycynie czy polibudzie odpadliby po semestrze.

  • Prawda(2010-09-21 00:46) Odpowiedz 00

    Wolny rynek nie sprawi cudu tylko przywróci normalność !!!

    Czy dziś brakuje albo jest za dużo absolwentów kierunku "zarządzanie i marketing" ??? NIE. Po boomie końca lat '90, obecnie jest ich kształconych dokładnie tyle ile potrzeba.

    To wszelkie próby sztucznej regulacji rodzą patologie ! Wolny rynek przywraca normalność !

  • plosiak(2010-09-21 10:57) Odpowiedz 00

    do 68 - wyobraź sobie, że też musiałem na studiach pracować, by mieć za co żyć. Wtedy byłem urzędnikiem. Tobie nie zawdzięczam absolutnie nic; wykształciłem się za swoje podatki, pracowałem podczas aplikacji. Czytaj ze zrozumieniem. Może wtedy w końcu doczytasz, że jak zaczynałem aplikację, była asesura. Jak kończyłem, już nie. Podczas aplikacji pracowałem w kancelarii i dobrze zarabiałem. Podobnie jako moi koledzy - trzeba oczywiście mieć wiedzę i umiejętności, to chętni by za to zapłacić się znajdą. Widocznie twoje doświadczenia skończyły się na parzeniu kawy - ja bym się na to nie zgodził, ale każdy ocenia swoje możliwości wedle realiów.

    do 69 - pisałem o moich znajomych ze studiów - jest chyba logiczne, że może ich być z kilkanaście osób (obecnych urzędników). Według ciebie w kraju jest kilkunastu urzędników, czy kilkaset tysięcy ?

    do 70 - moje zarobki to żaden ewenement - kilku moich kolesi "pracowało" w kancelarii, gdzie mieli własne dz. gosp. i w ramach stałego zlecenia występowali przed sądami. Ich chlebodawca odpalał im połowę kosztów (zapłaconych oczywiście). Były miesiące, że chłopaki zarabiali po 10 tys. I nie mówię o Warszawie.

    Z drugiej strony znam takich, co zasuwali za kilka stów. Jak ktoś się daje wykorzystywać, to się nie dziwię, że go wykorzystują.

  • Ludzie naprawdę(2010-09-21 11:30) Odpowiedz 00

    O jakich limitach na studia prawnicze wy piszecie,ktoś chce płacić za studia prawnicze i to jest jego sprawa. A dlaczego nie limity na studia historyczne,czy historyczne,a może arabistyczne.

  • Ludzie naprawdę(2010-09-21 11:32) Odpowiedz 00

    Co jest takiego mistycznego w tym zawodzie,że muszą być tu limity.

  • ao(2010-09-21 13:41) Odpowiedz 00

    Do 121 - plosiak
    Baju, baju...

  • Vesemir(2010-09-21 14:16) Odpowiedz 00

    A po cholerę wszyscy młodzi prawnicy chcą zostać adwokatami lub radcami ? Jest tyle innych, pięknych miejsc, w których można zarabiać niezłą kasę, nie będąc mecenasem. Naprawdę jest o co walczyć ? Prawnik, który ma głowę na karku nieźle sprawdzi się w biznesie, przynajmniej byle adwokacina nie zrobi go tak łatwo w konia. Ludzie, nie szalejcie, naprawdę nie ma o co tak się bić.

  • prawo to droga do nędzy(2010-09-21 14:21) Odpowiedz 00

    @ 122

    dlaczego limity ? ano dlatego, że są dziedziny, gdzie państwo musi zaingerować by nie dopuszczać do katastrofy. A taką jest pozwalanie na niekontrolowane przyjęcia na prawo, przez co powiększa się tylko rzesza bezrobotnych, którym trzeba płacić ubezpieczenie społeczne i inne koszta. To samo tyczy się studiów historycznych, arabistycznych i innych. Publiczne uczelnie kształca za srodki publiczne, więc publiczne środki marnują. Wystarczający powód dla limitów ?

    Dlaczego idąc twoim tokiem myślenia na lekarski nie przyjmuje się po 1000 osób na jeden wydział ? przecież tu akurat potrzeby są, a chętni by się znaleźli (jest 15 osób na miejsce, a sporo ludzi płaci po 15 tysięcy za wieczorową medycynę czy stomatologię). Przeciez jak są chętni to powinno się dopuścić nie ? przy prawie się dopuszcza bo wszystkim to wisi i wiadomo że do niczego są niepotrzebni, nic nie będą robić w zawodzie, więc i krzywdy nikomu poza sobą nie zrobią.

  • Vesemir(2010-09-21 14:24) Odpowiedz 00

    @126
    juz Ci odpowiadam:
    bo studia medyczne to labolarotia, prosektoria i praktyki. Do studiów prawniczych, historycznych itp. wystarczy ołówek, kajecik i książeczka, sala, stolik i krzesełko. Dlatego lekarzy nie można przyjać 1000 (bo tylu trupów do sekcji nie dostarczysz) a prawników można. Ot i cała filozofia.

  • Ludzie naprawdę(2010-09-21 14:28) Odpowiedz 00

    Oczywiście,że publiczne uczelnie marnują publiczne środki,przez masowe, marne kształcenie ,ale nie dotyczy to jedynie prawa,ale wszystkich kierunków studiów.Na wydział lekarski nie przyjmuje się wszystkich chętnych,wydaje mi się,że dlatego,że kształcenie lekarzy wymaga również odpowiedniej infrastruktury,jak chociażby prosektoria,chociaż może są i inne sposoby.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama