Po ulicach nie będą jeździły zardzewiałe wraki, z których wycieka olej. Skończy się też klepanie samochodów przywiezionych z zagranicy, które przed wizytą w warsztacie wyglądają jak po crash teście. Jeżeli auto będzie mocno rozbite lub tak zniszczone przez eksploatację, że nie spełni określonych wymagań, to zostanie wycofane z ruchu. Trafi wówczas do recyklingu, by nie zagrażało bezpieczeństwu i środowisku naturalnemu. Nad projektem rozporządzenia o przesłankach decydujących o wycofaniu auta z użycia pracuje Ministerstwo Infrastruktury.

Projekt określa wymagania techniczne, których niespełnienie powoduje uznanie samochodu za wycofany z eksploatacji. Do recyklingu trafi auto ze złamaną ramą lub wygiętą płytą podłogową. Taki sam los czeka także te pojazdy, w których w wyniku przegrzania nastąpiły deformacje 30 proc. powierzchni nadwozia, płyty podłogowej czy dachu. Zezłomowane zostaną też samochody, w których korozja doprowadzi do zatarcia numerów identyfikacyjnych. Projekt przewiduje wyeliminowanie pojazdu z ruchu również wtedy, gdy pojawią się w nim jednocześnie trzy usterki. Dotyczy to sytuacji, gdy samochód po pierwsze będzie miał pękniętą ramę, przez co nastąpi obniżenie jej sztywności, po drugie jego dach ulegnie załamaniu wraz ze szkieletem, a po trzecie korozja obejmie co najmniej 30 proc. powierzchni nadwozia.

Nowe przepisy spowodują, że z rynku szybciej znikną pojazdy, które na przykład były zalane podczas powodzi. Jeżeli żywioł spowodował poważne uszkodzenia, to samochód zamiast na giełdę lub do komisu trafi do stacji demontażu. Dlatego jeżeli obok znacznej korozji zostanie uszkodzona skrzynia biegów czy do silnika lub elementów przeniesienia napędu dostanie się woda z osadami, to auto zostanie uznane za odpad.

– Projekt należałoby uzupełnić o jeszcze jedną przesłankę kwalifikującą auto do recyklingu. Chodzi o sytuację, gdy koszty naprawy auta przekraczają 150 proc. jego wartości – uważa Adam Małyszko, prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów. Jak tłumaczy, takiego samochodu w większości przypadków nie da się już przywrócić do stanu technicznego zapewniającego bezpieczne użytkowanie.

Ekspert zwraca również uwagę na to, że w wielu sytuacjach nowe prawo będzie martwe. – Niestety, przepisy nie określają, kto ma decydować, że uszkodzone auto jest już odpadem – ubolewa Adam Małyszko.

Resort infrastruktury zgodnie z ustawową delegacją miał jedynie określić warunki wycofania pojazdu z eksploatacji. Nie ma obowiązku decydowania, jak te przepisy będą egzekwowane.

Obecnie prawo stanowi, że samochód może być wycofany z eksploatacji tylko wtedy, gdy właściciel sam skieruje go do stacji demontażu. Jednak jeżeli tego nie zrobi, a usterki nie zostaną zdiagnozowane przez stację kontroli pojazdów, to zagrażające bezpieczeństwu auta dalej będą jeździć po naszych drogach.