Rzecznik praw obywatelskich nie ma wątpliwości, że brak jednolitych metod wyliczania metrażu mieszkań szkodzi obywatelom.

– Powierzchnia lokalu stanowiącego odrębną własność wyznacza zakres związanych z nim praw i obowiązków i ma znaczenie dla dotyczących go umów – podkreśla Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich. Od metrażu są uzależnione m.in. stawki opłat eksploatacyjnych, podatek, a co najważniejsze cena nieruchomości przy jej zakupie lub sprzedaży.

Oszukane metraże

O skutkach stosowania rozbieżnych metod przekonał się Sławomir Pietras i kilkudziesięciu innych spółdzielców z SM Lubawa.

– W 2007 roku prowadzono pomiary mieszkań, ponieważ były one potrzebne do wykupu. Okazało się, że metraż naszego lokalu skurczył się z 64,1 do 61,1 mkw. W 1999 roku naliczono mi 1,5 tys. zł z tytułu kosztu budowy za każdy mkw. – mówi Sławomir Pietras. Spółdzielca spłaca jeszcze zadłużenie związane z budową mieszkania. Jest ono w dalszym ciągu liczone od 64,1 mkw. Niezależnie od tego spółdzielnia pobiera opłaty eksploatacyjne, uwzględniając mniejszą powierzchnię.

Zgodnie z art. 42 ust. 6 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych decyzję o przyjęciu metody powierzchni użytkowej lokali w nieruchomości oraz pomieszczeń do nich przynależnych w trakcie procedury uwłaszczeniowej podejmuje zarząd spółdzielni. Zarząd może więc wybrać sposób obliczania powierzchni użytkowej zgodny z przepisami o ochronie praw lokatorów, Polską Normą albo jeszcze inną metodę.

Sprzeczne przepisy

Najwięcej skarg obywateli rodzi stosowanie Polskiej Normy PN-70/B-02365, która przewiduje sposób obliczania powierzchni użytkowej z uwzględnieniem 2 cm grubości tynków. Powierzchnia mieszkania obmierzonego w ten sposób jest więc większa niż powierzchnia faktyczna w świetle otynkowanych ścian. W praktyce może okazać się, że spółdzielca nabywa w rzeczywistości mieszkanie o kilka metrów mniejsze niż w umowie i zapłacił za powierzchnię pod tynkami.

Irena Lipowicz zwraca uwagę na to, że przepisy spółdzielcze są sprzeczne z par. 63 rozporządzenia z 29 marca 2001 r. w sprawie ewidencji gruntów i budynków. Wprowadza on kategoryczną definicję powierzchni użytkowej lokalu, w konsekwencji której obmiaru trzeba dokonywać w świetle otynkowanych ścian.

– Brak jednolitości powoduje, że dane istniejące w obecnej ewidencji są czerpane z różnych źródeł przy braku obligatoryjnej weryfikacji przez organ ewidencyjny – podkreśla Irena Lipowicz.

Sprawą kolidujących ze sobą przepisów ma zająć się teraz minister spraw wewnętrznych i administracji.