Trudna sytuacja na rynku nieruchomości i prawie dwa razy dłuższy niż przed kryzysem średni okres oczekiwania na sprzedaż mieszkania, domu czy działki powodują, że pośrednicy nieruchomości na wszelkie sposoby próbują walczyć o klientów. Kiedy już ich znajdą, przedkładają im do podpisania umowy, które gwarantują im wysokie zyski z danej transakcji. W praktyce okazuje się jednak, że bardzo często działania pośredników są niezgodne z prawem.

Umowa pośrednictwa

Stałą praktyką stosowaną przez pośredników jest żądanie zapłaty prowizji już po podpisaniu przedwstępnej umowy zbycia nieruchomości. Bez względu na to, czy dojdzie do podpisania umowy ostatecznej.

– Umowa pośrednictwa jest umową starannego działania, a nie umową rezultatu. Oznacza to więc, że pośrednik nie zobowiązuje się, iż umowa sprzedaży zostanie zawarta, ale że będzie czynił wszelkie starania w tym kierunku – mówi Aleksander Scheller, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Nienależna prowizja

O tym, jak dużo może kosztować podpisanie takiej umowy z pośrednikiem, przekonała się mieszkanka Krakowa. Chciała sprzedać działkę o wartości 8 mln zł. Zwróciła się o pomoc do lokalnego pośrednika nieruchomości i podpisała z nim umowę. Zgodnie z nią pośrednikowi przysługiwała prowizja w wysokości 3,66 proc. wartości sprzedanej nieruchomości. Dzięki działaniom pośrednika znalazł się chętny na zakup działki. Był nim deweloper, który chciał na niej wybudować blok. Podpisał on z właścicielką umowę przedwstępną określającą, że do ostatecznego zakupu dojdzie dopiero wówczas, gdy uzyska on warunki zabudowy. Decyzji takiej jednak nie otrzymał i do sprzedaży nie doszło. Pośrednik zażądał jednak zapłaty ponad 300 tys. zł prowizji, wskazując, że zgodnie z umową wypłata prowizji powinna nastąpić już z chwilą podpisania umowy przedwstępnej.

Sprawa trafiła do sądu. Sąd Apelacyjny w Krakowie zgodził się z argumentami właścicielki nieruchomości, że w tym przypadku pośrednikowi nie przysługuje wynagrodzenie (sygn. akt I ACa 215/10).