Trzyosobowy skład SN uznał, że ustawa o IPN nie może samodzielnie regulować kwestii przedawnienia karalności wszystkich zbrodni komunistycznych i trzeba przy tym uwzględniać zapisy kodeksów karnych z 1969 r. i 1997 r.

SN badał pytanie prawne Sądu Okręgowego w Legnicy, sądzącego tamtejszego oficera SB, oskarżonego przez pion śledczy IPN o znęcanie się nad opozycjonistą w latach 80. (miał mu grozić długoletnim więzieniem, a nawet wyrzuceniem z okna i wyzywał go). Przed rozpatrzeniem apelacji Bogdana M., skazanego w I instancji na rok więzienia, SO spytał SN o wykładnię przepisów o przedawnieniu karalności w sprawach dotyczących zbrodni komunistycznej (są nimi przestępstwa aparatu władzy PRL, ścigane dziś przez pion śledczy IPN).

Według polskiego prawa, bieg przedawnienia takich czynów, nie ściganych w PRL z przyczyn politycznych, zaczyna się od 1990 r. Niektóre sądy uznawały, że przed zmianą Kodeksu karnego w 1997 r. i przed uchwaleniem ustawy o IPN, drobniejsze przestępstwa przedawniły się po pięciu latach na zasadach ogólnych - skoro do tego czasu nikt nie postawił danej osobie zarzutu. Ustawa o IPN wprowadziła inne okresy przedawnienia (2030 r. - dla zabójstw, 2020 r. - dla wszystkich innych zbrodni komunistycznych). Stąd pytanie, czy mogą one także dotyczyć tych czynów, które już takiemu przedawnieniu uległy.

Prok. IPN Robert Kopydłowski wnosił o wydanie uchwały, że ustawa o IPN autonomicznie reguluje całą kwestię, a wtedy nie ma mowy o przedawnianiu. "Jeśli uznamy, że znaczna część zbrodni komunistycznych przedawniła się pięć lat przed ustawą o IPN, to przy takiej wykładni duża grupa pokrzywdzonych z lat PRL nigdy nie doczeka się sprawiedliwości" - przekonywał w SN.

"Odżycie przedawnienia, które już upłynęło, jest nie do zaakceptowania w państwie prawa"

SN uznał, że z przyczyn konstytucyjnych "odżycie przedawnienia, które już upłynęło", jest nie do zaakceptowania w państwie prawa. "Przy tej interpretacji niestety 1 stycznia 1995 r. doszło do przedawnienia części tych zbrodni; tych, które według kodeksu z 1969 r. zagrożone były karą nie przekraczającą pięciu lat pozbawienia wolności" - powiedział sędzia SN Roman Sądej, uzasadniając uchwałę.

Dodał, że na ocenę SN nie może mieć wpływu fakt, że do powstania IPN w 1999-2000 r. państwo nie było skuteczne w ściganiu przestępstw aparatu władzy z PRL. "To nie jest argument prawny" - podkreślił. "Czy z tego powodu mamy rezygnować z fundamentalnych zasad państwa prawnego?" - pytał retorycznie Sądej, odnosząc się do słów prokuratora, że część pokrzywdzonych nie doczeka się sprawiedliwości.

Sędzia dodał, że ustawodawca ma prawo przedłużać bieg przedawnienia - pod warunkiem, że jeszcze on nie upłynął. Wyraził przekonanie, że w całej sprawie przy tworzeniu prawa zabrakło "refleksji prawnej". Oświadczył na koniec, że odpowiedzialność karna nie jest jedyną formą napiętnowania sprawcy danego czynu, bo jest jeszcze odpowiedzialność "w ramach opinii publicznej czy działalności dziennikarskiej".