Wykonawca biorący udział w publicznym przetargu może liczyć na merytoryczne rozpoznanie swoich zarzutów dopiero, gdy zwróci się do prezesa Krajowej Izby Odwoławczej (KIO). Wskutek dwóch ostatnich nowelizacji prawa zamówień publicznych całkowicie wyeliminowano postępowanie protestacyjne. Przez znaczne podwyższenie opłaty od skargi dotyczącej czynności zamawiającego dokonanej po otwarciu ofert praktycznie zamknięto także przedsiębiorcom instancję sądową.

Wysokość opłat

– Teraz opłata wynosi aż 5 proc. wartości przedmiotu zamówienia, nie więcej niż 5 mln zł. Górną wysokość tej opłaty osiąga się już przy zamówieniu, którego szacunkowa wartość wynosi 100 mln zł – mówi Anna Szymańska z kancelarii Salans, wykładowca Podyplomowego Studium Zamówień Publicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Eksperci zwracają uwagę, że chociaż rola i odpowiedzialność KIO znacznie wzrosły, w skład Izby wchodzi teraz jedna osoba, a nie trzy. Zasada orzekania przez KIO w jednoosobowym składzie może korzystnie wpłynąć na szybkość postępowania, ale nie zapewni uczciwej konkurencji.

– W sprawach, które nie mają szans na powtórną weryfikację, zasadne byłoby przedyskutowanie i naradzenie się w składzie trzyosobowym – uważa Anna Szymańska.

Mniej czasu na odwołanie

Od 29 stycznia w razie niekorzystnego rozstrzygnięcia zamawiającego przedsiębiorcy wnoszą odwołanie bezpośrednio do KIO. Takie odwołanie można złożyć w wersji elektronicznej opatrzonej bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu. Jednak i tu wykonawcy muszą bardzo uważać.

– Dla zachowania terminu nie jest już wystarczające nadanie odwołania na poczcie w ostatnim dniu terminu. Odwołanie musi w tym terminie dotrzeć do KIO – mówi Maciej Maciejewski z Kancelarii Zamówień Publicznych.

Anna Piecuch, radca prawny z kancelarii Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna, uważa, że nowy sposób obliczania terminów wniesienia odwołania w praktyce znacznie skraca czas, jaki wykonawcy mają na zredagowanie prawidłowych zarzutów i żądań, niepodlegających przecież rozszerzeniu na rozprawie.

Utrata pieniędzy za wpis

Skarżący się na wysokość wpisu od odwołania mają jeszcze jeden powód do niezadowolenia. 15 marca weszło w życie nowe rozporządzenie w sprawie wysokości i sposobu pobierania wpisu od odwołania oraz rodzajów kosztów w postępowaniu odwoławczym i sposobu ich obliczania.

– W poprzedniej regulacji, w przypadku przegrania sprawy w KIO, uiszczony wpis nie podlegał w całości zaliczeniu na poczet kosztów postępowania. Koszty te kształtowały się na poziomie 4,5–5 tys. zł (koszty posiedzenia odwoławczego) plus zwrot kosztów dojazdu na rozprawę oraz wynagrodzenie pełnomocnika przeciwnika – maksymalnie 3,6 tys. zł – mówi radca prawny Anna Piecuch.

Obecnie wykonawca przegrywający sprawę traci uiszczony wpis w całości, co w przypadku dostaw i usług wynosi 7,5 tys. lub 15 tys. zł, a w przypadku robót budowlanych 10 lub 20 tys. zł, w zależności od wielkości postępowania.

– Wykonawca musi także zwrócić przeciwnikowi koszty dojazdu na rozprawę i wynagrodzenia pełnomocnika. Biorąc pod uwagę opisane ograniczenia oraz słabą znajomość przepisów przez wykonawców, ryzyko przegranej rośnie – uważa Anna Piecuch.

– Realny koszt ponoszony przez stronę przegrywającą wzrósł w niektórych przypadkach nawet pięciokrotnie – potwierdza Marzena Ordysińska, rzecznik KIO.