Kierowcy, którzy chcą bez problemu udowodnić wniesienie opłaty w sądzie, muszą zachowywać bilety parkingowe. Mało kto jednak to robi. – Po około czterech latach od zdarzenia dostałem mandat za brak biletu parkingowego. Nie posiadając tego dokumentu, nie miałem szans na obronę i musiałem zapłacić karę, chociaż na pewno nie miałem zawiadomienia za wycieraczką – pisze do „DGP” czytelnik z Poznania.

Procedura ściągania kar finansowych za nieopłacone parkowanie różni się od egzekucji tradycyjnych mandatów. Po pierwsze nieuiszczona opłata dodatkowa (potocznie nazywana mandatem) ulega przedawnieniu dopiero po 5 latach. A mandaty nawet za najcięższe przewinienia drogowe po trzech. Po drugie informacja o konieczności wniesienia opłaty dodatkowej nie musi być doręczona do rąk kierowcy. Wystarczy, że znajdzie się za wycieraczką samochodu.

Podobne sprawy kończyły się wielokrotnie w sądach. – Sądy administracyjne, czasami nawet w tym samym mieście, wydawały sprzeczne wyroki, uznając doręczenie za wycieraczką za skuteczne lub też odwrotnie – że jest to sprzeczne z przepisami procedury administracyjnej – mówi Rafał Pelc, radca prawny z Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna. Sprawą zainteresował się w końcu rzecznik praw obywatelskich. Na jego wniosek Naczelny Sąd Administracyjny orzekł o legalności kar nałożonych w wyniku doręczenia za wycieraczkę. Jak podkreśla mec. Pelc, takie doręczenie dokumentuje obowiązek dokonania zapłaty, ale go nie nakłada. Ten bowiem powstaje – jak stwierdził NSA – z mocy prawa. Druk za wycieraczką jest więc jedynie informacją o karze.

Warunkiem uruchomienia egzekucji wobec kierowcy jest doręczenie upomnienia zawierającego wezwanie do zapłaty kary. Wtedy ukarany może zwrócić się z prośbą o odpowiednie wyjaśnienia. Jeśli trwa już egzekucja, ma prawo wniesienia tzw. zarzutów. Aby skutecznie się bronić, kierowca musi jednak udowodnić, że za parkowanie zapłacił. Dowodem jest bilet parkingowy. A ten, nawet zachowany po dłuższym czasie, może być już nieczytelny.

Dodatkowym problemem jest to, że w tym samym czasie można dostać kilka czy kilkanaście wezwań i z 2006, i z 2010 roku.