– Niedawno przyszedł do mojej kancelarii młody człowiek, który miał lecieć do USA, i powiedział wprost: „Chcę spisać testament, bo skoro taka katastrofa dotknęła wielkich, to mnie też może” – opowiada „DGP” Czesława Kołcun, prezes warszawskiej Izby Notarialnej. Jej zdaniem nastąpiło przełamanie psychologiczne. Wcześniej ludzie odkładali je na później, bo testament kojarzył im się ze starością. Teraz mówią wprost, że chcą zabezpieczyć rodzinę na wszelki wypadek.

Notariusz niepotrzebny

Nie ma danych statystycznych, które pokazałyby skalę tego zjawiska. Ale w ponad połowie z kilkunastu kancelarii notarialnych z Warszawy i województwa mazowieckiego usłyszeliśmy opinie o zwiększonym zainteresowaniu testamentami. Nawet tam, gdzie nie zaobserwowano zwiększenia liczby klientów, nagminne było uzasadnianie decyzji o spisaniu testamentu ostatnią katastrofą z udziałem prezydenta.

– Na pewno byłoby dobrze, gdyby ludzie uświadomili sobie konieczność uregulowania różnych formalności i nie odkładali tego na później – mówi nam znana warszawska notariusz. Prosi, by nie podawać jej nazwiska. Opowiada, że kiedyś z córkami i ich rodzinami poleciała samolotem na wakacje. – Kiedy uświadomiliśmy sobie, że w razie katastrofy zginęłyby trzy pokolenia naszej rodziny, wszyscy wieczorem usiedliśmy w hotelu i napisaliśmy testamenty – mówi. I przypomina, że testament nie musi być spisywany u notariusza. Bo zgodnie z kodeksem cywilnym wymogiem jest jedynie spisanie go odręcznie, opatrzenie datą i podpisem. – Ale testament w formie aktu notarialnego trudniej podważyć np. pod pretekstem, że był sporządzony pod przymusem – zaznacza prezes Kołcun.

Ale brak testamentu to niejedyny problem w przypadku nieoczekiwanej śmierci. Nie wszystkie żony osób tragicznie zmarłych w katastrofie prezydenckiego samolotu miały wspólne konta z mężami. Wskutek tego po ich śmierci miały problem z podjęciem pieniędzy z banku. – Ludzie pytają o możliwość zrobienia zapisu na wypadek śmierci – przyznali nam pracownicy trzech oddziałów banków na warszawskim Ursynowie, do których zajrzeliśmy.

Jak powinno wyglądać takie zastrzeżenie i co się stanie, jeśli ktoś wyjmie pieniądze z konta tragicznie zmarłego współmałżonka? – Jeśli rachunek jest na jedną osobę, a druga (mąż, żona, ktoś inny) ma tylko do niego pełnomocnictwo, to w razie śmiertelnego wypadku nie może już dysponować tym kontem, bo pełnomocnictwo wygasa z chwilą śmierci posiadacza rachunku, a posłużenie się nim później jest przestępstwem – wyjaśnia Piotr Utrata, rzecznik ING Banku Śląskiego SA. Nielegalne jest także podjęcie pieniędzy z rachunku zmarłego za pomocą karty bankomatowej czy przelewem przez internet.

Dyspozycja w banku

Zgodnie z art. 56 prawa bankowego można złożyć dyspozycję do własnego rachunku na wypadek śmierci na rzecz najbliższych członków rodziny. W innym wypadku trzeba czekać na zakończenie postępowania spadkowego, a bank może wypłacić z tego konta wyłącznie pieniądze na koszty pogrzebu. – Dyspozycję co do rachunku na wypadek śmierci można złożyć w każdej chwili. Musi mieć formę pisemną. Może to być formularz bankowy albo dokument z niezbędnymi danymi przygotowany przez właściciela rachunku – tłumaczy Dariusz Zieliński, dyrektor departamentu klienta indywidualnego w PKO BP.

Problem z funduszami

Właśnie weszły w życie przepisy dotyczące dysponowania funduszami inwestycyjnymi na wypadek śmierci.

Pełnomocnictwo, podobnie jak przy rachunku bankowym, wygasa wraz ze śmiercią właściciela. Jeżeli małżonkowie przystąpili do funduszu w ramach tzw. WRM (wspólnego rejestru małżeńskiego), współmałżonek zmarłego uczestnika może odkupić połowę jednostek uczestnictwa bez żadnych dodatkowych formalności. Jeżeli należały one tylko do jednej osoby, to po jej śmierci jest to możliwe dopiero po przeprowadzeniu postępowania spadkowego i złożeniu w banku odpowiedniego oświadczenia o podziale spadku przez spadkobierców. Uczestnik funduszu może jednak na wypadek śmierci złożyć zlecenie: dodanie osoby upoważnionej do wypłaty tych środków. A co dzieje się ze środkami na rachunkach, lokatami czy funduszami inwestycyjnymi osób zmarłych, o które nie upomni się rodzina, bo np. o nich nie wie? Oficjalnie czekają one na spadkobierców. Ale jeśli rodzina się nie upomni, zostają w dyspozycji banku, a bank nadal prowadzi ten rachunek.