statystyki

Otwarcie zawodów prawniczych to iluzja

autor: Bartosz Grohman04.03.2010, 03:00; Aktualizacja: 04.03.2010, 09:49

Obecna formuła egzaminu na aplikację nie ma nic wspólnego z egzaminowaniem kogokolwiek. Nie ma progów, które pozwoliłyby na odsianie osób, które albo mają zbyt niski poziom wiedzy, albo też się do tego zawodu nie nadają.

reklama


reklama


Z dużym zainteresowaniem śledzę teksty na temat aplikacji w zawodach prawniczych, pojawiające się na łamach DGP. W wielu z nich, a także w głosach na forach internetowych, wyraźnie widać niezadowolenie wielu aplikantów, którzy zupełnie inaczej wyobrażali sobie praktyki zawodowe.

Za ilością nie idzie jakość

Dziwię się młodym prawnikom, że uwierzyli populistom, którzy wmawiali im, że zawód adwokata to tylko idylla i strumień płynących wprost do jego kieszeni olbrzymich honorariów. Chciałbym, aby tak było, ale to jeden z narosłych mitów, z którym najwyższy czas się ostatecznie rozprawić.

Nastąpiło niespotykane w dotychczasowych dziejach otwarcie dostępu do zawodów prawniczych. Tak licznej – bo trzytysięcznej – rzeszy nowych aplikantów jeszcze nie mieliśmy. I dobrze. Ale niestety – za ilością nie poszła jakość. Oczywiście jest wśród nich wielu zdolnych, obiecujących prawników, którym wróżę wielkie kariery. Jednak znalazło się tam też wiele osób przypadkowych, które zdecydowanie powinny pomyśleć o innych zawodach. Problem w tym, że obecna formuła egzaminu na aplikację nie ma nic wspólnego z egzaminowaniem kogokolwiek. Nie ma praktycznie żadnych realnych progów, które pozwoliłyby na odsianie osób, które albo mają zbyt niski poziom wiedzy, albo też się do tego zawodu zwyczajnie nie nadają.

Frustracja aplikantów

Być może twórcy koncepcji łatwych egzaminów wstępnych na aplikację są zadowoleni, że w ten sposób dokonano długo postulowanego przez różne gremia „otwarcia zawodów prawniczych”.

Istota problemu tkwi w tym, że owo otwarcie jest iluzoryczne, bo praktycznie każdy może być aplikantem. Ale już nie każdy na byciu aplikantem zarobi. Ba, nie każdy będzie się w stanie utrzymać z wykonywanego zajęcia. Narasta więc frustracja. Dla kontrastu podawane są przykłady zamożnych adwokatów i powtarzane jak mantra mity o dużych pieniądzach i łatwym życiu. Nikt nie chce zauważyć, że odsetek tych zamożnych prawników to tylko kilka procent. Na dodatek zamożność ta bierze się z kilkudziesięcioletniej pracy i nierzadko wielu wyrzeczeń. Tego już jednak sfrustrowani marzyciele dostrzegać nie chcą.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • layla(2010-03-04 09:55) Odpowiedz 00

    kompromitacja! nigdy bym czegoś takiego nie napisała

  • Ciekaw(2010-03-05 14:46) Odpowiedz 00

    A w czym moja mamusia lest lepsza od prawnika nie będącego adwokatem, że ona poże być pełnomocnikiem, a prawnik nie może?

  • prawnik(2010-03-05 13:47) Odpowiedz 00

    Najważniejsze żeby robić to co się lubi
    Wtedy pieniądze wcześniej lub później przyjdą
    Cierpliwość i wytrwałość to niezbędna cecha na rynku polskim, aby odnieść sukces
    Nasi rodzice startowali z jeszcze gorszego dna
    Po za tym od kiedy adwokarura dba o ludzi bez pieniędzy i koneksji - he he

  • (ś)Ciek(2010-03-05 13:49) Odpowiedz 00

    Za bardzo ci się teorie sPiSkowe rzuciły na główkę Janusz.

  • prwnik(2010-03-05 13:56) Odpowiedz 00

    do Janusz (J)

    Nie króluje zasada Czy leżysz czy siedzisz 500 zł się należy, nikogo nie skazują na kare śmierci za kradzież mięsa dla Polski, którego nie ukradł

  • Janusz (J)(2010-03-05 14:14) Odpowiedz 00

    Dlaczego do opieki nad swoim dzieckiem (na własny koszt i odpowiedzialność) mogę sobie wziąć kogoś kto właśnie skończył studia pedagogiczne, kogoś po liceum, kogoś po gimnazjum, kogoś kto nawet podstawówki nie skończył, a nawet konia (o ile tylko podejmie taką działalność).
    Odpowiedź jest prosta: moje dziecko - i nikomu nic do tego pod czyją opieką je zostawiam.

    A pełnomocnikiem procesowym nie mogę ustanowić kogoś tylko po studiach, kogoś po liceum, gimnazjum, bez podstawówki a nawet konia (o ile tylko podejmie taką działalność).
    Przecież tu chodzi o moją sprawę (majątek, dobre imię czy wolność) - i nikimu nic do tego.

  • Janusz (J)(2010-03-05 14:23) Odpowiedz 00

    Zamiast mnie obrażać (oczywiście, jak rozumiem, w granicach waszych "zasad etyki") - odpowiedzcie mi wreszcie na moje stałe pytanie:

    Dlaczego, ogranicza mi się swobodny wybór pełnomocnika procesowego ?

    I odpowiedzią wcale nie jest:
    - przecież korporacje aptekarska czy architektoniczna też ograniczają wolność (...to temat na osobny wątek),
    - przecież w niektórych innych krajach, też istnieje państwowy przymus korzystania z korporacji prawniczych (...to temat dla obywateli tamtych krajów),
    - przecież od zawsze tak jest (...to że tak jest od zawsze, a w zasadzie chyba dopiero od 1930 r., niczego nie uzasadnia).

    Ja się pytam, co jest tak ważne, że uzasadnia to ograniczenie mojej wolności wyboru pełnomocnika procesowego, w mojej sprawie, na mój własny koszt i moją odpowiedzialność, w moim ukochanym (rzekomo wolnym) kraju ???

  • greyhound(2010-03-05 14:43) Odpowiedz 00

    Do Janusz
    Nie licz na odpowiedź. Strategia korporantów na tym forum to unikanie odpowiedzi na istotne i kłopotliwe pytania i rozwijanie nieistotnych wątków pobocznych. Ewentualnie zaprzeczanie, że woda jest mokra a słońce świeci. Marne sofizmaty. Może wystarczają w dyskusjach w ramach korporacji, ale my tu poza korporacjami, panie, po uniwersytetach. Niektórzy nawet magistra mają po kilku kierunkach.

    Zauważ, że nikt nie odpowiedział jednemu z forumowiczów, który zadał rzeczowe pytanie o to, jak to jest z adwokatami-profesorami uczącymi na wyższych uczelniach. Czemu nie uczą niczego pożytecznego? Adwokat i profesor w jednej osobie nie potrafi lub nie chce nauczyć rzeczy przydatnych zawodowo. I jedno i drugie niesie poważne konsekwencje. No chyba, że taki profesor jest głupszy niż adwokat-magister.
    Wielu moich profesorów była czynnymi zawodowo członkami korporacji.

  • axel(2010-03-05 14:57) Odpowiedz 00

    Do (ś)Ciek
    Ani pieniacz ani idiota niepotrzebnie nie przeciąga sprawy, bo z jej przeciągania, w przeciwieństwie do członka korporacji nie odniesie żadnej korzyści.
    Wątpię, żeby pieniacz przynosił zwolnienia lekarskie, czy odraczał sprawę. On się potrzebuje wypienić, więc sędzia ma przynajmniej szansę go osądzić.

    Idiota też sprawy przeciągał nie będzie, bo jako idiota da się łatwo manewrować gospodarzowi postępowania czyli sędziemu.

    Troska o moje pieniądze jest wzruszająca. Codziennie mam okazję roztrwonić swój majątek na totalne głupoty, zawrzeć najgłupsze umowy, nawet mogę dla zabawy moge skoczyć z mostu Grunwaldzkiego do Odry. Czemu państwo mnie nie powstrzymuje. Czemu nie stanowi praw przeciw marnotrawcom? Czemu nie zapewnia mi natychmiastowego psychiatry, kiedy przychodzi mi pomysł pływania w Odrze zimą, tylko muszę czekać pół roku z NFZ-tu. A tutaj, gdzie sędzia ma czuwać nad tym abym nie zrobił sobie nadmiernej krzywdy, tam gdzie mam multum instancji odwowławczych nagle państwo poczuło się w obowiązku ratować moje pieniądze przekazując je jakiemuś korporantowi. DZIĘKUJĘ BARDZO, ALE NIE CHCĘ TAKIEJ FAŁSZYWEJ POMOCY.

    Dobrowolnie też nie pójdę, bo wiem, że członek korporacji nie ma ani motywacji ani interesu w tym, żeby sprawę rozwiązać szybko i możliwie bez procesu. Interes zbije na mnie dopiero wtedy gdy naciągnie mnie na proces, jeszcze dwie instanacje przegra i będzie się zajmował kasacją (czy skargą kasacyjna, bo nas zapewne czyta przepracowany lexpistols :)

    Zresztą każdy odrobinę myślący zauważy, ze obecnie mamy przymusy korporacyjne rozbuchane do niebywałych rozmiarów i czy od lat mamy sprawne postępowanie przed sądem?
    Nasze sądy są jednymi z lepiej dofinansowanych w Europie (odsyłam do stosowanyc badań, dostępnych w internecie), sędziowie to ludzie dobrze wykształceni A POSTĘPOWANIA SĄ PRZEWLEKŁE.
    Więc jaki element wywołuje ich przewlekłość. MOŻE KORPORACYJNE PRZYMUSY? Ja na miejscu rządzących bym sprawdził tą hipotezę.

    Radykalne zwiększenie liczby prawników, mogę się założyć, że doprowadzi do powstania nowych i lepszych form zarobkowania na prawie. Z korzyścią dla klientów. Jeżeli potraficie udowodnić, że zawody prawnicze są jedynym wyjątkiem w obowiazującej wszędzie zasadzie popytu i podaży to droga do nobla stoi szerokim otworem. Milion dolarów do wzięcia drodzy korporacyjni eksperci.

  • (ś)Ciek(2010-03-05 13:43) Odpowiedz 00

    Dobrze gadasz M. ale ludzi nie przekonasz. Kiedyś można było wszystko kwestionować bo nie było otwartych egzaminów. Teraz są obiektywne państwowe egzaminy to ludzie zaczęli pisać, że za ciężko się na aplikacji utrzymać (hej, tu działa niewidzialna ręka rynku hehehe, przecież wolny rynek jest taki super, jak wam płacą 500 zł miesięcznie to widać tylko tyle jest wart wasz geniusz prawniczy, w końcu będąc na aplikacji można też pracować poza kancelariami ). Jak znikną kiedyś aplikacje to zaczną ludzie pisać, że za ciężko studia zrobić (w końcu to 5 lat, a aplikacja tylko 3 więc absolwenci studiów będą rzucać kłody pod nogi biednym nie-absolwentom walczącym o otwarcie rynku), później że za ciężko zrobić średnie wykształcenie (ojojojoj), gimnazjum, podstawówkę a na samym końcu okaże się, że adwokat powinien mieć możliwość wykonywania zawodu nawet jak niepiśmienny będzie albo po polskiemu nie panimaju, bo w końcu rynek go zweryfikuje.

    Powiedzmy sobie szczerze, wolny rynek jest tylko wtedy gdy pełnomocnikiem można sobie ustanowić np. konia, w pełni ponosząc odpowiedzialność, że jego przemowy nie będą zbyt kwieciste i na dodatek jeszcze może się na sali sądowej sfajdać. Wykonywanie zawodu tylko przez absolwentów prawa to takie samo ograniczenie jak wykonywanie zawodu przez adwokatów/radców, tylko na szerszą skalę i z uczciwą konkurencją i wolnym rynkiem ma g... wspólnego.

    A jak ktoś nie jest w stanie na siebie zarobić to wolny rynek podsuwa znakomite rozwiązanie: zdechnąć z głodu. Powodzenia :)

  • ref.(2010-03-05 15:05) Odpowiedz 00

    Był krzyk że egzaminy wstępne blokują dostęp do aplikacji, bo blokowały. No to je znacząco ułatwiono w imię dostępu do zawodów.
    Potem się państwu nie podoba że kolokwia za trudne, egzamin nie wszyscy zdają - "zmowa korporacji"
    teraz marudzicie że pracy nie ma w kancelariach. jest WOLNY RYNEK i WOLNY RYNEK was weryfikuje. Jesteś dobry, to nawet jako aplikant znajdziesz pracę i dobrze ci zapłacą, a jak jesteś tylko przeciętny... to sorry winetou.

    Wolny rynek jest dla was dobry, jak działa na waszą korzyść. A jak wam przyjdzie zaznać jego ciemniejszej strony to znów larum. Zlitujcie się!!

  • aplikant adw.(2010-03-05 15:07) Odpowiedz 00

    do 87: do realnego poziomu? tzn? Skąd czerpiesz wiedzę o stawkach? z gazet? argument: "za drogo" jest żadnym argumentem! z powodzeniem znajdziesz adwokata który poprowadzi sprawę rozwodową za 1.000 zł a są tacy co wezmą 3.000 zł i nie ma w tym nic dziwnego czy nienormalnego.
    Ponadto pamiętajcie, że usługa prawnika to nie gazeta która kosztuje każdego dnia np. 2 zł. Każda sprawa jest inna i każde wynagrodzenie musi być inne. A gadanie o "wolnym rynku" jest zwyczajnym populizmem.

  • (ś)Ciek(2010-03-05 15:12) Odpowiedz 00

    @greyhound
    Szkoda, że właśnie przed chwila odpowiedziałem, że tylko stosunek profesjonalista – profesjonalista w relacjach sędzia – pełnomocnik jako tako gwarantuje nam mniej lub bardziej sprawne funkcjonowanie sądów.

    Odpowiedziałem też twoje na pytanie o profesorów – adwokatów ale specjalnie dla ciebie mogę się powtórzyć. Otóż zły adwokat - profesor (jak jest adwokatem to musi być zły, nie?) uczy cię według regulaminu studiów (mogę się mylić w nazewnictwie) oraz szeregu innych aktów, które ustala/uchwala trochę inna instytucja niż lokalna ORA. Również warunki w jakich się to odbywa (X tysięcy studentów na jednym roku) wynikają z czegoś innego niż spisek lokalnej ORA. Gdyby ów zły profesor - adwokat chciał cię nauczyć czegoś pożytecznego to wyleciałby z roboty bo programy nauczania i studia w ogóle nie mają nic wspólnego z praktyką a ich celem jest pobieżne zapoznanie studentów z tekstami aktów prawnych i zarysem metodyki pracy prawnika (logika, prawoznawstwo) tak aby później mógł kontynuować już praktyczną naukę na … aplikacji. Oczywiście lepiej byłoby gdyby praktykę zdobywało się już na studiach ale w naszej rzeczywistości to chyba niemożliwe. Choćby ze względu na pieniądze, bo jak wielu studentów chciałoby płacić za solidną naukę (nie ma czegoś takiego jak dobra nauka za darmo)? 1 na 100?

    Fakt, że na studia przyjmuje się tysiące młodych ludzi, z których prawdopodobnie znaczna część nie powinna nawet nigdy matury zdać też nie pomaga i nie motywuje pracowników do przykładania się do roboty. Praktyczna nauka wymaga od studentów wysiłku polegającego choćby na tym by z danym zagadnieniem od strony teoretycznej zapoznać się jeszcze przed zajęciami a na samych zajęciach zając się tylko problematyka – praktyką. Jak jest z tym wysiłkiem to pewnie wiesz z własnego przykładu jeżeli kończyłeś te studia. Postaraj sobie przypomnieć jak często ludzie przychodzili przygotowani na zajęcia i zadawali pytania jeszcze przed rozpoczęciem zajęć. Jak często sam tak robiłeś? Zaczyna ci już coś świtać? 100% ludzi na prawie chce dobrze zarabiać ale tych co się przykładają i uczą jest znacznie mniej. I ta mniejszość sobie zazwyczaj świetnie radzi. Ja jestem z małego miasta, na studiach pracowałem w kancelariach (zaczynałem od pół roku za jeden uśmiech) i się uczyłem. Na aplikację radcowską dostałem się za pierwszym podejściem i nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem roboty pozwalającej godnie żyć. Pewnie ci już świta, że mam prawników w rodzinie ale niestety nie mam. Jestem tylko jednym z tych „frajerów” co na studiach zamiast się bawić wzięli się do roboty i wam wszystkim też to polecam.

    Pozdrowienia z Krainy Deszczowców!

  • Janusz (J)(2010-03-05 15:24) Odpowiedz 00

    Przewlekłość postępowania do nie jest problem stron i ich pełnomocników !!! To jest problem dla:
    - Ministra Sprawiedliwości - który dla o odpowiednią organizację sądownictwa,
    - Ministra Finansów - który dba o finansowanie sądów,
    - Sejmu - który uchwala procedury.

    Ja uważam, że prawo do Sądu, i prawo do przyjęcia dowolnej taktyki procesowej (w granicach uchwalonej przez sejm procedury) - jest elementarnym prawem każdego obywatela demokratycznego państwa !

    I jeśli ja przyjmę sobie taktykę procesową, że będę udawał "pieniacza i idiotę" (w dopuszczalnych przez prawo granicach), dążąc do przedawnienia - to niestety nie możesz mieć do mnie pretensji, że twój inny proces się przeciąga. Możesz mieć wyłącznie pretensje do Ministra Sprawiedliwości, Finansów i Sejmu - że źle zorganizowali Sąd i uchwalili dziurawy kodeks.
    I teraz - skoro mi, wolno stosować taktykę na "pieniacza i idiotę", to czemu tym bardziej takiej taktyki nie mogę stosować przez pełnomocnika (np. jeśli byłbym chory, albo za granicą) którzy przecież ma być moimi wynajętymi "ustami"?
    Tak więc, swoje (prawdopodobnie słuszne) racje o przeciąganie się twojego procesu nie kieruj do stron i ich pełnomocników w innych procesach - bo od tego już krok do ograniczenia elementarnego prawa do sądu.
    Na marginesie - dlaczego tylko w Sądach ma być przymus profesjonalnych pełnomocników. Ostatnio rejestrowałem samochód i stałem w 3 godzinnej kolejce, bo było jedno okienko, a każdemu urzędnik coś musiał poprawić i wyjaśnić. I do kogo mam mieć pretensje - do prezydenta miasta, bo zrobił jedno okienko, czy do obywateli, którzy, korzystając ze swoich ustawowych praw rejestrowali samochód bez pełnomocnika.

    Za troskę państwa baaaardzo dziękuje.

    Nawet abstrahuję od tego, że doktryna "państwa opiekuńczego" to postawy komunizmu i socjalizmu.

    "Troska Państwa" to bardzo niebezpieczne narzędzie !!!
    Z resztą - dlaczego państwo troszczy się o wybór fachowy pełnomocnika procesowego, a nie troszczy się o:
    - wybór przez obywateli kredytu bankowego (taki który będą potrafili spłacić),
    - wybór przez obywateli opiekunek do dzieci (takich które nie zrobią dzieciom krzywdy),
    - wybór przeze mnie samochodu i mechanika samochodowego (taki którzy będzie dla mnie bezpieczny).
    TAK - ty potrafisz sobie wybrać bezpieczny samochód i dobrego mechanika. Ale może ktoś nie potrafi. Więc wprowadźmy oligopol na rynku samochodów, że będą dostępne tylko niektóre marki (w tym bez japońskiej marki na T. z wadami), i tylko samochody w najbardziej bezpiecznych wersjach za minimum 150.000 zł. Kogo nie stać - niech jeździ autobusem. I do tego jeszcze monopol napraw w ASO, gdzie wymiana pękniętej szyby kosztuje ponad 1.500 zł (a nie 600 zł jak w niezależnym warsztacie).
    Idźmy dalej - ty z pewnością wychowasz swoje dzieci na porządnych obywateli, ale może ktoś wychowa je na przestępców. Nie możemy do tego dopuścić. Dlatego odbierajmy dzieci wszystkim rodzicom, i wychowujmy je w specjalnych ośrodkach (...historia zna takie pomysły).

    Jak więc widać troska państwa - to baaardzo niebezpieczne narzędzie.

    A co do obywateli - to jakoś sobie radzą codziennie, bez pomocy Państwa i korporacji, dokonując tysięcy wolnych wyborów (piekarza, murarza, hydraulika, samochodu, mechanika, doradcy finansowego etc.).
    Nawet moja babcia sobie z tym wszystkim doskonale radzi. A jest nieco łatwowierna i co miesiąc jakąś drobną część skromnej emerytury wysyła na "swoje radio" i nawet to robi w miarę rozsądnie (nie słuchając do końca dyrektora), i wystarcza jej do kolejnej wypłaty z ZUS. No ale jej pieniądze, i może z nimi robić co chce, a nikomu nic do tego (w szczególności - nikt jeszcze nie wpadł na idiotyczny pomysł z "troski" aby ją ubezwłasnowolnić). Jeśli któregoś miesiąca wyśle na swoje radio za dużo - to ona będzie miała problem.

  • Bolitar(2010-03-05 16:56) Odpowiedz 00

    Czytam wszystkie dyskusje na tym forum. Zastanawiam się, dlaczego nikt nie przytoczy przykładu amerykańskiego rynku prawniczego, do którego upodabnia się każdy rynek prawniczy na świecie. Otóż, najwięcej zarabiają na nim kancelarie sieciowe z największego miasta. Na prowincji zarabia się nieporównanie mniej. Rozpiętość wynagrodzeń jest przeogromna. Tak będzie w Polsce. Największe zyski osiągną partnerzy w międzynarodowych kancelariach, tylko w nich będzie można się dorobić. Ponieważ społeczeństwo polskie nie jest litigious (czyli skłonne do pozywania), rynek prawniczy będzie mniejszy. W przyszłości adwokaci i radcowie prawni prowadzący małe, średnie kancelarie będą szukać klientów z polecenia wśród przedsiębiorców, bo "na tym jest największe przebicie". Jak powiedzie im się, to zarobią te kilkanaście tysięcy złotych na miesiąc, pozostali będą zaczynać od zera. Dla absolwenta prawa najlepiej płatną pracą będzie praca w sieciówce, bo tylko tam mozna liczyć na przyzwoite wynagrodzenie na starcie i na potencjalny wzost dochodów.

  • Lili Vanili(2010-03-05 17:11) Odpowiedz 00

    Przyznanie prawa postulacji magistrom prawa w zasadzie na równi z radcami prawnymi czy adwokatami jest nie do zaakceptowania. Porównywanie usług prawniczych do usług mechaników samochodowych jest zupełnym nieporozumieniem. Świadczenie pomocy prawnej jest delikatną materią i powinno być wykonywane przez właściwie przygotowane osoby na takiej samej zasadzie jak leczenie ludzi może wykonywane jedynie przez lekarzy. Po pierwsze, większość dyskutantów w ogóle nie dostrzega, że istnieje coś takiego jak tajemnica adwokacka, która magistrów prawa w ogóle nie obowiązuje. W konsekwencji magister prawa mógłby być słuchany jako świadek na okoliczność informacji, o których dowiedział się od swojego klienta. Nie trudno zauważyć do jakich to prowadzi konsekwencji. Po drugie, studia magisterskie nie przygotowują do wykonywania zawodu pełnomocnika profesjonalnego. Nie wynika to wcale ze złej woli wykładowców, a z programu studiów - ich zakres wynika ze stosownego rozporządzenia. Z tegoż rozporządzenia bynajmniej nie wynika, że w zakresie studiów prawniczych jest również przygotowanie do występowania przed sądem, a jedynie przygotowanie do ODBYCIA APLIKACJI. Po trzecie, nie do zaakceptowania jest by stronie przysługiwał zwrot kosztów zastępstwa procesowego wg stawek jak dla adwokatów czy radców prawnych, jeśli reprezentował ich magister prawa już choćby z tego względu, że magister prawa nawet wedle nowelizacji k.p.c. nie będzie traktowany jak PEŁNOMOCNIK PROFESJONALNY. Wreszcie po czwarte, warto pamiętać, że nawet najlepsza znajomość prawa materialnego nie zapewni sukcesu przed sądem jeśli nie zna się procedury, w efekcie większość tzw. in house-lawyer nawet nie dałaby rady przedstawić swoich skądinąd może trafnych argumentów, bo już coś by zawaliła od strony procesowej. Występowanie przed sądem to nie jest dziedzina z gatunku prób i błędów i wreszcie się uda tak samo jak nie jest tym leczenie pacjentów. Aplikacja wciąż jest najlepszym przygotowaniem do zawodu i arto się nad tym zastanowić.

  • lao(2010-03-05 17:57) Odpowiedz 00

    Ty Ciek kończyłeś jakieś studia? Szef katedry adwokat-profesor uczy według regulaminu studiów? A co to takiego ten regulamin studiów, który wpływa na merytoryczny zakres przekazywanych informacji? Jest szefem katedry ma nauczyć cywila czy kpc czy administracji. O ustala merytoryczną "zawartość" takich zajęć. On SZEF KATEDRY powinien tak ustalić program zajęć, żeby przekazywana przez niego przez ROK wiedza była pożyteczna, aktualna i nadawała się do czegokolwiek. Jeżeli adwokat-profesor, notariusz-profesor czy radca-profesor uzbrojony w sztab adwokatów doktorów, notariuszy doktorów i radców-doktorów plus aplikantów-doktorantów nie potrafi przekazać w ciągu kilkuset godzin NIC PRZYDATNEGO, a adwokat, radca, notariusz-magister potrafi to zrobić w przeciągu kilku-kilkutnastu godzin, to co tu ma do rzeczy regulamin studiów.
    Takie brednie o regulaminie to może łykają na zebraniu ORA, każdy z nas był na studiach i takiego kitu nie łyka.

    Jeżeli wiedzą że uczą rzeczy nieprzydatnych, wręcz szkodliwych, to chyba ETYKA powinna nakazać im ostry protest ze strajkiem włącznie. Przypomnijmy sobie jakiś protest co do narzuconej "regulaminem" merytorycznej zawartości ich wykładów? Może wy pamiętacie?

    Sprawdzianem wiedzy jest egzamin. Od dawna ludzie postulują na wzrór amerykański, egzamin z tą różnicą że wyłącznie państwowy, bez udziału elementu korporacyjnego, który jednak nie kojarzy się wielu z nas z rzetelnymi egzaminami. Komu to przeszkadza?

  • Janusz (J)(2010-03-05 13:45) Odpowiedz 00

    Zgodnie z waszą teorią:

    Komu przeszkadzał PRL... przecież to był wolny kraj.
    Wystarczyło być aktywnym członkiem partii, albo jakimś TW,i już miało się paszport, stypendia, wstęp na każde studia, towary deficytowe w każdej ilości, czy można było sobie spokojnie prowadzić drobny biznes...
    Komu to przekazało... Czy aktywne członkostwo w jedynie słusznej partii - to aż tak dużo? Przecież to było dostępne dla każdego - wystarczyło kilka spotkań z agentem.
    Mieliśmy wspaniały i wolny kraj, gdzie wszystko było dostępne dla wszystkich (wystarczyło spełnić odpowiednie wymagania - dostępne dla każdego). Dlaczego taką wspaniałą wolność nazywamy socjalizmem i traktujemy jak zniewolenie ???

  • Jurgen(2010-03-05 12:48) Odpowiedz 00

    @M popieram.

  • z.(2010-03-05 18:21) Odpowiedz 00

    Jeden tu "prawnik" podpisujący się "magisterek" (nomen omen) poz. 99, w odpowiedzi na list, którego autor słusznie wyłożył, że obecnie nie trzeba nawet odbywać aplikacji, żeby zostać adwokatem, napisał, iż to zdaje się jest dopiero projekt.
    I takie nieuki biorą udział w dyskusji. Boże!
    Obecna ustawa daje ogromne możliwości każdemu, kto chce. Ja zdałem egzamin państwowy z grudnia wcale nie jako aplikant (TERAZ WYSTARCZY STAŻ W ADMINISTRACJI!). Wystarczało się "tylko" pół roku pouczyć i mieć trochę praktyki w sporządzaniu pism procesowych.
    Ci co obecnie narzekają to lenie i ofermy. Dla nich nawet jeden egzamin państwowy (bez części ustnej) to będzie o jeden za dużo.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama