Wyrazem tego, że zaczyna być to problemem nie tylko wewnętrznym Polski, lecz także o charakterze międzypaństwowym, świadczy fakt skierowania przez Powiernictwo Pruskie 22 pozwów obywateli niemieckich do Trybunału Praw Człowieka.

Na te problemy o charakterze międzypaństwowym (polsko-niemieckim) nałożył się wyrok Sądu Najwyższego z 13 grudnia 2005 r., sygn. akt IV CK 304/05 w sprawie powództwa Agnes T. przeciwko Skarbowi Państwa o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym, czyli uznania de facto prawa do nieruchomości.

Polityka odwilży

W grudniu 1970 r. były kanclerz Niemiec Willy Brandt i ówczesny premier polskiego rządu Józef Cyrankiewicz podpisali polsko-niemiecki układ o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków. Układ odnosił się do sprawy łączenia rodzin niemieckich, które posiadały także obywatelstwo polskie, do RFN. Rzecz jasna, nie wszyscy emigranci byli rodowitymi Niemcami. Przypomnę, że aby uzyskać zgodę na wyjazd do RFN oraz uzyskać obywatelstwo niemieckie, wystarczyło udowodnić, że zainteresowany urodził się na ziemiach, które od 1937 roku należały do państwa niemieckiego, oraz że jeden z jego pradziadków był Niemcem.

Szacuje się, że w ramach łączenia rodzin w ciągu 20 lat wyjechało z Polski około 600 tysięcy osób.

Uzasadnienie SN

W uzasadnieniu wyroku z dnia 13 grudnia 2005 r. Sąd Najwyższy trafnie zauważył, iż „majątki poniemieckie, które nie przeszły na rzecz Skarbu Państwa na podstawie przepisów o reformie rolnej, lasach i osadnictwie lub przepisów nacjonalizacyjnych, objęte zostały przepisami dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich (Dz.U. nr 13, poz. 87 ze zm.). Na podstawie art. 2 ust. 1 tego dekretu na własność Skarbu Państwa przeszedł z mocy samego prawa wszelki majątek.

W sprawie roszczeń niektórych obywateli niemieckich mamy do czynienia z dwoma stanami faktycznymi, a więc:

  •  roszczeniami o zwrot majątków, które przeszły na rzecz Skarbu Państwa na podstawie przepisów o reformie rolnej, lasach i osadnictwie oraz nacjonalizacji,
  •  oraz roszczeniami związanymi ze stanami faktycznymi określonymi w dekrecie z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich uzupełnionym przepisami ustawy z 14 lipca 1961 r.

W uzasadnieniu wyroku SN stwierdził, że osoby, które uzyskały stwierdzenie narodowości polskiej i nabyły obywatelstwo polskie (art. 2 ust. 1 lit. b), zachowały własność nieruchomości należących do nich przed 1 stycznia 1945 r., a także nabytych w drodze osadnictwa rolnego lub uwłaszczenia. Dotyczyło to tzw. autochtonów, czyli właścicieli nieruchomości położonych na Ziemiach Odzyskanych i północnych, którzy po dniu 1 stycznia 1945 r. uzyskali stwierdzenie narodowości polskiej i nabyli obywatelstwo polskie. Wiele z tych osób wyjechało w okresie od 16 maja 1956 r. do 8 marca 1964 r. z kraju do Niemiec w ramach tzw. akcji łączenia rodzin, na podstawie przepisów niepublikowanej uchwały Rady Państwa nr 37/56 z 1956 roku obowiązującej do 1964 roku.

O mieniu opuszczonym

W związku z tymi wyjazdami i opuszczeniem gospodarstw przez ich właścicieli powstała konieczność uregulowania ich własności. Dokonano tego w art. 38 ustawy z dnia 14 lipca 1961 r. o gospodarce terenami w miastach i osiedlach (Dz.U. z 1969 r. nr 22, poz. 139 ze zm.). Zgodnie z art. 38 ust. 3 tej ustawy nieruchomości stanowiące zgodnie z art. 2 ust. 1 lit. b) dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich (Dz.U. nr 13, poz. 87 z późn. zm.) własności osób, które wobec uzyskania przez nie stwierdzenia narodowości polskiej służyło obywatelstwo polskie, przechodzą z mocy samego prawa na własność państwa, jeżeli osoby te w związku z wyjazdem z kraju utraciły lub utracą obywatelstwo polskie, osoby te tracą prawo rozporządzenia nieruchomością z dniem, w którym złożyły właściwym organom polskim dowód osobisty i otrzymały dokument uprawniający do wyjazdu za granicę.

Zagadnienie z punktu widzenia prawnego sprowadza się do tego, iż Sąd Najwyższy uznał, że gdyby sprawa dotyczyła obywatela polskiego, który przeszedł pozytywną weryfikację, był właścicielem majątku przed 1 stycznia 1945 r. następnie przyjął obywatelstwo niemieckie i wyjechał do Niemiec, to utraciłby prawo do pozostawionego mienia. Zdaniem Sądu Najwyższego nie traci tego prawa spadkobierczyni, mimo że wyjechała z Polski i przyjęła obywatelstwo niemieckie.

Polacy zachowują własność

Sąd Najwyższy jest zdania, że tracą własność nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa tylko takie osoby, które po stwierdzeniu narodowości polskiej i nabyciu obywatelstwa polskiego zachowały własność nieruchomości należących do nich przed 1 stycznia 1945 r., a następnie utraciły obywatelstwo polskie w związku z wyjazdem z kraju.

Dalej Sąd Najwyższy stwierdza „Nie ulega przy tym wątpliwości, że przepis ten jako wyjątkowy, przewidujący bardzo dotkliwą sankcję w postaci utraty własności nieruchomości, nie może podlegać żadnej wykładni rozszerzającej. Uzasadnia to wniosek, że utrata własności nieruchomości, o której stanowi art. 38 ust. 3 ustawy z dnia 14 lipca 1961 r. o gospodarce terenami w miastach i osiedlach (Dz.U. z 1969 r. nr 22, poz. 139 ze zm.) dotyczy jedynie tych osób, które po stwierdzeniu ich narodowości polskiej i uzyskaniu obywatelstwa polskiego zachowały własność nieruchomości należących do nich przed 1 stycznia 1945 r., a następnie w związku z wyjazdem z kraju utraciły obywatelstwo polskie; nie dotyczy to następców prawnych tych osób. Takim następcą prawnym jest powódka, a więc zastosowanie wobec niej art. 38 ust. 3 ustawy nie było uprawnione.

Omawiany problem dotyczący uprawnień następcy prawnego był już przedmiotem orzecznictwa Sądu Najwyższego. W postanowieniu z 11 stycznia 1965 r., II CR 523/64 (OSNC 1965 r. nr 7-8) stwierdził, że przepis art. 38 ust. 3 powołanej ustawy (chodzi o ustawę z 14 lipca 1961 r.) dotyczy również wypadku, gdy osobie takiej przysługuje udział w spadku, w skład którego wchodzi nieruchomość bez względu na to, czy jest to nieruchomość miejska, czy też nieruchomość rolna. Sąd Najwyższy przyjął wówczas, że spadek stanowi ogół praw i obowiązków zmarłego, a więc także spadkobiercę obejmuje art. 38 ust. 3 ustawy z 1961 roku. Podobne stanowisko zajmował sąd okręgowy, którego wyrok został uchylony. Dla ścisłości dodam, że odmienne stanowisko zajął Sąd Najwyższy w niepublikowanym postanowieniu z 20 czerwca 2002 r., I CKN 782/00.

Mamy więc do czynienia z wyrokiem SN, który budzi wątpliwości natury prawnej, a na logikę biorąc - burzy pewien porządek.

Spadkobiercy mają więcej praw

Na tle tego rozstrzygnięcia powstaje podstawowe pytanie, dlaczego właściciel mienia, który przyjmuje obywatelstwo niemieckie i wyjeżdża z Polski, traci prawo do pozostawionego mienia, a nie tracą go spadkobiercy, którzy wyjechali z Polski i przyjęli obywatelstwo niemieckie? Czyżby następcy prawni (spadkobiercy) mieli więcej praw niż właściciele?

Wyrok Sąd Najwyższy przyjmuje, że skoro w art. 38 ust. 3 nie wymienia się spadkobierców, to takiej sankcji utraty do mienia nie należy do nich stosować, pomimo że wyjazd i przyjęcie obywatelstwa niemieckiego są bezsporne. Stanowiska Sądu Najwyższego wyrażonego w omawianym wyroku nie mogę podzielić z następujących powodów. Sądzę, że składowi orzekającemu SN znane było stanowisko Sejmu, rządu polskiego oraz rządu niemieckiego w sprawie mienia pozostawionego przez niektórych obywateli niemieckich na ziemiach zachodnich i północnych.

Mam prawo przypuszczać, że sędziowie zdawali sobie także sprawę z tego, iż roszczenia będą przedmiotem rozpatrywania przez Trybunał Praw Człowieka, który weźmie pod uwagę także stanowisko polskich sądów. Mam prawo przypuszczać, że skład orzekający wiedział, jak ważny dla dziesiątek tysięcy Polaków jest to problem. Skoro tak, a do tego dysponując rozbieżnym orzecznictwem, na które się powołuje, byłoby uzasadnione wywołanie uchwały pełnej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Polską rację stanu w sytuacji roszczeń niektórych obywateli niemieckich do mienia położonego na ziemiach zachodnich i północnych odczytuję w sposób jednoznaczny jako niezbywalne prawo suwerennego państwa do prawnego uregulowania wewnętrznych praw własnościowych. Skoro takie regulacje były, to obowiązkiem sądów jest branie pod uwagę także intencji ustawodawcy oraz pewnej logiki.

W tak ważnej dla Polaków sprawie nie powinno i nie może być rozbieżnej interpretacji polityków i sądów. Zresztą nie o samo prawo tu chodzi, lecz o jego interpretację i stosowanie. A interpretacja Sądu Najwyższego w tym przypadku, jak starałem się to wykazać, była błędna.

JÓZEF ZYCH

poseł na Sejm, radca prawny, marszałek Sejmu w latach 1995-1997