"Notariusz nie jest do końca ani urzędnikiem ani przedsiębiorcą. Dokonuje zarówno czynności urzędowych, jak i konkuruje na rynku" przekonywał pełnomocnik ministra, Tomasz Jaskłowski. Według niego, istotą sprawy jest zapis ustawy: za dokonanie określonych czynności urzędowych notariuszowi przysługuje wynagrodzenie, co jest charakterystycznym zapisem dla umów cywilnoprawnych, jakie notariusz zawiera z obywatelem. "Dlatego notariusz może, ale nie musi otrzymać wynagrodzenia - jeśli taką zawrze umowę" - podkreślił.

Zgodzili się z nim reprezentujący RPO Mirosław Wróblewski i prokurator Aleksander Herzog. Podkreślali ponadto, że rozporządzenie ministra sprawiedliwości ogranicza maksymalną wysokość taksy notarialnej, ale nie mówi nic o minimalnej.

Przeciwne zdanie zaprezentował Lech Borzemski, prezes Krajowej Rady Notarialnej

Jego zdaniem notariusze wypełniają funkcje urzędowe i należność dla nich jest czymś porównywalnym do podatków, co do których nie ma sporu, że się je płaci.

SN rozstrzygnął, że nie ma żadnego ustawowego nakazu, by notariusz obowiązkowo pobierał wynagrodzenie. "Trudno też patrzeć na nie jak na należność publicznoprawną, podobną do podatków. Przecież żadna jej część nie trafia do budżetu państwa, wszystko inkasuje kancelaria notarialna" - podkreślił sędzia SN Henryk Gradzik.

"Teraz trudniej będzie udowodnić, że notariusz nie pobierając wynagrodzenia nie działał pro bono" - ocenił Borzemski po wyroku. Dodał, że w takiej sytuacji on osobiście nigdy nie odstąpiłby od pobrania wynagrodzenia. "Raczej ustaliłbym je z klientem na minimalnym poziomie 1 albo 100 zł. To zaoszczędza też kłopotów z podatkami - które przecież należy odprowadzać od minimalnych kwot" - powiedział.

Skutki uchwały

Skutkiem uchwały SN jest możliwość świadczenia usług pro bono przez notariuszy.