W liście skierowanym na sobotni zjazdu Katedr i Zakładów Prawa Konstytucyjnego L.Kaczyński ocenił, że "warto rozważyć możliwość wprowadzenia dłuższej, na przykład właśnie 7-letniej kadencji Prezydenta RP, przy jednoczesnym wykluczeniu możliwości ponownego wyboru tej samej osoby na ten urząd". Według L. Kaczyńskiego, wydłużenie kadencji prezydenta byłoby szczególnie istotne "z uwagi na istniejący w kraju wielopartyjny system polityczny".

Pytany o tę propozycję, dr Piotrowski w poniedziałkowej rozmowie z PAP ocenił, że z kilku względów nie znajduje uzasadnienia dla odejścia od obecnego rozwiązania zakładającego 5-letnią kadencję prezydenta i możliwość reelekcji tej samej osoby.

Jak podkreślił należałoby zacząć od tego, iż pełnienie przez prezydenta RP funkcji arbitra wymagałoby "sprostania wymogom dotyczącym bezstronności, apolityczności i ponadpartyjności". "Taki prezydent nie mógłby się utożsamiać z żadnym z istniejących ugrupowań i koalicji, a to jest bardzo trudne" - zaznaczył.

Jego zdaniem, bezpieczniejszym rozwiązaniem jest powierzenie decyzji wyborcom, czy nadal utożsamiają się z prezydentem, bo ze względu na to, że w praktyce trudno oddzielić działalność prezydenta od działalności partii politycznych, to stosunek wyborców do prezydenta ulega zmianie.

"I wprowadzenie takiej wydłużonej kadencji mogłoby oznaczać, że prezydent znajdzie się w kłopotliwym położeniu, bo jego poparcie w świetle badań opinii publicznej będzie spadać" - mówił dr Piotrowski.

W jego ocenie, jeżeli ten proces utrzymywałby się dłuższy czas, kilka lat, to wpływałoby to na "obniżenie autorytetu i powagi państwa". "Możliwość znalezienia osoby, która ma za sobą w miarę aktualną legitymację wyborczą jest tutaj bardzo istotnym czynnikiem, który przemawia na rzecz obecnego rozwiązania" - ocenił.

Według konstytucjonalisty, przy 7-letniej kadencji prezydenta może też narastać "poczucie znużenia wyborców". "Ten prezydent, któremu się przytrafi mniejsza popularność, będzie sprawował ten urząd traktując go jako trudną pracę, którą się wykonuje, w takim poczuciu niezrozumienia ze strony współobywateli" - przekonywał.

Dr Piotrowski nie jest także zwolennikiem możliwości pełnienia urzędu prezydenta tylko przez jedną kadencję.

"Prezydent wybrany na 7-letnią kadencję i mający pewność, że nie będzie się mógł ubiegać o ponowny wybór nie ma poczucia związania z poglądami wyborców, zatem nie musi się liczyć ze stanowiskiem opinii publicznej, może działać całkowicie wbrew niemu, nie naruszając oczywiście konstytucji ani ustaw" - mówił prawnik. "Zwalniany go z tego, żeby się starał o względy wyborców" - dodał.

Jak zaznaczył, dlatego nie widzi powodów dla odejścia od obecnego rozwiązania, w którym prezydent pełni urząd krócej niż 7 lat, a po drugie obligowany jest do tego, żeby jednak liczył się, iż stanie do ponownego wyboru.

Dr Piotrowski podkreślił, że bezstronność, apolityczność i ponadpartyjne działanie prezydenta jest bardzo potrzebne państwu, ale też bardzo trudne do osiągnięcia. Jak zaznaczył, należałoby zacząć praktykować je już obecnie, "zobaczyć czy to się da zrobić, czy nie da", a potem pomyśleć o reformach.

W ocenie Lecha Kaczyńskiego, wydłużenie kadencji prezydenta do 7 lat byłoby szczególnie istotne z uwagi na istniejący w kraju wielopartyjny system polityczny. "Rozwiązanie takie prowadziłoby do wzrostu znaczenia roli prezydenckiego arbitrażu gwarantującego ciągłość i sprawność funkcjonowania instytucji ustrojowych państwa" - argumentuje prezydent.

Według niego, w systemie dwupartyjnym - w którym funkcja prezydenckiego arbitrażu powinna tracić na znaczeniu ze względu na klarowność wzajemnych relacji pomiędzy podmiotami, które sprawują po wyborach władzę w państwie - nie można jednak nie dostrzec niebezpieczeństw związanych z możliwością stałej dominacji jednej z partii.

"Stan ten, jeżeli jest utrwalany i pogłębiany wyraźnym poparciem większości środków masowego przekazu, może prowadzić do powstania systemu faktycznie monopartyjnego, będącego zagrożeniem dla pluralizmu politycznego i ustroju demokracji parlamentarnej" - zaznaczył Lech Kaczyński.