Przedsiębiorcy w sporach o zamówienia publiczne zapłacą nawet 5 mln zł za wniesienie skargi do sądu, czyli za tzw. II instancję. Taką zmianę zawiera projekt pilnej nowelizacji prawa zamówień publicznych, który został już skierowany do Sejmu.

- W projekcie zaproponowano zwiększenie opłaty od skargi do sądu z obecnych 3 tys. zł do pięciokrotności wpisu wniesionego od odwołania, a w niektórych przypadkach nawet do 5 proc. wartości zamówienia. W pewnych okolicznościach opłata za skargę wyniesie aż 5 mln zł. Dotyczyć to będzie skarg na czynności podjęte po otwarciu ofert, np. odrzucenie, wybór oferty najkorzystniejszej - wyjaśnia Anna Rudowald, prawnik z kancelarii Salans.

- Zdaniem projektodawców obecne niskie opłaty mogą zachęcać do wnoszenia skarg w dużych przetargach wyłącznie ze względów taktycznych. Nic bardziej mylnego. Zgodnie z obecnymi przepisami zamawiający może bowiem zawrzeć umowę od razu po wydaniu orzeczenia przez Krajową Izbę Odwoławczą. Skarga nie tamuje więc postępowania, otwiera jednak drogę do ewentualnego roszczenia odszkodowawczego lub powództwa o stwierdzenie nieważności umowy o zamówienie - uważa Anna Rudowald.

Zaporowe opłaty

Wielu przedsiębiorcom opłaty zamkną drogę do sądu. Już dziś skarg jest jak na lekarstwo (ok. 20 proc. wyroków arbitrów jest zaskarżanych).

- Wprowadzenie aż tak wysokiej opłaty od skargi na orzeczenie KIO nie jest niczym uzasadnione. Dla porównania w sprawach cywilnych opłata od pozwu to 5 proc. wartości przedmiotu sporu, ale jednak nie więcej niż 100 tys. zł. Dlaczego więc w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego opłata od skargi ma wynosić 50 razy więcej? Nie znajduję uzasadnienia dla tak drastycznej rozbieżności - uważa Jarosław Jerzykowski, radca prawny z kancelarii Jerzykowski i Wspólnicy.

Jego zdaniem we wprowadzeniu nowych przepisów de facto nie chodziło o zróżnicowanie wysokości opłaty od skargi, lecz o uniemożliwienie jej wnoszenia wykonawcom oraz zamawiającym, gdyż im też służy prawo do wniesienia skargi.