Prokuratura zajęła się sprawą po kontrolach działań operacyjnych CBŚ i Biura Spraw Wewnętrznych policji. Działania te skontrolowano po doniesieniach medialnych, że CBŚ nielegalnie podsłuchiwało dziennikarzy i polityków.

Rubaszewski zaznaczył, że działania śledczych dopiero się rozpoczynają, a do prokuratury w Zielonej Górze nie dotarły jeszcze wszystkie materiały, wśród nich m.in. wynik audytu przeprowadzonego w CBŚ.

"Doniesienie oparte jest o audyt wewnętrzny w Centralnym Biurze Śledczym w sprawach, w których stosowano środki operacyjne. Według zawiadomienia w trakcie tych czynności operacyjnych (...) mogło dojść do naruszenia prawa" - powiedział PAP rzecznik zielonogórskiej prokuratury.

Rzecznik zaznaczył jednak, że w tej chwili zielonogórska prokuratura nie dysponuje jeszcze wszystkimi materiałami w tej sprawie. "Mamy suche doniesienie, nie mamy jeszcze tych materiałów operacyjnych, gdyż to wszystko jest objęte tajemnicą państwową. Będziemy zabiegać o zwolnienie z tajemnicy" - zapowiedział rzecznik.

"Postępowanie utknęło na jednej czynności, a mianowicie czynności przesłuchania b. ministra SWiA, Janusza Kaczmarka"

Rubaszewski przypomniał, że to już druga tego typu sprawa, jaką prowadzi zielonogórska prokuratura. Trafiła tam także sprawa stosowania nielegalnych podsłuchów przez ABW.

"Dotyczy stosowania środków operacyjnych w sprawach, o których dowiedziała się sejmowa komisja ds. służb specjalnych poprzedniej kadencji Sejmu. Sprawę prowadzimy od grudnia zeszłego roku i związana jest ona z ogromnymi trudnościami dot. odtajniania materiałów operacyjnych, zwalniania z tajemnicy państwowej poszczególnych osób, jak też zdobywania kolejnych materiałów z posiedzeń komisji sejmowej ub. kadencji" - wyjaśnił Rubaszewski.

"Postępowanie utknęło na jednej czynności, a mianowicie czynności przesłuchania - po zwolnieniu z tajemnicy państwowej - b. ministra SWiA, Janusza Kaczmarka. Składał on obszerne zeznania, które zostały przerwane (trwały cały dzień - PAP). Na następny termin się nie zgłosił, gdyż przedstawił zwolnienie lekarskie i na tym zwolnieniu lekarskim przebywa do dzisiaj. Dopóki nie przesłuchamy Janusza Kaczmarka, dopóty nie będzie można w tym śledztwie żadnych strategicznych decyzji podjąć" - stwierdził rzecznik zielonogórskiej prokuratury.

O podsłuchach miał mówić b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek przed sejmową speckomisją

W sprawie domniemanych nieprawidłowości w CBŚ Komenda Główna Policji przekazała do Prokuratury Krajowej materiały dotyczące trzech spraw, w których funkcjonariusze stosowali podsłuchy. Według sprawdzających je policjantów istnieje "duże prawdopodobieństwo", iż doszło w nich do nieprawidłowości.

W maju br. KGP informowała, że Centralne Biuro Śledcze analizuje sprawy stosowania podsłuchów, a w niektórych z nich są "pewne wątpliwości". Ówczesny szef policji Tadeusz Budzik zlecił skontrolowanie działań CBŚ i BSW.

O samych podsłuchach miał mówić b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek przed sejmową speckomisją. Według niego, informacje z kontrolowanych rozmów dziennikarzy trafiały do ministrów. Dzięki temu wiedzieli oni nad jakimi niewygodnymi dla nich tematami pracują reporterzy. Podobnie miało być z rozmowami polityków.

Do przedłużania podsłuchów - jak informował "Dziennik" - miał służyć dyrekcji CBŚ kruczek prawny ukryty w art. 19 ustawy o policji. Zgodnie z nim możliwy jest podsłuch bez zgody sądu, trwający do pięciu dni. Przed upływem tego czasu wyłączano na chwilę nasłuch. Następnie włączano go powtórnie.

Prokuratura bada także sprawę nieprawidłowości w stosowaniu podsłuchów przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego z lat 2006-2007

W maju "Dziennik" pisał, że b. wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn podał się do dymisji (siódmego lutego 2007 r.) właśnie dlatego, że nie "godził się na bezprawne podsłuchy dziennikarzy i polityków", które miał akceptować ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i ówczesny prokurator krajowy, którym był Kaczmarek.

Gazeta napisała też, że chodziło o podsłuchy w dwóch operacjach, które prowadziło CBŚ. Według rozmówców "Dziennika" obie operacje były całkowicie nieuzasadnione i stanowiły jedynie pretekst do założenia nielegalnych podsłuchów.

Prokuratura bada także sprawę nieprawidłowości w stosowaniu podsłuchów przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego z lat 2006-2007. ABW złożyła kilka takich zawiadomień - po kontroli wewnętrznej Agencji. Agencja podawała, że wykryte nieprawidłowości dotyczą przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy, ujawniania tajemnicy i poświadczania nieprawdy.

Według mediów, kontrola miała stwierdzić, że ABW, zwracając się o zgodę na stosowanie podsłuchów, okłamywała sąd. Gdy prokurator generalny występował np. o podsłuchiwanie Kaczmarka, to do sądu kierowano wniosek o zgodę na podsłuch "osoby nieznanej". Gdy zaś ABW uzyskiwała zgodę na podsłuchiwanie kogoś np. przez miesiąc, to podsłuch trwał znacznie dłużej.