Niestety bilokacja pozostaje na razie domeną wiary. A także – jak się przekonujemy o tym co pewien czas – specjalizują się w niej politycy. Ostatnim przykładem na ujawnienie tegoż nadzwyczajnego talentu jest Oliwer Kubicki, prawa ręka Patryka Jakiego.

Pan Oliwer był do niedawna radnym Jeleniej Góry (a także pracownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości, rzecznikiem komisji weryfikacyjnej i członkiem rady nadzorczej kilku spółek zależnych od Skarbu Państwa – równocześnie!). Miasto to jednak okazało się dla niego zbyt małe, wiec postanowił przenieść się do Warszawy i spróbować swych sił w najbliższych wyborach samorządowych w stolicy. Sęk w tym, że nie można jednocześnie mieszkać w Warszawie i być radnym w Jeleniej Górze. Nie wolno też mieszkać w Jeleniej Górze i startować w wyborach w stolicy.

O przepisach tych mało kto pamięta, ale przypomnieli o ich istnieniu aktywiści ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. I zapytali pana Kubickiego, jakim cudem jest radnym Jeleniej Góry, mieszka w Warszawie i w stolicy startuje. Sprawdzono też aktywność pana Kubickiego. Okazało się, że w Dolnośląskiem był gościem. I to na tyle rzadkim, że w najważniejszych głosowaniach – budżetowych i absolutoryjnych – nie brał udziału.

Oliwer Kubicki przeszedł jednak do kontrataku. Oświadczył, że akurat tydzień przed wypomnieniem mu, że łamie prawo, złożył rezygnację ze sprawowania jeleniogórskiego mandatu. Polecam państwu w internecie ją odnaleźć. Świstek papieru. Kolega pana Kubickiego, który rezygnację otrzymał, wrzucił ją do sieci. Ani daty nadania, ani daty otrzymania... Nic. Czy taka rezygnacja jest w związku z tym skuteczna z zadeklarowanym dniem jej wysłania (bo czy została kiedykolwiek wysłana – nie wiemy)? A może z dniem jej rzekomego przyjęcia przez adresata? Ewentualnie – z dniem opublikowania skanu na Twitterze?

Nie ulega wątpliwości, że rezygnacja pana Kubickiego została wysłana z Warszawy (o ile została wysłana). Jej powodem było to, że pan Kubicki mieszkał w Warszawie, a zatem nie mógł być radnym w Jeleniej Górze. Ale czy w takim razie na chwilę przed podpisaniem rezygnacji i zapakowaniem jej w kopertę nie łamał prawa? Może należy rezygnować przed zaistnieniem przesłanki uniemożliwiającej sprawowanie mandatu, a nie już po jej ziszczeniu się?

Nie chcę atakować pana Kubickiego. Moim zdaniem sam się pogubił w całej sytuacji, ale nie o niego tu chodzi. Jest przykładem. Mamy całkiem niezłe przepisy, które powinny ograniczyć „spadochroniarstwo” wśród polityków. Mamy jednak również rzeszę politycznych „spadochroniarzy”. Ale nie ma żadnego systemu skutecznej kontroli przestrzegania prawa. I to w jednej z najważniejszych dziedzin – prawa wyborczego.

Państwowa Komisja Wyborcza ma ograniczone uprawnienia i skąpy budżet, ale powinna pilnować, by podstawowe reguły nie były naruszane. A w razie wykrycia nieprawidłowości sankcją powinno być skreślenie z listy wyborczej. W przeciwnym razie politycy będą mieli w nosie prawo. Skoro są bezkarni, uważają, że mogą więcej.