Wczoraj upłynął termin zgłaszania się do konkursu na stanowisko sędziego SN. Największym zaskoczeniem jest to, że wśród chętnych znalazł się czynny sędzia Trybunału Konstytucyjnego (startuje do Izby Dyscyplinarnej). Kto to dokładnie jest, nie wiadomo, bo Krajowa Rada Sądownictwa nie chce zdradzać żadnych personaliów.

Środowisko sędziowskie nie kryje zdziwienia tą informacją. Pojawiają się głosy, że jeżeli jest to ktoś, kto został wybrany do TK przez obecną większość sejmową, to idzie do SN tylko w jednym celu – aby prezydent mógł mu powierzyć obowiązki I prezesa SN do czasu wyboru nowego szefa instytucji.

Winien jest ustawodawca

Sytuacja w SN pogarsza się z każdym dniem. Najgorsza jest oczywiście w dwóch nowo powołanych izbach – kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych oraz dyscyplinarnej. Ustawodawca postanowił, że trafią do nich takie sprawy, jak np. wnioski o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, kasacje w sprawach z zakresu prawa publicznego czy wreszcie skargi na przewlekłość składane przez obywateli (szczegóły w grafice). Problem polega na tym, że choć decyzje ustawodawcy weszły w życie 3 kwietnia, czyli prawie cztery miesiące temu (Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.), to do dnia dzisiejszego w nowo utworzonych izbach nie ma kto orzekać. Procedura naboru jest w toku dopiero od 29 czerwca i wszystko wskazuje na to, że zakończy się powołaniami do SN nie wcześniej niż jesienią.

‒ To wszystko pokazuje, jak państwo traktuje swoich obywateli. Rządzących nie obchodzi, że trzeba czekać miesiącami na rozpoznanie swojej sprawy – komentuje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sytuacją zaniepokojony jest również Leszek Mazur, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa. Podkreśla, że KRS nie ma na to większego wpływu. – I tak proceduje sprawnie i robi wszystko, co może, aby nowe izby zostały obsadzone w możliwie najszybszym terminie – komentuje.

Państwo zapłaci więcej

Największy problem jest ze skargami na przewlekłość. Są one składane przez obywateli, którzy uważają, że ich sprawy toczą się zbyt wolno. Do SN trafiają te dotyczące opieszałych postępowań przed sądami apelacyjnymi oraz przed samym SN. Obecnie takich skarg jest 29, a najstarsza z nich została złożona 19 lutego 2018 r. – w czasie, gdy obowiązywały stare przepisy. Tu dochodzimy do clou problemu: prawo stanowi, że sąd ma zaledwie dwa miesiące na rozpoznanie skargi, a termin ten liczony jest od daty jej wpływu. – Mamy tutaj do czynienia niejako z wtórną przewlekłością. A winę za to ponosi ustawodawca – ocenia Krystian Markiewicz.

Instytucja skargi na przewlekłość została wprowadzona do naszego porządku prawnego m.in. na skutek orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Praw Człowieka. 18 lat temu stwierdził on, że procesy w naszym kraju trwają zbyt długo, i wskazał, że mamy obowiązek zapewnić skuteczny środek odwoławczy na przewlekłość postępowania. Miała nim być właśnie skarga wprowadzona ustawą z 2004 r. (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 75). – Na skutek zmian przeprowadzonych przez rządzących w SN przestała ona pełnić swoją rolę – zauważa sędzia Markiewicz. Jego zdaniem osoby, które nie mogą doczekać się na sprawiedliwości w związku ze zmianami zachodzącymi w Sądzie Najwyższym, mają otwartą drogę do szukania jej w ETPC.

Zgodnie z ustawą SN, uznając skargę za zasadną, może zasądzić na rzecz wnoszącego kwotę od 2 do 20 tys. zł. – Sędziowie, którzy będą w końcu rozpoznawać skargi, powinni wziąć pod uwagę także okoliczność, że nie zostały one rozpoznane w ustawowym terminie i w związku z tym zasądzać kwoty zbliżone do górnego progu – twierdzi prezes Iustitii.

W związku z brakiem orzekających praca stoi także w drugiej z nowo powołanych izb – dyscyplinarnej. W niej na rozstrzygnięcie czeka już 185 spraw, a wśród nich m.in. wnioski o wyznaczenie sądu dyscyplinarnego właściwego do rozpoznania sprawy, kasacje, zażalenia, skargi i wnioski o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego.

Sędziowie na jesień

Stan zawieszenia potrwa przynajmniej do momentu powołania sędziów do izb. A to nastąpi zapewne dopiero po wakacjach. Termin przystępowania do konkursu upłynął co prawda w niedzielę, jednak zgłoszenia nadal spływają drogą pocztową (wczoraj było ich 148). Nie ma więc raczej szansy na to, że KRS rozpatrzy wszystkie kandydatury przed końcem sezonu urlopowego. ‒ Nad zgłoszeniami muszą się pochylić zespoły, będziemy również wzywać do uzupełniania braków, jeżeli wyniknie taka potrzeba. Tego nie da się zrobić w kilka dni – przekonuje Leszek Mazur.

Najbliższe posiedzenie KRS zostało zaplanowane na 18 września. – Oczywiście teoretycznie istnieje możliwość zwołania dodatkowego posiedzenia, jednak na razie nie ma planów, aby KRS spotykała się także w sierpniu – mówi Wiesław Johann, wiceprzewodniczący rady.

Tymczasem z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Pałac Prezydencki oczekuje, że konkurs do SN zostanie rozstrzygnięty tak szybko, jak to tylko możliwe. Z kolei w środowisku sędziowskim snuje się przypuszczenia, że konkurs zostanie rozbity na kilka etapów po to, aby można było szybko (jeszcze przed końcem wakacji) powołać choć kilku nowych sędziów, spośród których prezydent będzie mógł wskazać osobę tymczasowo pełniącą obowiązki I prezesa SN.