„Dobre zmiany dla konsumentów – szybsze przedawnianie roszczeń”. Tak wchodzącą w życie nowelizację (Dz.U. z 2018 r., poz. 1104) prezentuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Wielu ekspertów, w tym ci z Biura Rzecznika Finansowego, uważa, że na nowych przepisach stracą uczciwi konsumenci.

Krótszy termin

Najistotniejsza zamiana to skrócenie podstawowych terminów przedawnienia. Artykuł 118 kodeksu cywilnego stanowi od dziś, że jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, termin przedawnienia wynosi sześć lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata. Jednakże koniec terminu przedawnienia przypada na ostatni dzień roku kalendarzowego, chyba że termin przedawnienia jest krótszy niż dwa lata.

Zmiana polega na tym, że do tej pory podstawowy termin przedawnienia wynosił 10 lat.

„Za skróceniem ogólnego terminu przedawnienia roszczeń przemawia przede wszystkim potrzeba zmobilizowania stron stosunków prawnych do szybszego kształtowania stanów faktycznych w sposób zgodny ze stanem prawnym. Istotny argument stanowią trudności dowodowe, gdyż po upływie zbyt długiego okresu jest trudno nie tylko wykazać roszczenie, ale przede wszystkim – jego ewentualne wygaśnięcie” – uzasadnia Ministerstwo Sprawiedliwości. Podkreśla przy tym, że dotychczas obowiązujący 10-letni termin nie służył stabilności.

Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim wielu dłużników żyje z kalendarzem w ręku. Wyczekują oni upływu terminu, by uwolnić się od obowiązku zapłaty. Praktyczną konsekwencją zmiany będzie to, że wystarczy w tenże kalendarz spoglądać przez sześć lat, a nie przez 10.

Część ekspertów podkreśla, że nowelizacja przyznaje prymat dłużnikowi nad wierzycielem, podczas gdy zasady słuszności nakazywałyby odwrotnie. Co istotne, należy pamiętać, że bieg przedawnienia może być przerwany. Zgodnie z art. 123 k.c. dzieje się tak:

1) przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia;

2) przez uznanie roszczenia przez osobę, przeciwko której roszczenie przysługuje;

3) przez wszczęcie mediacji.

A zatem jeśli tylko wierzyciel wniesie powództwo do sądu przed upływem sześcioletniego terminu, nie poniesie on negatywnych konsekwencji wprowadzanych zmian.

Konsekwencją skrócenia terminu przedawnienia jest zmiana treści art. 125 par. 1 k.c. Gdy sąd stwierdzi istnienie roszczenia w wyroku lub ugodzie, z chwilą uprawomocnienia się tej decyzji zaczyna biec ponownie termin przedawnienia. To czas, w którym wierzyciel może egzekwować roszczenie. Do wczoraj było to 10 lat. W nowelizacji przewidziano skrócenie terminu do sześciu lat lub trzech lat w przypadku roszczeń dotyczących świadczeń okresowych.

Do roszczeń powstałych przed dniem wejścia w życie ustawy i w tym dniu (czyli 9 lipca 2018 r.) jeszcze nieprzedawnionych stosuje się od tej chwili przepisy o przedawnieniu określone w nowej ustawie. Jeżeli zgodnie z nowymi przepisami kodeksu cywilnego termin przedawnienia jest krótszy niż według przepisów zmienionych, bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się z dniem wejścia w życie niniejszej ustawy. Jeżeli jednak przedawnienie rozpoczęte przed dniem wejścia w życie nowelizacji nastąpiłoby przy uwzględnieniu dotychczasowego terminu przedawnienia wcześniej, przedawnienie następuje z upływem tego wcześniejszego terminu.

Egzekucja przedawnionych długów

Do dziś wielokrotnie zdarzało się, że firmy windykacyjne żądały spłaty przedawnionych roszczeń. Było nawet tak, że model biznesowy niektórych firm przewidywał skupowanie po bardzo niskich kwotach właśnie spraw sprzed wielu lat, gdy termin przedawnienia już dawno upłynął. A biznes i tak się opłacał. To efekt treści art. 117 par. 2 k.c. Zgodnie z nim dłużnik musiał podnieść zarzut przedawnienia, by uwolnić się od obowiązku zapłaty. Firmy windykacyjne liczyły więc na to, że mniej zorientowani w prawie obywatele nie powołają się w sądzie na to, że zgodnie z prawem nie muszą już spłacać swego długu. Rzeczywiście wielu Polaków, często zdenerwowanych w sądzie, nie wypowiadało jednego zdania, które uwalniało ich od problemu.

Od dziś w kodeksie cywilnym znajduje się art. 117 par. 21. Stanowi on, że po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi. W praktyce nowe przepisy zobowiązują sąd do zbadania, czy roszczenie jest przedawnione. Zupełnie bez znaczenia pozostaje to, czy pozwany dłużnik podniesie w toku postępowania zarzut przedawnienia czy nie.

Istotną zmianę o charakterze technicznym ustawodawca wprowadził do art. 187 k.p.c. Zgodnie z par. 11 składany pozew o zasądzenie roszczenia powinien zawierać oznaczenie daty wymagalności tego roszczenia.

Bez wątpienia zmiana w art. 117 k.c. będzie korzystna dla dłużników; i to zdecydowanie bardziej niż skrócenie terminu przedawnienia. Ustawodawca zarazem pozostawił wierzycielom pewną furtkę. Nowo dodany art. 1171 k.c. stanowi, że w wyjątkowych przypadkach sąd może, po rozważeniu interesów stron, nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi, jeżeli wymagają tego względy słuszności. Przy ocenie, czy z takim przypadkiem mamy do czynienia, sąd powinien rozważyć:

1) długość terminu przedawnienia;

2) długość okresu od upływu terminu przedawnienia do chwili dochodzenia roszczenia;

3) charakter okoliczności, które spowodowały niedochodzenie roszczenia przez uprawnionego, w tym wpływ zachowania zobowiązanego na opóźnienie uprawnionego w dochodzeniu roszczenia.

Regulacja ta budziła ogrom wątpliwości w toku konsultacji projektu. Przede wszystkim dlatego, że ustawodawca posługuje się klauzulą generalną w postaci „względów słuszności”. Jak je definiować, nikt nie wie. Z celu uchwalanej ustawy można jednak wnioskować, że „względy słuszności” należy interpretować wąsko. Przykładowo może to być sytuacja, w której dłużnik, tuż przed upływem terminu przedawnienia, zwodzi wierzyciela, że lada moment spłaci dług. Lub taka, w której dłużnik zastraszałby wierzyciela.

Bankowe bezpieczeństwo

Od kilku lat organ egzekucyjny może zająć rachunek bankowy dłużnika drogą elektroniczną. Bank wówczas musi bezzwłocznie przekazać zajętą kwotę. Sęk w tym, że pozbawia to posiadacza rachunku możliwości obrony. Może być przecież tak, że dług już uregulował albo roszczenie jest przedawnione. W świetle wchodzącej w życie nowelizacji zajęta kwota nie trafi na konto komornika lub np. urzędu skarbowego wcześniej niż po upływie 7 dni. To okres, w którym dłużnik będzie mógł wnieść powództwo o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego, co umożliwi mu wyjaśnienie sprawy. Wyjątkiem będzie egzekucja bieżących alimentów lub rent. W takim przypadku bank nadal będzie niezwłocznie przekazywał zajęte środki. ©℗

OPINIE

Zmiana niekorzystna dla konsumentów

Po pierwsze, skróceniu ulega ogólny termin przedawnienia z 10 do sześciu lat. Z perspektywy konsumentów taką zmianę należy ocenić jako niekorzystną, gdyż skraca ona prawie o połowę okres, w którym możliwe jest wniesienie powództwa i dochodzenie roszczeń przeciwko przedsiębiorcom (bądź przerwanie biegu przedawnienia w inny sposób). Okres 10 lat na pierwszy rzut oka może się wydawać długi, natomiast w praktyce w sprawach, w których przykładowo mogło dojść do missellingu, w szczególności w odniesieniu do umów o charakterze długoterminowym, nie zawsze tak jest. Często w chwili zawierania umów ani konsumenci, ani organy stojące na straży ochrony ich praw i interesów, takie jak rzecznik finansowy czy prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, nie mają jeszcze pełnej wiedzy o ewentualnych nieprawidłowościach czy nieuczciwych praktykach rynkowych stosowanych przez przedsiębiorców. A wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują, że misselling – w szczególności na rynku finansowym – niestety nie jest problemem wyłącznie przeszłości. Chęć zapewnienia większej stabilności i pewności stosunków społecznych poprzez skrócenie ogólnego terminu przedawnienia jest zrozumiała, niemniej pytanie, czy nie osłabia się w ten sposób zbyt nadmiernie sytuacji prawnej konsumentów.

Po drugie, nowelizacja wprowadza zasadę, że po upływie terminu przedawnienia nie będzie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi – będzie to możliwe tylko w wyjątkowych przypadkach. Oznacza to, że już z chwilą upływu terminu przedawnienia, a więc z mocy prawa, następować będzie przekształcenie roszczenia w tzw. zobowiązanie niezupełne (naturalne), z czym wiązać się będzie niemożność jego przymusowej realizacji. Z tego powodu wprowadza się również nakaz oznaczenia w powództwie daty wymagalności roszczenia w sprawach o zasądzenie. Z drugiej strony w uzasadnieniu do projektu nowelizacji wskazano, że regulacja ta nie może być utożsamiana jako nakazująca sądowi prowadzenie postępowania dowodowego z urzędu, w celu ustalenia, czy nastąpiło przedawnienie roszczenia. Wykładnia tych przepisów może zatem budzić wątpliwości i pytanie, w jakim kierunku rozwinie się praktyka sądów w ich stosowaniu, w szczególności w sprawach, w których kwestia przedawnienia roszczenia budzić będzie wątpliwości lub będzie sporna. ©℗

Ucierpieć mogą obywatele będący wierzycielami  

Utawodawca osiągnie cel wprost przeciwny od zamierzonego. Słyszeliśmy wypowiedzi polityków oraz czytaliśmy w uzasadnieniu, że chodzi o ograniczenie możliwości nieetycznego działania firmom windykacyjnym i pomoc zwykłym obywatelom. Tyle że nowe przepisy wcale nie utrudnią życia profesjonalnym windykatorom, którzy mają wystarczające środki i wiedzę, by przeprowadzić skuteczną egzekucję lub skierować sprawę do sądu w nowym ustawowym terminie. Ucierpieć na nowych regulacjach mogą natomiast obywatele będący wierzycielami.

Skrócenie terminu przedawnienia powinno iść w parze z poprawą przepisów egzekucyjnych. Gdyby praktyka egzekucji, oparta o dobrze skrojone przepisy, pozwalała na odzyskanie pieniędzy w ciągu kilku miesięcy, termin przedawnienia mógłby być i roczny. Niestety tak nie jest. Niemal każdy prawnik przyzna, że spotkał się z przypadkami, gdy nawet sześcioletni termin jest za krótki. Jest wielu sprytnych dłużników, którzy skutecznie ukrywają swój majątek. Nie brakuje też takich, których nie sposób „namierzyć”, a co za tym idzie, jest trudność z wniesieniem powództwa. Sama tendencja do skracania terminów przedawnienia jest zasadna. W wielu państwach Europy termin ten jest kilkuletni. Polska więc podąża za pewnym trendem europejskim. Rzecz w tym, że nie można ludzkich problemów rozwiązywać działaniami cząstkowymi. Wydaje się, że jeśli ustawodawca chciał pomóc konsumentom, powinien rozróżnić sytuację profesjonalistów w obrocie gospodarczym i nieprofesjonalistów. 

źródło: Dziennik Gazeta Prawna