Józef Iwulski jest w gronie sędziów, którzy ukończyli 65 lat, jednak w przeciwieństwie do Małgorzaty Gersdorf złożył oświadczenie o woli dalszego sędziowania, choć nie w trybie nowej ustawy o Sądzie Najwyższym, a z powołaniem się na konstytucję. – Pan prezydent wskazuje jednoznacznie, że nie ma I prezesa Sądu Najwyższego, natomiast było wolą prezydenta, by najstarszy wiekiem sędzia, pan Józef Iwulski, wykonywał funkcje związane z zastępowaniem I prezesa SN – tak Paweł Mucha uzasadniał stanowisko Andrzeja Dudy. Podobną decyzję podjęła jeszcze przed wczorajszym spotkaniem z prezydentem Małgorzata Gersdorf, także wskazując prezesa Iwulskiego jako wykonującego obowiązki I prezesa. Choć, jak podkreślał Mucha, jej decyzja w związku z przejściem w stan spoczynku nie jest ważna.

Wskazując na Iwulskiego, zarówno Duda, jak i Gersdorf powołali się na art. 14 par. 2 ustawy o SN, który mówi, że „W czasie nieobecności Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego zastępuje go wyznaczony przez niego Prezes Sądu Najwyższego, a w przypadku niemożności wyznaczenia – Prezes Sądu Najwyższego najstarszy służbą na stanowisku sędziego”. Powołanie się Gersdorf na ten punkt nie dziwi, natomiast w przypadku prezydenta Dudy mógł on zastosować przejściowy przepis specjalnie przeznaczony do zmian w SN, który daje głowie państwa prawo wskazania sędziego wykonującego obowiązki I prezesa. To może sugerować, że albo nie znalazł chętnego na to stanowisko, albo wobec postawy SN, który w większości poparł Gersdorf, postanowił wybrać najmniej konfrontacyjne rozwiązanie.

– To sędzia powołany na prezesa Izby Pracy przez prezydenta Andrzeja Dudę, o wielkim stażu zawodowym, osoba, do której zaufanie ma prezydent i środowisko sędziowskie – podkreślał Mucha. Znamienne jest, że choć sędzia Iwulski chce nadal być w SN, to nie złożył oświadczenia w trybie prezydenckiej ustawy. Na pewno nie jest osobą wygodną dla Andrzeja Dudy. W kwietniowym wywiadzie dla DGP krytykował m.in. ustawę o KRS jako niekonstytucyjną, choć z drugiej strony nie kwestionował w prezydenckiej ustawie o SN rozwiązań dotyczących izby dyscyplinarnej czy wprowadzenia ławników. Jednocześnie nie krył obaw, że wprowadzenie zmian obniży przynajmniej czasowo skuteczność działania SN.

Wytypowanie go przez Małgorzatę Gersdorf może świadczyć o tym, że liczy się ona z kłopotami przy pełnieniu swojej funkcji. Dziś ma się pojawić w sądzie, a potem udać na urlop.

Trudno przewidzieć, jak ta decyzja kadrowa wpłynie na spór o SN. Dla środowiska sędziowskiego wchodzi on już w następny etap. Przekroczeniem Rubikonu, po którym nie będzie już powrotu do poprzedniego stanu, będzie obsadzenie sądu nowymi sędziami. Gdy do tego dojdzie, nie będzie powodu, dla którego Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej miałby wydać postanowienie zabezpieczające w trwającym postępowaniu, w którym Polska jest obwiniana o złamanie zasad praworządności.

Jednocześnie ruszyła już karuzela nazwisk osób, które potencjalnie mogłyby wystartować w konkursie do SN. Wśród nich wymieniane są Małgorzata Manowska, obecna szefowa Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury znajdującej się pod egidą ministra sprawiedliwości, czy śląska prokurator Małgorzata Bednarek, również kojarzona ze Zbigniewem Ziobrą.

Rządzący, nawet jeżeli mają już przygotowaną listę swoich kandydatów, mogą mieć problemy z obsadzeniem nimi SN. Środowisko sędziowskie może bowiem podjąć próbę zablokowania, przynajmniej czasowego konkursów, które toczyć się będą przed Krajową Radą Sądownictwa.

– Uważam, że jedną z możliwości spowolnienia procesu zmian kadrowych w SN, którą trzeba brać pod uwagę, jest masowe startowanie w konkursach do tego sądu – mówi Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. On sam nie wie jeszcze, czy pójdzie tą drogą. – To będzie wspólna decyzja stowarzyszenia i ona jeszcze nie zapadła. Wszystko będzie jasne po 14 lipca. Na ten dzień zwołaliśmy spotkanie zarządu z władzami oddziałów terenowych. Jednym z tematów będzie właśnie kwestia kandydowania do SN, wyłącznie w celu obrony tej instytucji przed szybkimi politycznymi nominacjami dla znajomych członków KRS – podkreśla Markiewicz.

Jego zdaniem w konkursach mogliby wziąć udział wszyscy prawnicy, którzy spełniają ustawowe wymagania – nie tylko sędziowie, ale także profesorowie prawa, adwokaci czy też radcy prawni. – Najważniejsze jest to, że każdy z uczestników może zaskarżyć decyzję KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). A to otwiera drogę do dokonania oceny konstytucyjności obecnej rady przez inne organy – zauważa prezes Iustitii. NSA może bowiem zadać pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. Zaskarżając decyzję, można również podnieść argument niekonstytucyjności samej rady.

Jednak w środowisku sędziowskim nie ma pełnej zgody na temat tego pomysłu. – Jeżeli ktoś twierdzi, że obecna KRS jest niekonstytucyjna, nie powinien stawać do konkursów rozstrzyganych przez taki organ. W ten sposób bowiem legitymizuje zmiany przeprowadzane przez obecną władzę wbrew ustawie zasadniczej – twierdzi Jacek Ignaczewski, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie. Jego zdaniem jedynym sensownym wyjściem jest po prostu czekanie na decyzję TSUE. – Być może będzie jak z Puszczą Białowieską – zanim dojdzie do wydania postanowienia zabezpieczającego, trochę drzew zostanie ściętych, jednak ostatecznie całość zostanie uratowana – mówi olsztyński sędzia.

Dziś sędzia Gersdorf ma się pojawić w sądzie, a potem pójść na urlop