Na pięć miesięcy przed wyborami samorządowymi przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej chcą zmieniać dwie ustawy: z 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz.U. z 2018 r. poz. 754 i 1000) oraz z 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych (Dz.U. poz. 130).

Sprawa jest pilna. I to tak bardzo, że już na wczoraj – zaledwie dzień po przesłaniu pisemnych propozycji posłom – zwołano posiedzenie sejmowej komisji nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.

– Otrzymaliśmy od PKW propozycje korekt wraz z argumentacją. Nie mogę wykluczyć, że jakieś zmiany w kodeksie wprowadzimy, ale najpierw chcemy sprawę przedyskutować – usłyszeliśmy wczoraj od przewodniczącego komisji Arkadiusza Mularczyka z PiS.

Nagrywanie, rekrutacja i odwołania

Najważniejsze propozycje, z jakimi PKW wyszła do parlamentarzystów, są trzy:

1. Komisja chce zrobić to, do czego odwagi lub chęci zabrakło działaczom PiS – zmienić prawo dotyczące transmisji i nagrywania przebiegu prac obwodowych komisji wyborczych. Skoro kamer i tak nie będzie (efekt niezgodności nowego kodeksu z RODO), to nie ma sensu utrzymywać w ustawie martwych przepisów. – Proponujemy ich wykreślenie. Ale równie dobrze ustawodawca mógłby – zgodnie z wolą prezydenta, którą wyraził na spotkaniu ze mną – odroczyć te zapisy np. do czasu przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Choć ten drugi scenariusz to tylko odsunięcie problemu w czasie, a nie jego likwidacja – ocenia Wojciech Hermeliński, szef PKW.

2. Zdaniem komisji warunek, że kandydat na urzędnika wyborczego nie może zamieszkiwać lub pracować w gminie, w której ma pełnić nową funkcję, jest trudny do spełnienia. Do tego kodeks wyborczy nie przewiduje zwrotu kosztów dojazdu do miejsca, gdzie urzędnik ma wykonywać swoje obowiązki. Remedium na te problemy ma być rozszerzenie kręgu kandydatów o osoby niepracujące obecnie w urzędach samorządowych (lub jednostkach im podległych), ale mające co najmniej pięcioletni staż pracy w tych instytucjach. Mowa więc np. o emerytowanych prawnikach czy byłych urzędnikach mających wiedzę w tematyce wyborczej. Ponadto przedstawicielom PKW zależy na tym, by w sytuacji gdy taka osoba z jakichś powodów (np. choroby) nie będzie w stanie wykonywać swoich obowiązków, szef Krajowego Biura Wyborczego mógł powierzyć jej zadania innej osobie, nawet niespełniającej wymogów co do miejsca zamieszkania i miejsca pracy. Te kwestie wydają się bardzo istotne z uwagi na problemy z rekrutacją – odpowiedniej liczby urzędników na wybory nie ma jeszcze 280 gmin w całym kraju.

3. PKW chce maksymalnie skrócić procedurę sądowo-administracyjną w przypadku skarg na jej uchwały. Obecnie musi zmierzyć się z ok. 100 odwołaniami dotyczącymi podziału na okręgi wyborcze w gminach. Przypomnijmy, że przed zmianą kodeksu nie przysługiwał żaden środek odwoławczy od rozstrzygnięć komisji w takich sprawach. Po nowelizacji niezadowoleni mogą skarżyć się wojewódzkim sądom administracyjnym oraz NSA. Ponoć PKW zaniepokojona jest powolnym tempem rozpatrywania tych spraw przez sądy. W efekcie w niektórych powiatach i województwach zmiany okręgów mogą być dokonywane na ostatnią chwilę.

Gmina ma obsłużyć urzędnika

Inne zmiany proponowane przez komisję mają bardziej techniczny charakter. Ją samą, jak i obsługujące ją KBW niepokoi to, że część samorządów nie chce podpisywać porozumień wyborczych. Zdaniem przedstawicieli biura wynika to z „błędnej interpretacji przepisów dotyczących zadań samorządu terytorialnego przy organizacji wyborów”. Dlatego PKW i KBW wychodzą z założenia, że gmina i tak ma obowiązek zapewnić obsługę urzędnikowi wyborczemu – niezależnie od tego, czy porozumienie podpisze, czy nie. Aby nikt nie miał wątpliwości, że faktycznie tak jest, komisja proponuje jednoznacznie wskazać w kodeksie wyborczym, że obsługa urzędnika jest zadaniem zleconym gminy.

PKW chce także, by samorządy nie przeprowadzały w tym samym terminie, co wybory ogólnokrajowe, elekcji do organów jednostek pomocniczych gmin, np. dzielnic czy osiedli. A już są one planowane np. w Krakowie czy Łodzi. Zdaniem komisji inicjatywa rodzi problemy organizacyjne (konieczność utworzenia odrębnych lokali i spisów wyborczych, powołanie odrębnych komisji, co niejednokrotnie skutkowało kłopotami ze znalezieniem chętnych do pracy).

PKW chce też mieć prawo do prowadzenia wykazu osób, wobec których sąd wydał prawomocne orzeczenie o utracie biernego prawa wyborczego w związku ze złożeniem nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego. Uprawnienie wiązałoby się z możliwością przekazywania informacji o tych osobach komisjom rejestrującym kandydatów w wyborach.

– Liczymy, że ustawodawca zrozumie nasze obawy i problemy. Zwłaszcza że mówimy o nowych przepisach, które dopiero zaczynają działać w praktyce. Jest jeszcze czas, by te stricte techniczne rzeczy uregulować – przekonuje szefowa KBW Magdalena Pietrzak.

Partia nie mówi jednym głosem

Wprawdzie z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego wynika, że w okresie pół roku przed zarządzeniem wyborów przez premiera (szef rządu zrobi to w wakacje) nie można przeprowadzać „istotnych” zmian w prawie wyborczym. Jednak zdaniem autorów proponowanej nowelizacji nie ma ona „istotnego” charakteru, tzn. nie wpłynie na ważność wyborów czy na samą ordynację. Mowa raczej o czyszczeniu kodeksu z jego niedoskonałości.

– Te modyfikacje mają charakter techniczny, a ich celem jest usprawnienie elekcji. W dodatku są sugerowane przez PKW, czyli ciało niezależne od rządu – przyznaje Arkadiusz Mularczyk z PiS.

Do zamknięcia tego wydania DGP komisja sejmowa wciąż pracowała, jednak jeszcze ok. godz. 18.00 wszystko wskazywało na to, że zasiadający w niej posłowie przygotują komisyjny projekt nowelizacji opierający się o poprawki autorstwa PKW i KBW (tzw. szybka ścieżka). Z naszych informacji wynika, że kilka godzin wcześniej doszło do spotkania Wojciecha Hermelińskiego z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, który miał dać zielone światło dla inicjatywy. To oznacza istotną zmianę nastawienia partii rządzącej. Jeszcze w maju szef MSWiA Joachim Brudziński na antenie TVN24 twardo przekonywał: „Nie wyobrażam sobie nowelizacji Kodeksu wyborczego ani przekładania wyborów”.

Inna sprawa, że jeśli nowelizacja wykreśli przepisy dotyczące kamer w lokalach wyborczych, PiS narazi się części elektoratu i da paliwo polityczne opozycji. Negatywny odbiór tej decyzji może być tym mocniejszy, że bliski PiS Ruch Kontroli Wyborów już zaprotestował przeciwko braku transmisji z wyborów i domaga się natychmiastowej dymisji całego składu PKW.