statystyki

Czego uczy przypadek Igora Stachowiaka?

22.05.2018, 08:41; Aktualizacja: 22.05.2018, 08:56
Może warto też zastanowić się nad skutecznym, niezależnym od policji, monitoringiem użycia paralizatorów przez funkcjonariuszy?

Może warto też zastanowić się nad skutecznym, niezależnym od policji, monitoringiem użycia paralizatorów przez funkcjonariuszy?źródło: ShutterStock

Tortury to jedno z najpoważniejszych naruszeń praw człowieka. Społeczeństwo, które określa siebie jako cywilizowane, nie powinno zgadzać się na tego typu praktyki w żadnej sytuacji.

O śmierci Igora Stachowiaka powiedziano i napisano wiele. Od informacji dziennikarzy o zaniedbaniach policji i prokuratury przez prawnicze analizy ekspertów oceniających decyzje podjęte w śledztwie i dyskusje o roli policji w państwie, po zapewnienia o rzetelnym wyjaśnieniu tej tragicznej sprawy. Paradoksalnie ta tragedia może być początkiem dobrych zmian w policji.

To dobry moment, aby na chłodno przyjrzeć się temu i innym przypadkom stosowania tortur przez policjantów i zastanowić się, co można zrobić, aby do nich na polskich komisariatach nigdy więcej nie dochodziło. Istnienie silnej, skutecznej i szanowanej policji leży bowiem w interesie nas wszystkich.

Jak często dochodzi do tortur?

Musimy zdawać sobie sprawę, że nie znamy rzeczywistej skali problemu. Wiemy jednak, że przypadek Igora Stachowiaka nie był jedyny. Brak przestępstwa tortur w kodeksie karnym utrudnia nam ustalenie, ile zawiadomień o popełnieniu takich czynów trafiło do organów ścigania i jak zostały rozpoznane. Prokuratury i sądy stosują bowiem różną kwalifikację prawną, niekoniecznie mającą związek ze stosowaniem przemocy (np. w sprawie znęcania się nad Igorem Stachowiakiem śledztwo toczyło się w sprawie przekroczenia uprawnień, które niekoniecznie musi polegać na torturowaniu zatrzymanego).

Trzeba też być świadomym tego, że nie każda przemoc ze strony funkcjonariusza jest torturą, czyli zachowaniem ekstremalnym, powodującym silny ból fizyczny lub psychiczny, podejmowanym w określonym celu. Nie zapominajmy też o tzw. ciemnej liczbie przestępstw, a więc czynach, do których doszło, ale nie zostały zgłoszone organom ścigania. Liczba takich przypadków oczywiście jest nieznana. A jeśli przypomnimy sobie konferencję prasową w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich po emisji reportażu stacji TVN „Śmierć na komisariacie”, podczas której poinformowano, że w głośnej sprawie tortur na olsztyńskim komisariacie sprzed kilku lat zarzuty usłyszało kilkunastu funkcjonariuszy, i weźmiemy pod uwagę ostatnie doniesienia mediów o przemocy policji, to nie ulega wątpliwości, że problem jest poważny. Wszystkie statystyki należy jednak traktować wyłącznie jako pewien sygnał, że do stosowania tortur dochodzi również w Polsce, a także jako impuls do przyjrzenia się działaniom zapobiegawczym.

Pojedyncze metody to za mało

Pomysł wyposażenia policjantów w kamery noszone przy mundurze, które pozwalają na rejestrację dźwięku i obrazu (System Rejestracji Audio-Wideo RAW), zwane potocznie body cameras, jest dobry. Nie rozwiąże on jednak problemu przemocy w polskiej policji. Pilotażowy program, który ruszył w grudniu 2017 r., pokazuje, że system ten z punktu widzenia prewencji tortur ma wiele wad. Po pierwsze, w kamery zostali wyposażeni jedynie funkcjonariusze wydziałów patrolowo-interwencyjnych i drogowych. Nie mają ich policjanci z wydziałów kryminalnych i dochodzeniowo-śledczych, czyli funkcjonariusze, którzy rozpytują i przesłuchują zatrzymanych oraz świadków. A to podczas tych właśnie czynności najczęściej może dochodzić do stosowania tortur. Po drugie, kamery nie rejestrują całego przebiegu służby policjanta – są włączane i wyłączane przez samego funkcjonariusza (posiadają wprawdzie bufor, ale w momencie włączenia urządzenia rejestruje ono przebieg zdarzenia jedynie 0,5 min wcześniej). W sytuacjach dla funkcjonariusza niewygodnych kamera najprawdopodobniej po prostu nie zostanie włączona.

Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, że sprawcy tortur zawsze będą szukać sposobów na obejście zabezpieczeń (torturowano go w łazience, bo tam nie było kamer!). Monitoring bywa też zawodny, psuje się, może zarejestrować tortury, ale w taki sposób, że nie da się ustalić sprawcy.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • prawnik(2018-05-27 11:36) Zgłoś naruszenie 10

    Jesteśmy w Polsce. Nie gromadzimy informacji o naszych klęskach, nie wyciągamy z nich wniosków. Oficjalnie odrzucamy "pedagogikę wstydu", czyli uczenie się na błędach. Więc czego nauczy nas przypadek Stachowiaka? Niczego lub prawie niczego.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane