Dobrowolski: Sposób określania kadencji Sejmu wymaga doprecyzowania

autor: Marek Dobrowolski08.05.2018, 07:32; Aktualizacja: 08.05.2018, 07:37
Na długo przed wspomnianym konfliktem o TK w doktrynie prawa podniesiono, iż przy zachowaniu konstytucyjnych terminów kadencja Sejmu ustępującego może trwać „nieco” krócej lub „nieco” dłużej od tej określonej w ustawie zasadniczej

Na długo przed wspomnianym konfliktem o TK w doktrynie prawa podniesiono, iż przy zachowaniu konstytucyjnych terminów kadencja Sejmu ustępującego może trwać „nieco” krócej lub „nieco” dłużej od tej określonej w ustawie zasadniczejźródło: ShutterStock

Debata konstytucyjna zainspirowana prezydencką ideą referendum konsultacyjnego skłania do formułowania postulatów zmiany tych regulacji, które w dotychczasowej praktyce ustrojowej stały się źródłem sporów interpretacyjnych i konfliktów politycznych. Jedną z nich jest sposób określenia kadencji Sejmu i Senatu.

Z pozoru sprawa wydaje się prosta. Kadencje izb trwają cztery lata, rozpoczynają się z dniem zebrania się Sejmu na pierwsze posiedzenie i trwają do dnia poprzedzającego dzień zebrania się Sejmu następnej kadencji (art. 98 ust. 1). Konstytucja precyzyjnie zakreśla również ramy czasowe poszczególnych etapów „kreowania” nowego parlamentu. Wybory mają odbyć się w ciągu 30 dni przed upływem kadencji Sejmu ustępującego (art. 98 ust. 2), a pierwsze posiedzenie nowo wybranych izb parlamentu ma zostać zwołane w ciągu 30 dni od dnia wyborów (art. 109 ust. 2). Okazało się jednak, że takie rozwiązania nie są wolne od wad, które ostatecznie mogą, jak pokazuje przypadek sporu o Trybunał Konstytucyjny, stać się źródłem daleko idących prawnych nieporozumień, a w płaszczyźnie politycznej skutkować powstaniem niepokonywalnych i głębokich podziałów społecznych.

Na długo przed wspomnianym konfliktem o TK w doktrynie prawa podniesiono, iż przy zachowaniu konstytucyjnych terminów kadencja Sejmu ustępującego może trwać „nieco” krócej lub „nieco” dłużej od tej określonej w ustawie zasadniczej. Inaczej mówiąc, wybory parlamentarne mogą być przeprowadzone w pierwszym możliwym terminie (tj. 30 dni przed upływem czteroletniego okresu, na który został wybrany Sejm ustępujący) bądź też w ostatnim dopuszczalnym (tj. dokładnie w czwartą rocznicę pierwszego posiedzenia), a Sejm w nowym składzie może zebrać się po raz pierwszy tak przed, jak i po czterech latach od pierwszego posiedzenia Sejmu ustępującego. W konsekwencji kadencja izby w „starym” składzie może w praktyce zakończyć się kilkanaście, a nawet np. 28 dni przed upływem czterech lat od daty jej rozpoczęcia (gdy wybory zostałyby przeprowadzone w najwcześniejszym z możliwych terminów i bezpośrednio po ogłoszeniu ich wyników odbyłoby się pierwsze posiedzenia „nowego” Sejmu) albo najpóźniej 30 dni po upływie czterech lat (gdy wybory i pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji odbyłyby się w ostatnich możliwych terminach).

W odniesieniu do powyższych rozwiązań w doktrynie prawa konstytucyjnego zarysowały się trzy przeciwstawne stanowiska. Pierwsze wskazuje, iż prezydent musi korzystać ze swoich uprawnień w taki sposób, aby długość kadencji „starego” Sejmu wynosiła co najmniej cztery lata, a więc jego kadencja „może być dłuższa, ale nie może być krótsza” (L. Garlicki). Drugi pogląd sprowadza się do sztywnego traktowania czasu trwania kadencji Sejmu, a więc kadencja ustępującego Sejmu musi precyzyjnie wynosić cztery lata (P. Winczorek). W końcu zgodnie z trzecim stanowiskiem dopuszczalne jest zwołanie pierwszego posiedzenia Sejmu zarówno przed upływem, jak i po upływie czteroletniego funkcjonowania „starego” Sejmu, jego kadencja może więc być krótsza albo dłuższa niż cztery lata (M. Zubik).


Pozostało jeszcze 56% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • jjjj(2018-05-08 09:09) Zgłoś naruszenie 10

    Serio? To jest problem wymagający zmiany konstytucji? Wystarczy prezydent posiadający "elementarną kulturę polityczną i konstytucyjną". Np. doktor nauk prawnych. Oh, wait...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane