Przykład? Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało projekt nowelizacji prawa o notariacie. W największym skrócie przewiduje on przerzucenie obowiązku archiwizacji aktów notarialnych z sądów na samorząd zawodowy. Miast cichcem puścić go poselską ścieżką (co z przygotowania OSR zwalnia), resort po bożemu projekt do konsultacji śle. A w miejscu, gdzie wzór OSR wymaga podania podmiotów, na które oddziałuje projekt, wpisuje 318 sądów rejonowych. I żeby nie było, że taki czy inny urzędnik liczbę wymyślił, wskazuje źródło: Mały Rocznik Statystyczny Polski 2017 (GUS).

Złe języki zaczną szydzić, że kto jak kto, ale to MS w pierwszej kolejności powinno być dysponentem takich danych. I że to wiele mówi o przepływie informacji pomiędzy departamentami, skoro łatwiej ustalić liczbę sądów w GUS niż od kolegi czy koleżanki z pokoju obok.

A temu, proszę państwa, należy przyklasnąć. Na stronie MS co prawda jest wykaz sądów okręgowych, ale policzenie podległych sądów rejonowych zajmuje dobrych 45 minut. Cieszy zatem, że urzędnicy, zajęci m.in. reformowaniem sądownictwa, nie tracą czasu na mozolne rachuby, tylko sięgają do szybszych i pewnych źródeł. Ciekawe, czy taki MON bez sięgania do rocznika statystycznego wie, ilu mamy w Polsce żołnierzy, a Ministerstwo Zdrowia – ilu jest lekarzy. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci rocznikiem.