Ale te „kodeksy państwa” stanowią także ważną deklarację, pewien pakt zawarty między narodem i podmiotami władzy. Konstytucje są symbolicznym aktem określającym wspólnotę polityczną i jej cele. Wskazują legitymację państwa, stanowią źródło władzy w państwie i regulują jej granice, zaś treścią Konstytucji oddaje system operacyjny wspólnoty i  system idei, postaw i wzorów zachowań przesądzających o statusie obywateli i władzy. Do obu tych funkcji znajdują się odwołania, kiedy na plakatach, koszulkach objawiają się jej obrońcy, a inni aktorzy sceny politycznej przechodzą do porządku dziennego nad argumentami o niezgodności z Konstytucją. Konstytucja jest zatem argumentem używanym przez wszystkich uczestniczących w życiu politycznym – ostatecznym i niemal transcendentalnym, a zarazem dzielącym jako ultima ratio w  sposób kategoryczny i nieodwołalny; choć przecież jest właśnie aktem stworzonym po to, by dać poczucie jedności i tożsamości. George Bernard Shaw powiedział, że Amerykanie i Brytyjczycy to dwa narody, które dzieli wspólny język. Nasza Konstytucja z 1997 r. to wspólny akt, który zaczął nas dzielić, bez większych nadziei na kompromis albo chociaż dialog.

Czy mamy zatem w Polsce do czynienia z kryzysem konstytucyjnym? Jest to jeden z częściej używanych dla opisu naszej współczesnej rzeczywistości termin – z wypowiedzi padających w debacie publicznej wynika, że w  istocie od dwóch lat mamy nieustanny kryzys, związany z podejmowaniem kontrowersyjnych i budzących poważne wątpliwości konstytucyjne decyzji przed podmioty władzy, albo też kontestowaniem aktów władczych podejmowanych przez inne organy. Konflikty między podmiotami władzy, a także między sprawującą władzę większością a opozycją, są jednak immanentną częścią rzeczywistości politycznej demokratycznego państwa. Nie jest nawet objawem kryzysu konstytucyjnego, że podmiot władzy nadużywa jej albo zachowuje się sprzecznie z regułami – dopóki konflikt da się przezwyciężyć normalnymi metodami i za pomocą przewidzianych w Konstytucji instrumentów. Kryzys konstytucyjny nie dotyczy więc realiów życia politycznego, nie dotyczy nawet poważnych sporów o władzę. Jest wyrazem zakwestionowania konstytucyjnych reguł działania, czyli zapisanego w Konstytucji systemu operacyjnego państwa. Dotyczy braku zgody na konstytucyjne regulacje, obnaża deficyty i  mankamenty samego konstytucyjnego zaprojektowania. Wiele kontrowersji dotyczących działań władczych w ostatnich latach wskazuje na tego typu cechy. Zażarty spór toczący się w łonie władzy sądowniczej o zakres prerogatywy prezydenckiej co do wykonywania prawa łaski, problem konstytucyjnie określonego wyboru członków – sędziów Krajowej Rady Sądownictwa, czy też kwestie związane z nieokreślonym statusem prokuratora generalnego i prokuratury – to przykłady zagadnień, które wskazują na nieprecyzyjną lub niepełną regulację konstytucyjną.

Skoro zatem nasza polska plemienna wojna nosi choć częściowo znamiona kryzysu konstytucyjnego – czy powinien on doprowadzić do zmiany Konstytucji? Czy mamy obecnie czas odpowiedni dla powstania nowego paktu, nowego ładu politycznego, społecznego, czyli „moment konstytucyjny” według słów Bruce’a Ackermana? Zgodnie z tą ideą moment konstytucyjny to szczególny okres w historii narodu, kiedy przeświadczenie o tożsamości suwerena pozwala osiągnąć porozumienie co do treści i  formy ustroju.

Problem z ideą momentu konstytucyjnego polega na tym, że ów „moment” rozpoznać można właściwie tylko z zewnątrz i raczej post factum (warto dodać, że bardzo trudno byłoby odnaleźć ślady takiego momentu w chwili uchwalania Konstytucji z 1997 r.). Tym bardziej zatem trudno orzec, czy Polacy przeżywają obecnie moment konstytucyjny. Wydaje się jednak, że czas powszechnej deliberacji, jaka na temat Konstytucji się obecnie toczy, może świadczyć o tym, że jesteśmy gotowi na zmianę dotychczasowego porządku.

Obecna Konstytucja nie zawiera przepisów umożliwiających uchwalenie nowej, co poniekąd zrozumiałe – większość Konstytucji jest wyrazem ambicji stworzenia porządku wiecznego i idealnego. Przewiduje natomiast tryb zmiany (art. 235), zgodnie z którym udział obywateli w tym procesie może polegać jedynie na głosowaniu w  referendum zatwierdzającym zmianę w zakresie rozdziału I, II i XII, o ile zażąda tego jeden z podmiotów mogących inicjować zmianę Konstytucji. Rodzi to poważne pytania i dylematy związane z projektowaniem trybu zmiany lub uchwalenia nowej konstytucji. Skoro jednak Konstytucja (art. 125) przewiduje przeprowadzanie referendum w każdej sprawie „o szczególnym znaczeniu dla państwa”, trudno uznać, że ustalenie potrzeby uchwalenia nowej Konstytucji i kierunki nowych regulacji do takich spraw się nie zaliczają.

Ankieta: Co warto zmienić w polskiej konstytucji>>

Referendum jest jednak tylko jedną z  metod deliberacji nowych regulacji ustrojowych, i to metodą ograniczoną. Sprowadza się bowiem do kilku pytań ułożonych ostatecznie według agendy inicjatora głosowania lub podmiotu wyrażającego zgodę na jego przeprowadzenie. Ale stanowić może wielką wartość dla demokracji – o ile towarzyszyć mu będzie debata nad regułami rządzącymi wspólnotą polityczną i jej władzami. Tworzenie nowej Konstytucji (lub zmiana obowiązującej), niezależnie od ostatecznej formy uchwalenia, powinno być procesem otwartym, konsensualnym i czynionym w poczuciu odpowiedzialności za dokonywane zmiany. O ile to możliwe, poza sporami i konfliktami polityków. W końcu oni przeminą – Naród zaś pozostanie suwerenem zawsze.

Czy mamy obecnie czas odpowiedni dla powstania nowego paktu, nowego ładu politycznego, społecznego, czyli „moment konstytucyjny” według słów Bruce’a Ackermana? Zgodnie z tą ideą moment konstytucyjny to szczególny okres w historii narodu, kiedy przeświadczenie o tożsamości suwerena pozwala osiągnąć´ porozumienie co do treści i formy ustroju