O kłopotach związanych z omyłkowym przekazaniem pieniędzy na zły rachunek bankowy mówi się od kilkunastu miesięcy na kilku płaszczyznach. Prezydent Andrzej Duda złożył nawet do laski marszałkowskiej projekt ustawy, która ma uprościć procedurę odzyskiwania środków, gdy nie wiadomo, na czyje konto zostały przekazane.

Okazuje się jednak, że problemy są także wówczas, gdy doskonale wiadomo, kto otrzymał pieniądze. I tym kimś jest skarbówka lub Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Finanse w sieci

Finanse w sieci

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Bez zwolnienia blokady

Posłowie coraz częściej składają do ministerstw finansów i sprawiedliwości interpelacje w tej sprawie. Historia często wygląda tak, że firma prowadzi działalność i za swe towary lub usługi pobiera płatność na rachunek bankowy. Gdy jednak wpada w tarapaty finansowe, rachunek zostaje zajęty przez komornika. Wówczas przedsiębiorca zakłada nową firmę wydmuszkę wraz z nowym rachunkiem. Problem pojawia się, gdy kontrahenci z przyzwyczajenia przekażą pieniądze na stary rachunek, zajęty przez komornika. Środki trafiają najczęściej do fiskusa lub ZUS, a nabywca musi jeszcze raz zapłacić. Bądź co bądź to on przekazał pieniądze na zły adres. A takich przypadków są w skali miesiąca setki.

– Pieniądze są blokowane przez urzędy skarbowe na poczet długów całkiem obcej osoby. Często wyjaśnienia trwają wiele miesięcy, a obywatel ma obowiązek uregulowania zobowiązania powtórnie. Taka praktyka zatrzymywania pieniędzy doprowadza bardzo często do utraty płynności finansowej – zwraca uwagę poseł Rajmund Miller (PO).

Ministerstwo Finansów przypomina, że nieuważny kontrahent ma możliwość odzyskania pieniędzy. Zgodnie z art. 38 par. 1 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1201 ze zm.) kto, nie będąc zobowiązanym, rości sobie prawa do rzeczy lub prawa majątkowego, z którego prowadzi się egzekucję, może wystąpić do organu egzekucyjnego z żądaniem ich wyłączenia. Musi jedynie spełnić dwa warunki: przedstawić dowody na poparcie swego żądania (to w przypadku przelania pieniędzy na błędny rachunek powinno być łatwe) oraz dochować czternastodniowego terminu płynącego od dnia uzyskania wiadomości o czynności egzekucyjnej.

Sęk w tym, że choć podjęcie działania przez nieuważną przy przelewie osobę może doprowadzić do zwrotu jej środków, to zanim to się stanie, najczęściej mija kilka, a niekiedy nawet kilkanaście miesięcy.

Częściowa ulga

Resort finansów rozważa wprowadzenie zmian, choć nie jest jeszcze przekonany co do ich kształtu. Najprościej byłoby wskazać termin na zwrot środków przez organ, który je otrzymał. Musiałby to bezwzględnie uczynić np. w ciągu 30 dni od dowiedzenia się, że pieniądze nie należały do dłużnika, lecz do osoby trzeciej. Urzędnicy zdają sobie co prawda sprawę z tego, że to tylko połowiczne rozwiązanie problemu. Inne jednak – prowadzące do niezajmowania środków w ogóle, co pojawia się w zgłaszanych przez posłów postulatach – może być nierealne.

„Organ egzekucyjny, zajmując wierzytelność z rachunku bankowego, nie posiada wiedzy o pochodzeniu zajętych i przekazanych przez bank kwot. Ponadto nie ma możliwości sprawdzenia, czy przekazywane organowi egzekucyjnemu przez bank kwoty zostały wpłacone na rachunek bankowy przez zobowiązanego, czy też inną osobę niebędącą zobowiązanym” – wskazuje w stanowisku resortu finansów wiceminister Paweł Cybulski.

– Trudno wyobrazić sobie dobrą regulację, która chroniłaby – powiedzmy to sobie szczerze – nierozgarniętych kontrahentów. Jeśli omyłkowo przelane środki miałyby być chronione przed egzekucją, to należałoby wydłużyć termin realizacji zajęcia przez bank – podkreśla Marek Krześnicki, prawnik z redakcji Bezprawnik.pl. A to z kolei oznacza dłuższy czas trwania postępowania dla wszystkich dłużników.

– Wprowadzenie domniemania wadliwości środków znajdujących się na zajętym rachunku bankowym byłoby więc fatalnym pomysłem – przekonuje Marek Krześnicki.

Sytuacja osób, których pieniądze przejął fiskus, jest jednak i tak lepsza niż tych, które dokonują przelewów na rachunki nieznanych sobie osób. Jeśli adresat przelewu nie chce oddać pieniędzy, ich odzyskanie obecnie bywa niemożliwe. To dlatego, że aby kogoś pozwać o bezpodstawne wzbogacenie, wpierw trzeba wiedzieć kogo. Banki zaś są zobowiązane do zachowania tajemnicy bankowej. Zmienić sytuację postanowił prezydent. Projekt jego ustawy czeka na rozpatrzenie przez Sejm. Przewiduje możliwość poznania danych adresata przelewu przy jednoczesnym poszanowaniu jego prawa do prywatności.