statystyki

Konstytucyjny miszmasz w wykładni

autor: Kamil Stępniak24.10.2017, 08:27; Aktualizacja: 24.10.2017, 11:01
Dla prawnika jest jasne, że normy wyprowadzane z tych samych przepisów mogą się różnić.

Dla prawnika jest jasne, że normy wyprowadzane z tych samych przepisów mogą się różnić.źródło: ShutterStock

Ustawa zasadnicza z 1997 roku czyni zadość wymogom najbardziej nowoczesnych aktów ustrojowych w Europie. Bez dobrej woli i wiedzy, a przede wszystkim bez zachowania kultury prawnej, da się ten akt całkowicie zdezawuować

Reklama


Ogólnikowość przepisów konstytucji oraz ich syntetyczne ujęcie sprawiają, że wiele podmiotów bezpośrednio powołujących się na ustawę zasadniczą ma problem z wyinterpretowaniem z jej przepisów konkretnych norm. Klasyczne reguły wykładni – stosowane przy interpretacji ustaw zwykłych – okazują się czasem niewystarczające dla konkretyzacji przepisów konstytucji. I choć słychać takie (populistyczne) głosy, nie możemy dać sobie wmówić, że jest to wyłącznie wada polskiego systemu i Konstytucji RP z 1997 roku.

Polska ustawa zasadnicza ma swoje liczne ułomności. Wiele przepisów wymagało doprecyzowania w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W demokratycznym państwie prawa oczywista wydaje się możliwość dokonywania kontroli konstytucyjności aktów prawnych (czy to rozproszonej, czy scentralizowanej). Niestety od kiedy TK został politycznie zawłaszczony, trudno szukać instytucji, która podjęłaby się niezależnej analizy przepisów, nie realizując jednocześnie czyjegoś interesu.

Nierówne strony sporu

Dla prawnika jest jasne, że normy wyprowadzane z tych samych przepisów mogą się różnić. To od zastosowanej wykładni i interpretacji prawniczej zależeć będzie, jakie uprawnienia i obowiązki wyinterpretujemy z danego przepisu. O ile w sądzie – czyli w przypadku równości stron – możemy przekonywać orzekających o swoich racjach interpretacyjnych, o tyle wobec wykładni przepisów konstytucyjnych stajemy przed poważnym problemem. Najczęściej bowiem to organy państwa podejmują się ich wykładni. Co za tym idzie, nie możemy mówić o równości podmiotów, które wywodzą swoje przywileje prawne z normatywu. Mamy tu do czynienia ze zderzeniem potężnej machiny państwowo-administracyjnej z jednostką, która ma ograniczone zasoby. Sytuacja staje się patologiczna wtedy, gdy organ jest sędzią we własnej sprawie. Innymi słowy sam dokonuje wykładni i ma pewność, że żaden inny organ (lub sąd) nie będzie w stanie zakwestionować takiego działania.


Pozostało jeszcze 89% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama