O Policach zrobiło się głośno. W sprawie karnej, dotyczącej niegospodarności w tamtejszych zakładach chemicznych, kolejne sądy – najpierw rejonowy, a potem okręgowy, odmówiły zastosowania aresztu tymczasowego względem kilku menedżerów, w stosunku do których prokuratura zgłosiła takie właśnie wnioski. To stanowisko poddał (w czerwcu br.) krytyce minister sprawiedliwości (będący wszak zarazem prokuratorem generalnym), zarzucając sądom, że „nie zrozumiały istoty przestępstwa”, bowiem „prokuratura w sposób zasadny złożyła wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanych”, a „niestety rzeczą bardzo zasmucającą, a z punktu widzenia prokuratorów i funkcjonariuszy CBA – którzy wykonali bardzo ciężką pracę – kompletnie niezrozumiałą i szokującą była decyzja sądu rejonowego, który odmówił w tych warunkach zastosowania tymczasowego aresztowania, czym może istotnie przyczynić się do utrudnienia prowadzenia tego śledztwa”.

Po upływie dwóch miesięcy, w końcu sierpnia, Prokuratura Regionalna w Szczecinie zażądała sprawdzenia, czy nie zostały przekroczone uprawnienia przez sędziów odpowiedzialnych za wyznaczenie składów sędziowskich orzekających w sprawach aresztowych. Wątpliwości prokuratury budziło, czy wyznaczanie sędziego do orzekania o areszcie nie naruszało zasad wyznaczania składu przewidzianych w kodeksie postępowania karnego.

Ewentualne potwierdzenie podejrzenia otworzyłoby drogę do odpowiedzialności karnej sędziów funkcyjnych, decydujących o przydziale sprawy konkretnym sędziom.

Precedensowość i obcesowość sprawy wzbudziła duże poruszenie środowisk prawniczych. Perspektywa postępowania karnego wobec sędziów działających w ramach czynności urzędowych, gdy te czynności obracają się przeciw prokuraturze, to coś znacznie więcej niż groźba czy nawet wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, z jakimi już mieliśmy do czynienia w wypadku niekorzystnych dla prokuratury rozstrzygnięć sądów czy decyzji wpadkowych sędziego.

Niebezpodstawnie podnoszono, że:

● stawia to prokuraturę w szczególnej sytuacji jako uczestnika postępowania;

● że może to też budzić zastrzeżenia z punktu widzenia równości broni jako wyznacznika standardu uczciwego prawa do sądu, jakie służy jednostce;

● sprawa pojawiła się w momencie, gdy rozpoczął bieg 6-miesięczny, nadzwyczajny termin wyznaczony przez znowelizowaną ustawę o sądach powszechnych. W tym czasie minister sprawiedliwości może wymieniać, bez podawania przyczyn, sędziów funkcyjnych we wszystkich sądach. To zostało odczytane jako próba wywarcia efektu mrożącego na sądach. Wskazanie im, jakie zachowania są oczekiwane, a jakie mogą się spotkać z sankcjami „góry”.

Wprawdzie minister sprawiedliwości pospieszył z zapewnieniem, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. „Nie podejmowałem żadnych decyzji w sprawie wszczęcia postępowania co do sędziów, którzy dopuścili się ewentualnie nieprawidłowości w związku z wyznaczaniem wokand sądowych, aresztowych w sprawie podejrzanych w Policach” – stwierdził.

Z pewnością w pełni podzielić można pogląd ministra – prokuratora generalnego, iż „Wyznaczanie składu sądzącego do rozpoznania każdej sprawy powinno odbywać się transparentnie, jawnie i zgodnie z przepisami”. I nawet pewno odpowiada prawdzie informacja (podana na konferencji prasowej 23 sierpnia 2017 r.), że „postępowanie zostało zainicjowane przez prokuratorów prowadzących je na miejscu”. Tyle że przecież skoro dwa miesiące wcześniej ten sam minister sprawiedliwości – prokurator generalny także publicznie oświadczył, że „kompletnie niezrozumiałą i szokującą była decyzja sądu rejonowego, który odmówił w tych warunkach zastosowania tymczasowego aresztowania”, to przecież upubliczniono tym samym, jakie zachowania prokuratury są zwierzchnikowi miłe, a jakie nie.

Odgadywanie życzeń zwierzchników wymaga przewidywania skutków i ważenia ryzyka. Jest to sytuacja bardzo dla zwierzchnika dogodna, a dla odgadującego jego życzenia podwładnego – trudna. Wymaga inicjatywy i inwencyjności. Znane to i z historii, i z literatury. U Schillera królowa Elżbieta, życząc sobie skazania kuzynki i przeciwniczki politycznej Marii Stuart, chce, aby można było w razie czego zrzucić winę za podpis na wyroku na nadgorliwych podwładnych, niepostrzeżenie podsuwających papier do podpisu. Do tej pory pamiętam subtelną grę szantażu, pozorów i usłużności, pod dosłownością dialogu między Haliną Mikołajską i Janem Kreczmarem w spektaklu w Warszawie.

Dlatego uważam za wysoce prawdopodobne, że rzeczywiście nikt nie kazał prokuraturze sprawdzać, czy składy sędziowskie nie były specjalnie dobrane tak, aby postanowienie aresztowe zapadło nie po myśli prokuratury. Tu jednak widzę spore niebezpieczeństwo dla samej prokuratury: ten nowatorski sposób wykorzystania art. 231 k.k. może przecież być wykorzystany także przeciw jej własnym decyzjom lub przychylnym dla niej decyzjom procesowym sądów. Prawo i jego aplikacja ma wiele wspólnego z teatrem i operą. Natomiast powinno unikać filiacji z farsą czy cyrkiem.

Sprawa dotyczy Polic. Inwencyjność pomysłu wykorzystania art. 231 k.k. do szermierki sądowej przypomniała mi inny wypadek, równej inwencyjności, także związanej geograficznie z tą miejscowością.

Otóż gdy byłam rzecznikiem praw obywatelskich, trafiła mi się sprawa dotycząca tej właśnie miejscowości. W owych czasach problemem było wykorzystanie, w ramach postępowania wykroczeniowego, przepisu ówczesnego art. 52a par. 3 kodeksu wykroczeń. Przepis ten przy wykroczeniu polegającym na sporządzaniu, wydawaniu, przewożeniu lub rozpowszechnianiu utworów i innych informacji za pomocą druku lub innych form służących do ich utrwalania, otwierał drogę do fakultatywnego przepadku przedmiotów służących lub przeznaczonych do popełnienia tego wykroczenia. Regulacja służyła do karania osób, które uczestniczyły w dystrybucji druków bezdebitowych (nieocenzurowanych – wtedy istniała cenzura prewencyjna). Wobec tych osób orzekano przepadek samochodu, który służył do przewożenia tych druków. Co gorzej, w 1988 r. zamierzano (nie pamiętam już, czy była to inicjatywa miejscowej prokuratury, czy innych władz w Policach) praktykę tego przepadku rozszerzyć na przepadek mieszkań (domów), gdzie drukowano i przechowywano ulotki. Interpretacja rozszerzająca: nie tylko przepadek instrumentów wykroczenia, ale i  miejsca, władztwo nad którym to wykroczenie umożliwiało. O zamiarze tym jako rzecznik praw obywatelskich dowiedziałam się z publikacji w tzw. Biuletynie Specjalnym, tj. gazecie o ograniczonej dystrybucji. Tę rozszerzająca praktykę przepadku zamierzano zastosować wobec mieszkańca Polic, który był zaangażowany w działalność opozycyjną i drukował w swoim domu ulotki.

W konsekwencji skierowałam do prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości wystąpienie (RPO/Ł/36/88 z maja 1988 r.), z obszerną – także konstytucyjną, a jakże – argumentacją, kwestionującą tego rodzaju nowatorską, rozszerzającą wykładnię art. 52a par. 3 k.w. Faktem jest, że na skutek nagłośnienia sprawy (była też stosowna interwencja u ministra spraw wewnętrznych) zrezygnowano z próby zastosowania przepisu wobec konkretnego obywatela. Niestety, zarówno prokurator generalny, jak i minister sprawiedliwości odrzucili pogląd RPO o niedopuszczalności co do zasady takiego przepadku domu. Co gorzej, uznali za dozwoloną rozszerzającą wykładnię tego wyjątkowego przepisu kodeksu wykroczeń, określającego karę dodatkową. To spowodowało kolejne wystąpienia RPO, z lutego 1989 r. A potem zmieniły się koniunktury polityczne.

Morał: wynalazki prawne, zwłaszcza gdy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom politycznej władzy, mają długie życie.

Myślę, że będziemy jeszcze śledzili karierę art. 231 k.k. jako podstawy układania stosunków między prokuraturą i sądami. I obym się myliła.

Jakby kogo interesował historyczny kazus i taktyka jego załatwiania, to jest o tym w Biuletynie RPO, Materiały, nr 3/1989.

Wynalazki prawne, zwłaszcza gdy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom politycznej władzy, mają długie życie

Perspektywa postępowania karnego wobec sędziów w związku z ich czynnościami urzędowymi, które obracają się przeciw prokuraturze, to coś znacznie więcej niż dotychczasowe przypadki gróźb czy nawet wszczęcie postępowania dyscyplinarnego