Pomysł ten pojawił się podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, która pracowała nad rządowym projektem zmian w ustawie o KRS. Autorem propozycji był poseł Robert Kropiwnicki (PO). I choć jego poprawka, mająca na celu wprowadzenie takiego przepisu do projektu, przepadła w głosowaniu, to przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości przyznali, że również ich zdaniem istnieje możliwość poszerzenia katalogu podmiotów upoważnionych do zgłaszania kandydatów na członków KRS. Jak stwierdził wiceminister Warchoł, propozycja posła Kropiwnickiego miała jednak tę słabość, że nie uwzględniała wyposażenia w to uprawnienie innych gremiów prawniczych, takich jak np. Naczelna Rada Adwokacka czy Krajowa Rada Radców Prawnych.

Poseł Kropiwnicki zauważył natomiast, że aby poszerzenie katalogu podmiotów mogących zgłaszać marszałkowi Sejmu swoich kandydatów na członków rady miało w ogóle sens, należy z niego wyłączyć posłów i Prezydium Sejmu. – Obawiam się, że pozostawienie grupie 50 posłów i Prezydium Sejmu prawa do zgłaszania kandydatów stanowiłoby furtkę, dzięki której do rady byliby wybierani tylko ci sędziowie, którzy zyskaliby poparcie partii mającej większość w parlamencie – podkreślił Robert Kropiwnicki.

Dokonanie w tym zakresie zmian w projekcie byłoby spełnieniem części postulatów zgłaszanych od początku przez środowisko sędziowskie. O tym, że prawo zgłoszeń kandydatur do rady powinno przysługiwać takim podmiotom, jak NRA czy też grupy obywateli, mówiło m.in. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Przygotowało ono nawet projekt zmian w ustawie o KRS, w którym znalazła się taka propozycja. Pod obrady Sejmu zgłosili go jako własny posłowie opozycji, jednak został on odrzucony już w pierwszym czytaniu. Wczoraj rozwiązania z niego zaczerpnięte w formie poprawek do rządowego projektu forsował Borys Budka. Bez sukcesu.

Sporo emocji wywołała też kwestia dotycząca kadencji członków KRS. Spierano się o to, czy mają one charakter indywidualny, czy też chodzi o kadencję organu. Twórcy projektu wychodzą z założenia, że konstytucja mówi o kadencji całej rady. Dlatego też przewodniczący komisji Stanisław Piotrowicz zaproponował poprawkę, zgodnie z którą w wypadku wygaśnięcia mandatu członka rady przed upływem okresu, na jaki został on wybrany (np. z powodu śmierci czy zrzeczenia się mandatu), nowy członek będzie wybierany na czas pozostały do zakończenia kadencji poprzednika. Poprawka została przyjęta przez komisję, mimo że wywołała spore kontrowersje.

Wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją wyraził m.in. Dariusz Zawistowski, przewodniczący KRS. Jak bowiem zauważył, ustawa zasadnicza mówi jasno, że kadencja członka rady trwa cztery lata i ustawodawca zwykły nie może tego okresu skracać.

Z tym twierdzeniem nie zgadzał się m.in. wiceminister Warchoł, podkreślając, że konstytucja wcale tej kwestii nie przesądza, a przekonanie o tym, że chodzi o kadencje indywidualne członków rady, to wynik przedstawienia w 2002 r. przez KRS stanowiska, w którym właśnie taka interpretacja konstytucji się pojawiła. Z kolei Stanisław Piotrowicz przypomniał, że tam, gdzie ustrojodawca chciał, aby kadencje były indywidualne, napisał to wprost. – Tak jest np. w przypadku sędziów Trybunału Konstytucyjnego – zauważył.

Podczas posiedzenia komisji wskazywano też na skutki, jakie może wywołać przekazanie politykom kompetencji do wyboru członków KRS. Waldemar Żurek, rzecznik prasowy KRS, ostrzegał, że może się to skończyć koniecznością płacenia przez Polskę – na skutek wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – odszkodowań obywatelom. Ci bowiem mogą kwestionować, że sędziowie, którzy rozpatrywali ich sprawy i którzy zostali wyłonieni do pełnienia urzędu już przez tę nową, „upolitycznioną” radę, nie byli uprawnieni do wydawania wyroków. Z tego samego powodu, zdaniem sędziego Żurka, może być problem z uznawaniem orzeczeń polskich sądów przez sądy innych krajów UE.

Etap legislacyjny

Projekt w Sejmie