Na początku miesiąca specjalna komórka w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie zajmująca się tropieniem błędów medycznych odtrąbiła pierwszy poważny sukces. Śledczy skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko chirurgowi, którego pacjent zmarł po operacji usunięcia żylaków. Lekarz nie przepisał choremu koniecznych przy takich zabiegach środków przeciwzakrzepowych, a następnie sfałszował dokumentację medyczną, aby zatuszować uchybienia. W efekcie usłyszał zarzuty spowodowania śmierci pacjenta oraz poświadczenia nieprawdy.

Sprawy takie jak ta, często wymagające od prokuratorów specjalistycznej wiedzy medycznej i najwyższej staranności, były dla Prokuratury Krajowej kluczowym argumentem za tym, żeby nie zajmowali się nimi śledczy z rejonów, z założenia niewystarczająco doświadczeni. Przytaczano statystyki z 2015 r., z których wynikało, że tylko w przypadku 4 proc. zakończonych postępowań o błędy lekarskie do sądu trafił akt oskarżenia lub wniosek o skazanie bez rozprawy. Prokuratura Krajowa, powołując się na własną analizę, przekonywała też, że 60 proc. takich spraw umarzano bezzasadnie. A stwierdzone nieprawidłowości – tłumaczyło kierownictwo prokuratury – polegały m.in. na brakach w materiale dowodowym czy przyjmowaniu błędnych kwalifikacji prawnych.

Nowe zasady

Wszystko to miał naprawić obowiązujący od 15 kwietnia zeszłego roku nowy regulamin wewnętrzny prokuratury, który zmienił zasady prowadzenia spraw karnych o błędy lekarskie. Te najpoważniejsze, ze skutkiem śmiertelnym, miały być przejmowane przez prokuratury regionalne. W niektórych (m.in. w Warszawie, Katowicach i Krakowie) stworzono do tego celu specjalne działy, w innych oddelegowano do ich nadzorowania specjalnych koordynatorów. Do jednostek okręgowych miały z kolei trafiać sprawy związane z ciężkim uszkodzeniem ciała.

Czy dzięki tym zmianom do sądów zaczęły lawinowo płynąć akty oskarżenia przeciwko lekarzom, którzy przyłożyli rękę do śmierci chorego? Nie. Jak wynika z danych zebranych przez DGP w prokuraturach regionalnych, od maja, kiedy zaczęły w nich funkcjonować komórki zajmujące się zgonami pacjentów, do sądów trafiły zaledwie cztery akty oskarżenia w sprawach o błędy medyczne (wszystkie zainicjowano jeszcze wtedy, gdy istniała Prokuratura Generalna), a ponad 40 osób jak dotąd usłyszało zarzuty. Łącznie w tych jednostkach toczy się dziś 389 postępowań o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź nieumyślne spowodowanie śmierci. Sporadycznie regiony przejmują też przypadki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej czy uszkodzenia ciała dziecka poczętego. Ale jak na ok. 3,5 tys. postępowań o błędy lekarskie, jakie toczą się w kraju, liczba spraw przejętych przez regiony nie wydaje się zbyt wysoka. Zresztą, jak mówią DGP śledczy rejonowi, prokuratury regionalne nadal niechętnie biorą od nich najpoważniejsze przestępstwa – w tym sprawy medyczne – jak wymaga tego regulamin.

Czy zatem tworzenie odrębnych komórek ds. zgonów pacjentów miało w ogóle sens? Co prawda nie minął jeszcze rok od ich funkcjonowania, ale Prokuratura Krajowa jest przekonana, że tak. – Była to decyzja słuszna i przynosi pierwsze efekty – przekonuje Maciej Kujawski z PK. I dodaje, że kierownictwo kończy właśnie analizować zbiorcze dane z regionów i okręgów dotyczące spraw o błędy medyczne. – Już teraz można powiedzieć, że zdecydowanie wzrosła liczba takich postępowań. To samo dotyczy poziomu merytorycznego – twierdzi prokurator Kujawski.

Względy populistyczne

Mimo tych zapewnień na razie trudno wyciągnąć wniosek, że udało się usprawnić ściganie lekarzy, którzy dopuścili się poważnych uchybień zawodowych. Po pierwsze, PK nie dysponuje nawet statystykami z poprzednich lat, z którymi można by porównać najświeższe dane. Na jakiej podstawie akurat przypadki śmiertelne zdecydowano się przenieść na najwyższe szczeble? Jak prywatnie przyznają prokuratorzy, niekoniecznie chodziło o kwestie merytoryczne. W każdym postępowaniu o przestępstwa lekarzy taktyka śledcza jest przecież w zasadzie identyczna. – Do ostatniej zmiany regulaminu sprawy o błędy robiono w rejonach i byli tam już wyspecjalizowani w nich prokuratorzy – mówi anonimowo prokurator okręgowy. I podkreśla, że administracyjne przeniesienie tych spraw wyżej wcale nie gwarantuje, że zajmą się nimi lepiej przygotowane osoby. Świadczy o tym zresztą to, że wraz z postępowaniami do prokuratur okręgowych i regionalnych często przechodzą śledczy rejonowi, żeby dalej się nimi zajmować.

Chyba najlepszym dowodem, że utworzenie komórek ds. błędów medycznych było podyktowane względami populistycznymi, były instrukcje z PK, które w czerwcu ubiegłego roku trafiły na biurka prokuratorów regionalnych i okręgowych. Zgodnie z nimi regiony miały się zajmować zgonami dzieci i osób młodych oraz przypadkami z potencjałem medialnym. – Profesjonalizm pełną gębą – ironizuje śledczy.

Kłopoty z opiniowaniem

Tymczasem przeszkody, które do tej pory utrudniały oskarżanie lekarzy, nie zniknęły.

Błędy medyczne ze skutkiem śmiertelnym

Błędy medyczne ze skutkiem śmiertelnym

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Podstawowy problem w sprawach o błędy medyczne wiąże się znalezieniem ośrodka badawczego, który zapewni opiniowanie. Często konieczne jest zwracanie się do kilku takich placówek. Obecna aura wokół biegłych dodatkowo utrudnia to zadanie – podkreśla Krzysztof Parchimowicz, szef krytycznego wobec kierownictwa prokuratury stowarzyszenia Lex Super Omnia.

Te trudności zwykle wiążą się z kosztami ekspertyz, przekraczającymi finansowe możliwości prokuratury.

– Jakiś czas temu przedłużałem śledztwo w sprawie, w której prokurator referent dzwonił do 10 ośrodków opiniujących. Zgodził się jeden – twierdzi Jacek Skała ze Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, obecnie na delegacji w PK.