Automatyczne powtarzanie wyborów, jeśli liczba głosów nieważnych przekroczyłaby 5 proc., zwiększenie uprawnień dla mężów zaufania oraz reforma organów wyborczych. Takie m.in. zmiany kodeksu wyborczego postuluje prawicowy Ruch Kontroli Wyborów. Pisma w tej sprawie trafiły właśnie do Kancelarii Prezydenta i premiera, marszałków Sejmu i Senatu, prezesa PiS oraz przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PiS. Wszystko wskazuje na to, że część z nich zostanie uwzględniona w nowelizacji ordynacji, nad którą pracuje Grzegorz Schreiber, sekretarz stanu w KPRM ds. parlamentarnych.

Zmienić kodeks

Obecnie zasady wybierania radnych, posłów, senatorów, posłów do Parlamentu Europejskiego i prezydenta określa kompleksowo ustawa z 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (nr 11, poz. 113 ze zm.). Rząd ma jeszcze trochę czasu na to, aby wprowadzić stosowne zmiany w przepisach dotyczących wyborów. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego te powinny obowiązywać co najmniej pół roku przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi, które odbędą się jesienią 2018 r. Z naszych informacji wynika, że PiS rozważa m.in. możliwość tworzenia zwykłych komitetów lokalnych. Przy czym parlamentarzyści PiS nie ukrywają, że z chęcią by skorzystali z propozycji przedstawionych przez Ruch Kontroli Wyborów.

– Są one dla nas bardzo cenne i z pewnością weźmiemy je pod uwagę. Zmiany w kodeksie wyborczym są bowiem niezbędne – zapewnia DGP Jacek Sasin, poseł PiS i były wojewoda mazowiecki. – SKW odegrała ogromną rolę w ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Dzięki niej nie doszło do wypaczenia wyników – tłumaczy.

– Mamy nadzieję, że ekipa rządząca weźmie nasze propozycje pod uwagę przy konstruowaniu nowego kodeksu wyborczego. To jest na razie trzon zmian, ale będziemy pracować również nad szczegółami. Bez tych propozycji przy następnych wyborach samorządowych może dojść do kolejnych nieprawidłowości – wyjaśnia DGP Jan Rzepa, członek założyciel stowarzyszenia RKW.

Zdaniem posłanki Nowoczesnej Marty Golbik, która jest autorką projektu zmian w ordynacji, zakładającego m.in. ciszę wyborczą, inicjatywa Ruchu Kontroli Wyborów jest przemyślaną z góry strategią działania obozu rządzącego. – PiS za pomocą Ruchu Kontroli Wyborów, który sympatyzuje z tą partią, chce mieć czyste pole i argumenty, aby zmienić prawo wyborcze – dodaje.

Wtóruje jej także Mariusz Witczak, poseł PO (autor nowelizacji kodeksu wyborczego, która wprowadza przezroczyste urny od następnych wyborów samorządowych). – Nie ma tu mowy o żadnej spontanicznej inicjatywie, bo to organizacja prawicowa. Nie mamy wątpliwości, że Jarosław Kaczyński zastanawia się, jak przedłużyć rządy swojej partii. Ale jeśli to zrobi, opór społeczny będzie bardzo silny, bo Polacy nie zgodzą się na grzebanie w ordynacji wyborczej pod konkretną partię – ostrzega Witczak.

To, że PiS chce zmieniać kodeks wyborczy, nie zaskakuje ekspertów.

– Zmiany prawa wyborczego są wpisane w naturę partii rządzących. Wszystkie ugrupowania dążą do zmiany ordynacji i jest to naturalne działanie wynikające z logiki rywalizacji politycznej. – Obecna ekipa nie ukrywała, że nie podobają jej się obecne uregulowania, a traumą były dla niej ostatnie wybory samorządowe – tłumaczy prof. Jarosław Szymanek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Przy czym osobiście jestem sceptyczny, aby wykluczać obywatelskie komitety z wyborów samorządowych. Tym bardziej, że obecnie spotykamy się z zarzutem nadmiernego upartyjnienia polityki. Pozapartyjne komitety są poza rywalizacją o parlament i dlatego jedyną szansą jest dla nich samorząd – dodaje.

5 proc. do ciągłości

Ewentualne wykluczenie z wyborów samorządowych komitetów obywatelskich niepokoi także opozycję. Choć w znacznie mniejszym stopniu niż propozycja RKW, który przewiduje powtarzanie wyborów w razie wystąpienia 5 proc. głosów nieważnych lub istotnej liczby naruszeń procedur wyborczych. – Jeśli sondaże będą nie po myśli rządzących, ci mogą poinformować swoich wyborców, by masowo oddawali głosy nieważne i tym sposobem będą przedłużać swoje rządy o kolejne miesiące, o ile nie lata – stwierdza Mariusz Witczak.

Taki scenariusz niepokoi także naukowców, choć dodają, że wentyl bezpieczeństwa polegający na unieważnieniu wyborów mógłby w nadzwyczajnych sytuacjach być przydatny.

– Jeśli okazałoby się, że np. nieważne głosy są efektem błędnego oprzyrządowania wyborów, np. błędnymi instrukcjami lub kartami do głosowania. To rozwiązanie ratowałoby system. Niemniej jednak wybory powinny być tak przemyślane, aby nie stwarzały ryzyka nieważności – stwierdza prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Należy zauważyć, że głosy nieważne są często świadomą wolą wyborców. I dlatego proponowany 5-proc. próg nie powinien prowadzić do powtórzenia wyborów. Jest to indywidualne prawo głosujących i nie powinno zmuszać, aby z tego powodu inni obywatele ponownie brali udział w wyborach. Nie wspomnę już o kosztach i niebezpieczeństwie nadużyć – argumentuje prof. Piotrowski.

Zaniepokojenia opozycji i naukowców nie rozumie Jacek Sasin. Jego zdaniem inicjatywa RKW jest warta rozważenia. – Choćby dlatego, że pozwoliłaby uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce w 2014 r., gdy PSL zdobył głosy dzięki temu, że oddano wiele nieważnych mandatów – mówi.

Sędziowie się nie sprawdzili

Niewykluczone, że PiS będzie chciał skorzystać także z innego pomysłu RKW, który żąda zreformowania Państwowej Komisji Wyborczej i utworzenia przy niej Krajowego Biura Wyborczego.

– Proszę pamiętać, że PKW jest takim trybunałem konstytucyjnym dla procedury wyborczej. Zresztą w jego skład wchodzą sędziowie. PiS chce dokonać kolejnego zamachu na niezależną instytucję państwową – stwierdza Mariusz Witczak.

Tymczasem zdaniem konstytucjonalistów PKW wymaga częściowej reformy.

– Wydawało się, że obsadzenie tej instytucji apolitycznymi sędziami jest dobrym rozwiązaniem. Po 25 latach jednak ten model się nie sprawdza. Organ ten nie powinien się skupiać na skrupulatnym rozstrzyganiu wątpliwości prawnych. Tam powinni zasiadać eksperci znający się także na procedurze wyborczej, np. socjologowie, politolodzy, a także specjaliści od technik teleinformacyjnych – mówi prof. Jarosław Szymanek. – Dlatego trzeba się zastanowić nad uspołecznieniem PKW i włączeniem tam przedstawicieli z poszczególnych partii politycznych – dodaj.