Przed świętami pisaliśmy o tym, że część sędziów zapowiada, iż będzie w swojej pracy ignorować wyroki TK, jeżeli w ich wydawaniu będą brali udział członkowie trybunału o niejasnym statusie. A co to oznacza dla zwykłego Kowalskiego? W niektórych sprawach może mu to być na rękę, w innych – przeciwnie. Jedno natomiast jest pewne – już niedługo, idąc do sądu, trzeba będzie się uzbroić w jeszcze większą cierpliwość niż dotychczas. Przeciwnicy procesowi (jeżeli sądy rzeczywiście będą ignorować wyroki nowego TK i same oceniać konstytucyjność norm), zapewne będą wykorzystywać ten fakt do podważania niekorzystnych dla siebie wyroków. Na prawomocne orzeczenia trzeba będzie czekać dłużej.

Galimatias prawny, jaki z pewnością już niedługo stanie się udziałem tych, którzy staną przed obliczem Temidy, można zobrazować na przykładzie zakwestionowanych przez rzecznika praw obywatelskich przepisów pozwalających fiskusowi wnosić do sądów skargi pauliańskie. Adam Bodnar złożył w TK wniosek w tej sprawie, gdyż stwierdził, że organy podatkowe nie powinny chodzić do sądów powszechnych z żądaniem uznania za bezskuteczne transakcji zawieranych przez podatników.

Przyjmijmy teoretycznie, że TK nie podziela wątpliwości RPO. I robi to w składzie, który może budzić zastrzeżenia. Innymi słowy – w wydaniu tego orzeczenia bierze udział trzech sędziów, którzy – zgodnie z orzecznictwem – zostali wybrani do trybunału wbrew konstytucji. Organy podatkowe nadal składają więc do sądów pozwy o uznanie pewnych czynności za bezskuteczne. Jedna z takich spraw trafia do „niepokornego” sędziego. Ten stwierdza, że nie uznaje wyroku TK, gdyż w jego wydaniu brała udział osoba, której status budzi wątpliwości. Sam sięga więc do konstytucji (pozwala mu na to jej art. 178) i ocenia przepis pozwalający organom podatkowym składać skargi pauliańskie. Z analizy wychodzi mu, że przepisu tego nie da się pogodzić z pewnymi konstytucyjnymi zasadami (np. zasadą zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa). I z tego powodu odrzuca pozew fiskusa.

Nietrudno zgadnąć, co się dzieje dalej. Organ podatkowy skarży postanowienie sądu. I tutaj sytuacja albo się powtarza, albo sąd rozpoznający zażalenie uchyla postanowienie i przekazuje sprawę do dalszego prowadzenia. Zostaje wydany wyrok, w którym dana czynność zostaje uznana za bezskuteczną (np. darowizna, jaką strona pozwana otrzymała od dłużnika fiskusa). Przegrana strona skarży to orzeczenie do II instancji, wykorzystując fakt, iż sąd już na początku wyraził wątpliwości co do tego, czy fiskus w ogóle miał prawo składać pozew. Sąd odwoławczy staje po stronie skarżącego i organ podatkowy przegrywa. Składa więc skargę kasację, ta jednak również nie odnosi skutku.

Ale może być też tak, że zupełnie inny sąd w innej sprawie nie będzie miał żadnych wątpliwości co do uprawnień fiskusa. Uzna bowiem, że skoro TK nie dopatrzył się niekonstytucyjności, to żaden problem w sprawie nie występuje. Tutaj jednak skarżyć rozstrzygnięcie będzie zapewne pozwany.

– Zarówno poszanowanie niektórych orzeczeń TK, jak i ich kwestionowanie przez konkretne składy sędziowskie będzie stwarzało okazję do domagania się wzruszania zapadłych wyroków. Stronom przecież nie można zabronić korzystania z przysługujących im uprawnień – mówi dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Może się też zdarzyć, że sądy wcale nie będą na własną rękę dokonywać takiej, jak pokazana na przykładzie z fiskusem, zdekoncentrowanej kontroli konstytucyjności norm. I o rozwianie wątpliwości zwracać się będą do Sądu Najwyższego.

– Do tej pory istniała ugruntowana praktyka, zgodnie z którą, gdy pojawiały się wątpliwości co do konstytucyjności danej normy, sądy kierowały pytania prawne do TK. Zasady tej trzymał się również Sąd Najwyższy. Jednak w związku z tym, że w ostatnim roku doszło do rozmycia tożsamości konstytucyjnej trybunału, być może dojdzie w tej kwestii do przełomu. Trudno jednak przewidzieć, jak się zachowa SN. Sytuacja jest bowiem zupełnie nowa. Do tej pory nigdy nie mieliśmy do czynienia z wątpliwościami co do konstytucyjnego statusu członków TK – zauważa Piotrowski.