Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes UOKiK

Oznacza to, że sprawę będzie prowadził polski urząd w oparciu o polskie przepisy. Obecnie czekamy na złożenie wniosku przez przedsiębiorców zgodnie z naszymi procedurami. Kiedy takie zgłoszenie do nas wpłynie, będziemy – tak jak w każdej innej sprawie dotyczącej koncentracji – procedować w oparciu o ustawę o ochronie konkurencji i konsumentów. Postępowanie zakończy się wydaniem decyzji, która zostanie poprzedzona analizą rynku.

Czy to, że sprawa będzie się toczyła przed polskim urzędem, a nie przed Komisją Europejską, będzie wiązało się z jakimiś ułatwieniami dla uczestników koncentracji?

Standard oceny dopuszczalności koncentracji jest dokładnie taki sam. Przed wydaniem decyzji przeprowadzimy analizę rynku tak, jak we wszystkich innych sprawach, i tak samo rzetelnie, jak zrobiłaby to KE. Jedyne ułatwienie dla przedsiębiorców może polegać na tym, że polski organ antymonopolowy jest w Warszawie, a nie w Brukseli. Jednak o motywy przekazania sprawy do UOKiK należałoby pytać samych przedsiębiorców. Dla nas jest to wyraz zaufania do metod i skuteczności działań organu krajowego.

Dlaczego sprawą koncentracji dwóch przedsiębiorców działających na rynku polskim miała zajmować się KE?

Tak bowiem stanowią unijne przepisy. Wyznaczają one podział kompetencji pomiędzy KE a krajowymi organami antymonopolowymi. 

Jest on bardzo klarowny i opiera się m.in. na wartości obrotów osiąganych przez przedsiębiorców chcących się połączyć. Jeżeli ich wysokość przekroczy 2,5 miliarda euro na świecie i spełnione zostaną dodatkowe przesłanki, sprawa trafia do KE. I w sprawie, o której rozmawiamy, ten próg został przekroczony.

Ale w unijnym prawie są także przewidziane mechanizmy przekazywania postępowań koncentracyjnych pomiędzy KE a organami krajowymi. I to w obydwie strony. W omawianej sprawie do przekazania konieczna była zgoda wszystkich zainteresowanych, a więc przedsiębiorców dokonujących zgłoszenia, krajowego organu oraz KE. I taką zgodę wyrazili wszyscy.