Jak ocenia pan sytuację konsumenta usług telekomunikacyjnych obecnie?

Nie jest źle. Jeśli w obecnym stanie prawnym abonentom dzieje się krzywda, to głównie dlatego, że naruszane są istniejące przepisy. Nie ma jakichś poważnych luk w regulacjach konsumenckich.

Zmiany są konieczne głównie ze względu na wymogi unijne. Problemem jest to, że za dużo jest unormowań, które muszą znaleźć się w umowie abonenckiej i regulaminie świadczenia usług.

Objętość tych dokumentów stanowi barierę skutecznie odstraszającą konsumentów od lektury. W konsekwencji rzadko znają oni w pełni warunki umowy.

To, co rzeczywiście ważne i możliwe do zrozumienia przez konsumenta, można by zmieścić na jednej kartce zapisanej czcionką o wielkości pozwalającej na swobodne odczytanie.

Niestety, teraz wzorce umowne liczą albo po kilka stron, albo zapisane są czcionką trudną do odczytania bez lupy. Nowelizacja ustawy – Prawo telekomunikacyjne jeszcze zwiększy objętość umów i regulaminów.

Jakie są najważniejsze zmiany, które przewiduje nowelizacja?

Od początku największe kontrowersje budziła kwestia określania w umowie abonenckiej parametrów usługi dostępu do internetu. Początkowo proponowano minimalną gwarantowaną prędkość transferu danych. 

Z obecnej wersji projektu wynika zamiast obowiązek podawania kilku innych wskaźników, ale dotyczących tylko dostępu do internetu w sieciach stacjonarnych.

Z innych zmian projekt przewiduje przenoszenie numerów między sieciami w ciągu jednego dnia roboczego oraz rekompensaty na rzecz abonentów w przypadku opóźnień lub nadużyć przy takim przenoszeniu.

Kolejna kwestia to przesądzenie, że początkowy okres obowiązywania umowy nie może przekraczać 24 miesięcy.

Trzeba też będzie oferować użytkownikom możliwość podpisania umowy na okres nieprzekraczający 12 miesięcy.