Czy w polskich sądach jest coś, co można poprawić bez interwencji ustawowych?

Wsparcie wynikające ze zmian ustawowych jest potrzebne, ale lepsze zarządzanie sądami nie zawsze wymaga zmian ustawowych. Przykładem może być funkcja dyrektora administracyjno-finansowego w sądach, która nie powinna wynikać z ustawy, lecz ze zdrowego rozsądku i z chęci lepszego zarządzania finansami. Obecnie rola takiego dyrektora zależy od prezesa danego sądu. Dlatego w jednym sądzie jest on po prostu księgowym, a w innym kompetentnym menedżerem odciążającym prezesa od czynności administracyjnych. Kolejnym problemem, który można rozwiązać bez zmiany ustawy, jest rozsądna współpraca z mediami. Pozwoliłaby ona pokazać, jak ciężko pracuje się w sądach. Warto też byłoby zająć się ulepszeniem obsługi. Najlepszą wizytówką sądu jest przecież to, w jaki sposób udziela się informacji telefonicznie, jak szybko odpowiada się na e-mail lub pomaga w wybraniu odpowiednich formularzy.

Czy zwiększenie wydatków publicznych na sądy poprawi jakość ich działania?

To nie jest dobra metoda. Wydatki budżetowe na sądownictwo podwyższano w wielu krajach. Takie ruchy nie przekładały się jednak na lepszą pracę sądów. Natomiast przemyślana zmiana organizacji pracy sędziów zawsze zwiększała efektywność sądownictwa.

Sędziowie przekonują, że tylko podwyżki poprawią efektywność ich pracy. Zgadza się pan z tym?

Należy prowadzić dialog z sędziami na temat wynagrodzeń, ale reforma sądownictwa nie może się tylko do tego sprowadzać. Ważniejsze jest uporządkowanie pracy sądów i skupienie jej na wymierzaniu sprawiedliwości. W Polsce mamy wielu tzw. sędziów funkcyjnych, którzy wypełniają zadania odciągające ich od orzekania. Czy w sądzie kierownikiem do spraw szkoleń bądź rzecznikiem koniecznie musi być sędzia? Przecież te funkcje utrudniają mu należyte wypełnienie jego podstawowych, czyli orzeczniczych, obowiązków. Nie wątpię, że sędziowie funkcyjni również orzekają, ale mogliby prowadzić więcej spraw, jeśli nie byliby odciągani od pracy przez dodatkowe funkcje.