Reklama
Prof. dr hab. Andrzej Kidyba, Katedra Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie

W 2018 r. zebrałem najciekawsze moim zdaniem wypowiedzi studentów, jakie od nich usłyszałem („Autor! Autor!”, DGP z 17 kwietnia 2018r.). A ponieważ studenci prawa to kwiat młodzieży, pora więc najwyższa, żeby dokonać przeglądu najciekawszych odkryć przez nich ostatnio dokonanych.

Przekazuję Państwu „Humor wypowiedzi”, jako coś zastępczego do „Humoru zeszytów” w „Przekroju”. Czasopismo chyba jeszcze istnieje (z przerwami), ale kiedyś było niezmiernie ważne, przynajmniej w inteligenckiej części społeczeństwa socjalistycznego. To może dobry moment na humor, bo jesteśmy po „narodowej kwarantannie”. Jakbyśmy nie mogli być po krajowej, albo normalnie po kwarantannie. Skoro obecnie w Polsce wszystko jest narodowe: kwarantanna, pandemia, „narodowe” są też „zakupy szczepionki”, „narodowy program szczepień”, „narodowy model gry” (pomysł PZPN), to i w tym felietonie coś się na temat „narodowych spółek” też się znajdzie. Na końcu.

Reklama
Moda jako typ czynności prawnej
Długo zastanawiałem się, które z wypowiedzi studentów wybić na czoło. Podjąłem decyzję, ale jest ona bardzo subiektywna, tak więc kolejność w rankingu zostawiam czytelnikom. Moim faworytem jest stwierdzenie, które jest absolutnym przejawem nowoczesności w prawie cywilnym. Na moje pytanie o typologię jakiejś czynności prawnej usłyszałem, że „jest to czynność kazualna”. Nie możemy już postrzegać prawa prywatnego wyłącznie przez pryzmat fundamentów prawa, ale potrzebny jest nowy powiew myśli, koncepcji i teorii. Takim jest połączenie nowych zjawisk modowych z prawem cywilnym. Można wręcz stwierdzić, że moda wyznacza na nowo typologię czynności prawnych; w szczególności w odniesieniu do czynności prawnych przyczynowych, inaczej kauzalnych. Nie chodziło autorowi wypowiedzi o słownikową, według słownika PWN „przypadkowość”, bo czynność prawna kazualna to nie czynność przypadkowa, abstrakcyjna (oderwana), ale właśnie odwrotnie, występuje gdy ważność czynności zależy od prawidłowości causa. Skoro nie to, to pozostaje jako wyjaśnienie tylko styl casual, czyli po prostu styl całodzienny, zwykły. Styl z pogranicza sportowej elegancji i mniejszego formalizmu. Celem casualu jest swoboda. To więc prowadzić może do wniosku, że autor wypowiedzi ewidentnie związał typologię czynności prawnej z zasadą swobody umów.
Skoro jesteśmy przy czynnościach prawnych, to warta podkreślenia jest inna wypowiedź: „Komisant jest handlarzem”. To prawda, jeżeli handel rozumiemy jako transakcję raz kupna, innym razem sprzedaży, to wypowiadającemu się chwała, bowiem w prostym sformułowaniu zawarł on zarówno komis kupna, jak i komis sprzedaży. Może więc należałoby zmienić definicję umowy komisu, zawartą w art. 765 k.c., zgodnie z którą „komisant zobowiązuje się do kupna lub sprzedaży” na „komisant zobowiązuje się do handlowania rzeczami ruchomymi”?
Kiksy przy odpowiedzialności
Jeśli zaczęliśmy od prawa cywilnego, wytyczającego przecież ramy funkcjonowania prawa handlowego, którego – jak twierdzą niektórzy – nie ma, to idźmy dalej. Skoro byliśmy przy zobowiązaniach, to przy nich pozostaniemy. Szczególnie ciekawe są w wydaniu studenckim kwestie odpowiedzialności. Wśród naczelnych reżimów odpowiedzialności według studenta plasuje się „reżim odpowiedzialności a contrario”. Zupełnie głupie to nie jest. Bo kiedy przyjmiemy jakiś znany prawu cywilnemu model, np. odpowiedzialności kontraktowej, to np. reżim odpowiedzialności deliktowej jest a contrario. Gorzej może być przy zestawieniu odpowiedzialności kontraktowej z odpowiedzialnością a contrario, ale tylko z tego powodu, że można się przejęzyczyć.
Innym ciekawym spostrzeżeniem, z którym się spotkałem, jest to, że „odpowiedzialność pierwszorzędna to odpowiedzialność subsydiarna”. Starając się jak tylko mogę zrozumieć intencje studenta i wytłumaczyć coś na jego korzyść, w tym konkretnym przypadku przychodzi mi to z trudem ze względu na oczywistą wewnętrzną sprzeczność tej wypowiedzi. Ale mam. To tylko przejęzyczenie, bo gdyby przyjąć, że odpowiedzialność pierwszorzędna jest też odpowiedzialnością solidarną (a nie, jak wynika z wypowiedzi, subsydiarną), to może by się udało to wszystko uratować. Tak w ogóle to uważam, że problem odpowiedzialności stanowi dla studentów materię trudną do przebrnięcia. Może dlatego, że jest pod koniec – ale przecież nie na końcu – wykładu z prawa cywilnego. Dlatego pewnie dla niektórych „odpowiedzialność z tytułu rękojmi ma charakter odpowiedzialności deliktowej”, czy „przeprosiny są formą zadośćuczynienia przy dokonaniu czynu nieuczciwej konkurencji”. Ale ma przecież rację autor, gdy twierdzi, że „odpowiedzialność z tytułu rękojmi przy umowie o pracę projektowe ponosi osoba, która podjęła się wykonania projektu”. Jakby się nie podjęła, toby nie odpowiadała.
Kłopotliwe teorie
Zaczęliśmy od zobowiązań tylko dlatego, że moim faworytem jest wspomniany wpływ mody na typ czynności prawnej. A przecież powinniśmy rozpocząć od części ogólnej, a ona dopiero w tym miejscu, za co przepraszam. Za to jakie smaczki! Dwie osoby zupełnie niezależnie od siebie zaprezentowały cały dorobek (a może a contrario) teorii organów i teorii przedstawicielstwa. Przyjmując, że „przedstawiciel ustawowy czerpie swoje umocowanie z pełnomocnictwa” oraz to, że „organ jest przedstawicielem ustawowym”, musimy włączyć dopalanie intelektualne. Znowu w celu zrozumienia intencji autorów. Ale to nic nie pomoże. Chyba że, próbując kombinować na podstawie np. prokury, że zakres umocowania prokurenta wynika z ustawy, ale jego uruchomienie umocowania, zdolności do dokonywania czynności prawnych odbywa się przez oświadczenie woli. Ale przecież prokurent nie jest przedstawicielem ustawowym (choć pewne jego cechy możemy dostrzec), a zakres umocowania nie wynika z oświadczenia woli. No, ale przecież zgodnie z art. 1091 k.c. prokura jest pełnomocnictwem. Coś na rzeczy może jest.
Czy natomiast znak równości między organem a przedstawicielem ustawowym jest możliwy do postawienia? Właściwie był możliwy w XIX w., gdy jeszcze Otto von Gierke nie zaprezentował swojej teorii i gdyby nie została przyjęta w większości systemów prawnych. Skoro mowa o organie, to warto przytoczyć jeszcze jedną wypowiedź: „Organ odpowiada za osobę prawną”. O takie tylko zwykłe przestawienie miejsc w szyku zdania. Nie ma co się czepiać.
Prokura wiecznie żywa
Wspomniałem o prokurze. Warto się przy niej zatrzymać, bo radosna twórczość studencka nakazuje zwrócić szczególną uwagę na tę instytucję. Zaczniemy od strony podmiotowej prokury. Z jednej strony student stwierdza, że „prokur musi mieć pełną zdolność do czynności prawnych”. Jakże to ważne z punktu widzenia ekonomii prawniczej. Stosujemy skróty. Nie tylko młodzieżowe: nara, spoko, oki, zw (zaraz wracam), nwm (nie wiem), lol (laugh out loud) itp. To znak czasu. Po co nam jakiś „-ent”, gdy jasne jest, że to prokur ma działać.
Trudności przychodzą, gdy próbujemy ustalić nie tylko, kto może udzielić prokury, ale od jakiego momentu uznajemy, że prokurent może działać. Przede wszystkim inny wypowiadający się przyjął, że „prokury może udzielić ten, który ma do tego prawo”. Absolutnie się z tym zgadzam. No bo kto miałby to uczynić? Niuansowanie, że może to uczynić przedsiębiorca podlegający obowiązkowi wpisu do CEIDG albo KRS nie ma sensu. Spory o pojęcie przedsiębiorcy stają się nieaktualne. Nieaktualne w związku z tym są dywagacje – mające historyczne znaczenie, czy ewidencja działalności gospodarczej jest rejestrem przedsiębiorców. Cieszę się, że to, co było dla mnie oczywiste od samego początku, tj. od 2003 r., ustawodawca zwerbalizował.
No, ale ciągle nie wiemy, od kiedy prokurent może działać. Dla jednych „udzielenie prokury polega na wybraniu prokurenta z rejestru KRS”, ale dla drugich „prokura jest udzielona z chwilą wpisu do rejestru”. Jedno jest wspólne – rejestr. Takie ustalenie ma swoje podstawy funkcjonalne, gdyż studentka przyjęła, że podstawą funkcjonowania rejestru jest „zasada dobrej woli”. Dobra wola jest ważna w prawie cywilnym, lepsza niż zła wola. Ale czy na pewno jest zupełnie oderwana od zasady „dobrej wiary”? Chyba jednak tak.
W spółkach również wesoło
W sposób nieuchronny przeszliśmy do prawa spółek. Ono jest również rezerwuarem „złotych” wypowiedzi, bo o myślach nie mogę napisać, gdyż ich nie znam. Możemy sobie tylko wyobrazić, co by było, gdybym te myśli znał. Tylko o nich byłyby felietony, co z pewnością dla wielu nieudaczników legislacyjnych byłoby korzystne, gdyż zajęty innymi myślami nie mógłbym się czepiać. Całe szczęście myśli nie znamy, dopóki się nie zwerbalizują.
Nie powoduje we mnie życzliwej reakcji stwierdzenie: „Wniesienie wkładów sumy komandytowej”! Gdy to usłyszałem, byłem pewny, że autor ze spółki komandytowej nie rozumie nic, absolutnie nic. Chociaż przecież nie brzmi to tak źle jak: „Wniesienie wkładów do sumy komandytowej”. Jednakże obydwa stwierdzenia to studencka klęska. Lecz gdyby w zdaniu tym znalazła się literka „a” miedzy wkładem a sumą, to musiałbym uznać, że autor dotyka podstawowej kwestii odpowiedzialności w spółce komandytowej. Ale czemu stawia problem, a nie odpowiada na moje pytanie, tego już wytłumaczyć sobie na egzaminie byłoby mi trudno.
Okazuje się, że studenci toczą „doktrynalną” dyskusję , co prawda nie między sobą, ale czyniąc to niejako równolegle, w różnych „trójkach” egzaminacyjnych, na temat utworzenia spółki akcyjnej. Odnotujmy „spór w doktrynie”, cytując trzy wypowiedzi: „Utworzenie spółki akcyjnej dokonuje się przez zawarcie umowy spółki i podpisanie statutu”. Może zatrzymajmy się na chwilę i spróbujmy wyjaśnić, co autor miał na myśli. Bo jeśli uznał, że np. na umowę spółki akcyjnej składają się m.in. czynności związane z objęciem akcji, to można się wybronić. Ale jeżeli umowa spółki równa się statut, to już się nie da.
Druga koncepcja zakłada, że „spółka akcyjna powstaje z chwilą objęcia wszystkich akcji”. Tylko, że z tą chwilą następuje zawiązanie spółki (art. 310 par. 1 k.s.h.), a to coś innego niż powstanie. Powstanie następuje z chwilą wpisu do rejestru. Z chwilą zawiązania spółki powstaje spółka akcyjna w organizacji. Skoro tak, to nie mam racji kwestionując zacytowane zdanie, gdyż zawsze twierdziłem, że spółka w organizacji to spółka akcyjna, tyle że na pewnym etapie rozwoju, podobnie jak spółka w likwidacji.
Dyskusję doktrynalną na temat utworzenia spółki akcyjnej niech domkną słowa: „Utworzenie spółki akcyjnej polega na uzyskaniu konsensusu osób, które wnoszą większą część kapitału zakładowego". Dużo w tym prawdy. Oczywiste jest, że potrzebny jest konsensus osób. Trochę gorzej z tą większością wnoszonego kapitału zakładowego. Przede wszystkim dlatego, że kapitału zakładowego się nie wnosi, ale obejmuje akcje w kapitale zakładowym za wniesione do spółki wkłady. No i nie musi to być większość, tylko osiągnięcie minimalnej lub maksymalnej wysokości, jeżeli zastosowanie ma art. 310 par. 2 k.s.h.
Narodowe nonsensy
Na zakończenie humoru wypowiedzi wspominamy element narodowy. On powinien stanowić wartość nadrzędną w prawie spółek (to oczywiście żart). Świadczy o tym chociażby spółka europejska. Okazuje się, że nie tylko dyskutowano o niej ponad 40 lat i stworzono ostatecznie ponadnarodową formę spółki, wprowadzoną rozporządzeniem z 8 października 2001 r., a w Polsce ustawą z 4 marca 2005 r. (felieton „Góra urodziła mysz”, DGP z 18–20 października 2013 r.), ale chyba ze względu na tę parszywą ponadnarodowość, a nie szlachetną narodowość, budzi ona również wątpliwości studentów.
I dlatego bez żadnej wątpliwości, ze względu na ten niedobry, europejski charakter nie można uznać za błędne wypowiedzi studentów, że „rada administracyjna w spółce europejskiej podlega radzie nadzorczej” oraz że „system monistyczny polega na tym, że organ jest jednoosobowy”. W normalnych warunkach należałoby uznać takie wypowiedzi za absurdalne, co najwyżej wskazujące na niezrozumienie spółki europejskiej. Bo przecież monizm to coś innego niż jednoosobowość. Więcej, określany mianem monizmu model w spółce europejskiej nie jest prawdą, bowiem muszą w niej występować zawsze co najmniej dwa organy, a więc już w samym określeniu „monistyczny” jest europejskie zakłamanie. Z kolei założenie podległości rady administracyjnej radzie nadzorczej kreuje nam nowy typ spółki europejskiej. Spółkę europejską plus.
Sportowe wzorce
No, ale czym są dokonania studentów wobec słownych pląsów sprawozdawców sportowych. Mam wrażenie, że studenci prawa uczą się języka od nich właśnie, a nie od swoich profesorów. Może kilka drobnych próbek z ostatnich transmisji na Euro 2020: „Pozytywny optymizm” (to z meczu Anglia – Czechy 22 czerwca 2021 r. ); „Mieliśmy dobry wynik na początku spotkania” (23 czerwca 2021 r. – mecz Polska – Szwecja, z tym, że bramka dla Szwedów padła w 82 sekundzie).
Ciekawie brzmią: „Przedzierać się karambolem” (Szwajcaria – Hiszpania 2 lipca 2021 r. ), również z tego meczu: „Szwajcarski ser, który ma w środku kolce”. Zresztą ten mecz to swoiste kuriozum nowomowy. Dużo było dyskrecji. Dyskretna: „gra skrzydłowych”, „obrona”, „drużyna w ataku”. Komentatorzy oglądali chyba przed meczem film Luisa Buñuela „Dyskretny urok burżuazji”. Po „gorzko-twardej czekoladzie” przyszła „obrona, która pachnie rozpaczą”. No właśnie!
Szczególnie brzmią słowa byłego piłkarza Hajto, aktualnie dumnego komentatora sportowego. Jego autorstwa „truskawka na torcie”, „każdy miecz ma dwa końce” (a może źle usłyszałem i chodzi o mecz?), czy „cofnąć piłkę do przodu” każą mi z szacunkiem przyjmować nowomowę i neologizmy studentów.
Skoro zaczęliśmy od łaciny (Risu emori – umrzeć ze śmiechu), to nią skończmy – Verba volant scripta manent (słowa ulatują, to co zostało napisane, pozostaje).