Ta scena przypomniała mi się, kiedy usłyszałem, że straże łowieckie i leśne prosiły o prawo do używania paralizatorów przeciwko agresywnym zwierzętom, a resort administracji postanowił dać im możliwość stosowania tych urządzeń przeciwko ludziom.

Sądzę, że teraz jednak wszystko zostanie naprawione. Po tym, jak już resort spraw wewnętrznych i podległe mu służby za pośrednictwem DGP dokładnie ustaliły, czego potrzebują, wkrótce odpowiednie zapisy zostaną zmienione i do wyposażenia służb wejdą paralizatory do użytku przeciw zwierzętom.

I na pewno pojawią się dokładne instrukcje, które określą, że np. rozwścieczonego dzika można paraliżować od strony szynki, ale niewskazane jest czynienie tego poprzez celowanie w boczek.

Przy zapisach dotyczących stosowania paralizatorów przeciwko Polakom urzędnicy mogli bowiem pozwolić sobie na swobodę, ale zwierzęta to inna sprawa. W końcu organizacje ochrony przyrody są znacznie głośniejsze i zamożniejsze niż te, które zajmują się prawami Polaków.

Oczywiście, nie zdziwiłbym się, gdyby MSW poprawiło wszystko do końca i straż rybacka, która prosiła jednak o paralizatory przeciwko agresywnym wędkarzom, także dostała urządzenia do stosowania przeciwko zwierzętom.

Zwłaszcza że to rozwiązanie miałoby sporo sensu. Taki paralizator razi za pomocą ładunku elektrycznego o wysokim napięciu, a przecież najbardziej skuteczną metodą łowienia ryb jest ta na prąd. A tam, gdzie nie ma ryb, nie ma przecież wędkarzy, zwłaszcza agresywnych.