Tak jak przez poprzednie pół roku zabrakło mu niestety czasu na skwitowanie sprawozdania, jakie za rok 2011 złożył mu prokurator generalny.

Pracownicy kancelarii premiera w odpowiedzi na nasze pytania używają zaklęć, których używać muszą: że nie ma mowy o żadnych naciskach, bo przecież każde dziecko wie, że prokuratura jest niezależna. A jednak na sakramentalne „tak” lub mniej sakramentalne „nie” Andrzej Seremet czeka od wiosny.

Śledztwa się toczą, Amber Gold nabiera rumieńców, trotyl wisi w powietrzu, a premier Tusk raz marszczy brew, a raz uśmiecha się tajemniczo jak Gioconda.

Niezależni prokuratorzy, absolutnie wolni od nacisków politycznych, wsłuchują się w te sygnały: posunie Seremeta czy nie? Szykować się na kogoś nowego czy okopywać na z góry upatrzonych pozycjach?

Ja pana premiera rozumiem: każdy lubi, jak inni się z nim liczą, a im dłużej to trwa, tym przyjemniej. Dlatego nie mam pretensji do niego, lecz do ustawodawcy, który na ludzkich słabościach powinien się znać. Wystarczyłoby przecież zapisać w ustawie, że sprawozdanie PG, do którego premier nie odniósł się w ciągu trzech miesięcy, uważa się za przyjęte.

Tylko że wtedy niezależność prokuratury mogłaby się niechcący okazać czymś więcej niż pustym frazesem.