Prawa do serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” zostały sprzedane do ponad 60 państw, film jest także dostępny w internecie. Nie ma więc przeszkód, aby w wyborze sądu kierować się miejscem, gdzie powód ma swoje centrum interesów życiowych.
ikona lupy />
Dk Arkadiusz Radwan prezes Instytutu Allerhanda, adwokat / DGP
Współczesne media coraz rzadziej mogą być rozpatrywane wyłącznie w kategoriach terytorialnych. Ich oddziaływanie – czy to dzięki internetowi, czy satelitom, czy w końcu międzynarodowym sieciom kolportażu – często wykracza poza obszar jednego tylko państwa.Otwiera to problem jurysdykcji sądowej w przypadku naruszeń dóbr osobistych w środkach masowego przekazu o zasięgu transgranicznym. Ostatnio zagadnienie to wywołało kontrowersje na marginesie naszych rozważań o prawnych aspektach miniserialu pt. „Nasze matki, nasi ojcowie” (prod. Niemcy, ZDF 2013).
W swojej polemice („Nie każdego Polaka mógł obrazić niemiecki serial” DGP 169/2013 r.) mec. Zbigniew Krüger postawił tezę, jakoby w przypadku wystąpienia z roszczeniami przeciwko producentom serialu brak było jurysdykcji sądu polskiego. Teza ta jest jednak chybiona, co wynika z bogatego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TS) oraz praktyki sądów polskich. W świetle art. 5 pkt 3 rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 (Bruksela I)osoba, która ma miejsce zamieszkania na terytorium państwa członkowskiego UE, może być bowiem pozwana w innym państwie członkowskim, jeżeli przedmiotem postępowania jest czyn niedozwolony lub czyn podobny do czynu niedozwolonego albo roszczenia wynikające z takiego czynu – przed sąd miejsca, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę.

Łączniki jurysdykcyjne

Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem TS przyjmuje się, że miejsce zdarzenia wywołującego szkodę to nie tylko to, w którym nastąpiło zdarzenie będące przyczyną szkody, ale także miejsce, w którym nastąpiła szkoda, tj. zmaterializowały się skutki zdarzenia stanowiącego źródło odpowiedzialności (por. wyrok TS z 30 listopada 1976 r., 21/76, Handelskwekerij G.J.Bier BV v. Mines de potassed’Alsace SA oraz wyrok z 19 września 1995 r., C-364/93, Marinari v. Lloyds Bank).
Szczegółowe rozważania nt. zakresu pojęciowego „zdarzenia wyrządzającego szkodę w postępowaniu o naruszenie dobrego imienia w artykule prasowym, znalazły się zaś w wyroku TS z 7 marca 1995 (C-68/93, Shevill i inni v. Presse Alliance SA). Sprawa dotyczyła zniesławienia o charakterze międzynarodowym, do którego doszło w treści publikacji prasowej dostępnej w internecie. TS orzekł, iż zawarte w Brukseli I wyrażenie „miejsce zdarzenia wyrządzającego szkodę” powinno być interpretowane w ten sposób, że poszkodowany może wytoczyć powództwo przed sądem państwa miejsca siedziby wydawcy lub przed sądem każdego kraju unijnego, w którym publikacja była rozpowszechniona i gdzie nastąpiły szkodliwe dla powoda skutki zniesławiającego artykułu. Trybunał zaznaczył jednak, że w drugim ze wskazanych przypadków powód może domagać się naprawienia jedynie tej części szkody, która powstała w danym państwie członkowskim (tzw. zasada mozaiki).
W swym późniejszym orzecznictwie, rozpoznając pytania prejudycjalne sądów francuskiego i niemieckiego (sprawy połączone: C-509/09, eDateAdvertising GmbH v. X oraz C-161/10, Martinez v. MGN Limited, wyrok z 25 października 2011 r.), TS nie tylko potwierdził aktualność wskazanej powyżej wykładni, ale także wprowadził dodatkowy łącznik mogący rozstrzygać o jurysdykcji w sprawach o zniesławienie w internecie, tj. miejsce, w którym powód ma swój ośrodek interesów życiowych. Co więcej, TS zaznaczył, że sąd miejsca centrum życiowego powoda może orzekać o całości poniesionych przez niego szkód powstałych w wyniku publikacji zniesławiających treści. W uzasadnieniu trybunał podkreślił, że różnica pomiędzy wydrukowaniem artykułu w prasie papierowej oraz zamieszczeniem go w internecie polega na tym, że publikacja online jest dostępna dla nieograniczonej liczby użytkowników sieci. Zdaniem TS nie zawsze jest zaś możliwe skrupulatne wyliczenie liczby osób, które w danym kraju członkowskim zapoznały się z treścią artykułu. Tym samym nie będzie również możliwe oszacowanie szkody, która powstała w wyniku zniesławiającej publikacji li tylko na terytorium danego państwa UE (rewizja zasady mozaiki).
Zdaniem trybunału sąd miejsca centrum życiowego powoda jest w stanie w sposób najbardziej adekwatny ocenić zakres naruszenia jego dóbr osobistych oraz oszacować szkodę, którą poniósł. Dlatego też według TS „przyznanie jurysdykcji temu sądowi odpowiada celowi prawidłowego administrowania wymiarem sprawiedliwości”. Co więcej, TS podkreślił również, że powyższa wykładnia przepisu art. 5 ust. 3 Brukseli I może odnosić się także do spraw, w których dobra osobiste zostały naruszone w innych niż internet środkach medialnego przekazu.
Na brak fundamentalnych różnic między mediami tradycyjnymi a cyfrowymi zwraca się również uwagę w doktrynie, ze wskazaniem, że nawet prasa papierowa jest często kolportowana międzynarodowo poza państwem macierzystym wydawcy (zob. J-J. Kuipers, „Towards a European Approach in the Cross-Border Infringement of Personality Rights”, GLJ Vol. 12, No.08/2011, s. 1684).

Globalny zasięg

Prawa do serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” zostały sprzedane do ponad 60 państw na całym świecie. Dodatkowo terytorialny zakres dystrybucji filmu jest wzmocniony przez światowy zasięg wielu kanałów TV (satelitarne, kablowe, internetowe), w których film został wyemitowany. Film jest także dostępny w internecie. Jego treść dotarła zatem i nadal dociera do wielu milionów odbiorców. Nie ma więc przeszkód, aby opierając się na dokonanej przez trybunał wykładni art. 5 pkt 3 Brukseli I, dokonać wyboru sądu, kierując się miejscem, gdzie powód, którego dobre imię lub cześć zostały naruszone przez serial, ma swoje centrum interesów życiowych. W konsekwencji więc powód mający swoje centrum interesów życiowych w Polsce będzie mógł na podstawie art. 5 pkt 3 Brukseli I wytoczyć powództwo przed sądem polskim. Dodatkową przesłanką (łącznikiem) jest także okoliczność, iż szkodliwe dla powoda skutki zawartej w filmie wypowiedzi nastąpiły (m.in.) w Polsce.
Prezentowane przez nas stanowisko znajduje zresztą potwierdzenie w praktyce polskich sądów, i to w sprawach dotyczących sporów o dobro osobiste podobne do tego, które naszym zdaniem narusza inkryminowany serial. Przykładowo w postanowieniu z 27 października 2010 r. (I ACz 1602/10), dotyczącym używania przez niemieckiego wydawcę określenia „polskie obozy śmierci”, Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że „już sama dostępność [...] artykułu przez sieć komputerową (internet) m.in. w Polsce pozwala uznać, że miejscem naruszenia dóbr osobistych powoda jest także Polska. Nadto papierowe wydanie gazety [...] jest również rozpowszechniane na terenie Polski”.
Warto zaznaczyć, że przytoczone orzeczenie SA zapadło jeszcze przed wydaniem przez TS wyroku we wspomnianych wyżej sprawach „eDate” oraz „Martinez” – obecnie zatem jest tym bardziej aktualne.
Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości poszkodowany może wytoczyć powództwo przed sądem państwa miejsca siedziby wydawcy lub przed sądem każdego kraju unijnego, w którym publikacja była rozpowszechniona i gdzie nastąpiły szkodliwe dla powoda skutki zniesławiającego artykułu
Magdalena Jabczuga-Kurek
Arkadiusz Radwan