Wzrost cen polis stał się w ostatnich dniach tematem politycznym. Zainterweniowała nawet premier Beata Szydło, która poprosiła o stanowisko Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To sugeruje, że rozważony powinien zostać wariant zmowy cenowej pomiędzy przedsiębiorcami.





Ze wstępnych analiz urzędu wynika jednak, że „podwyżki są przynajmniej częściowo uzasadnione”, a o zmowie cenowej na pierwszy rzut oka nie należy mówić, ale zostanie to dokładnie zweryfikowane.
Reklama
Rzecz w tym, że w niniejszym przypadku udowodnienie nielegalnego porozumienia pomiędzy zakładami ubezpieczeń byłoby szalenie trudnym wyzwaniem. Niedawno na łamach TGP analizowaliśmy przepisy dotyczące zmów na przykładzie porozumienia producentów ciężarówek („Rekordowa kara dla producentów ciężarówek. Dla nabywców – pora na dochodzenie roszczeń”, TGP nr 146/2016). Tyle że teraz mamy do czynienia z zupełnie innym przypadkiem, znacznie bardziej skomplikowanym.

Reklama
Przecież KNF tak chciał
Gdy bowiem szukamy odpowiedzi na pytanie, co leżało u podstaw drastycznego podniesienia cen, to odpowiedź dla wielu wydaje się oczywista: stanowisko organu nadzoru miało istotne znaczenie. KNF najpierw wydała wytyczne dotyczące tego, jak powinny być likwidowane szkody, a gdy to nie przełożyło się w wystarczający sposób na praktykę – wystosowane zostało cytowane przez nas pismo Andrzeja Jakubiaka. Zadziałało. Nie do obrony byłoby więc twierdzenie, że wzrost cen polis OC jest wynikiem zmowy. To, co można by sprawdzić, to jedynie czy zakłady ubezpieczeń już po podjęciu decyzji o podwyżkach porozumiały się co do ich wysokości. Przykładowo więc, czy ustaliły, że wszyscy gracze rynkowi podniosą ceny o co najmniej 25 proc., ale nie więcej niż o 40 proc.
Abstrahując od realności takiego scenariusza, mało prawdopodobne wydaje się jego udowodnienie, nawet gdyby zaistniał.
OPINIA EKSPERTA

Katarzyna Górna adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy

Nie można wykluczyć, że w sprawie podwyżki składek na OC doszło do zmowy cenowej ubezpieczycieli. Jednak udowodnienie zawarcia takiego porozumienia nie jest sprawą prostą, a ciężar wykazania, że doszło do zawarcia kartelu, spoczywa na prezesie UOKiK.
Istotną okolicznością w tej sprawie są bez wątpienia działania podjęte przez Komisję Nadzoru Finansowego. Większość ubezpieczycieli podwyżki wprowadziła po upomnieniu ich przez KNF pismem z września 2015 r. KNF oczekiwała niezwłocznego podjęcia działań polegających na weryfikacji zasad szacowania składek. Trudno więc uznać, że w tym przypadku dokonanie podwyżek w podobnym czasie jest dowodem na zmowę. Zakłady ubezpieczeń mają obowiązek stosować się do wytycznych i zaleceń KNF, a Komisja może podjąć wobec ubezpieczycieli wiele działań dyscyplinujących, np. nakładać kary pieniężne.
Należy brać pod uwagę, że wprowadzenie podwyżek w podobnym czasie, a nawet określenie ich podobnej wysokości, może być wynikiem pewnych czynników ekonomicznych, które UOKiK również ma obowiązek uwzględnić, badając, czy doszło do zawarcia antykonkurencyjnego porozumienia. Jeżeli ubezpieczyciele posiadają racjonalne i rzeczowe uzasadnienie dla obecnej wysokości stawek (np. analizy ekonomiczne), to Urzędowi może być bardzo trudno udowodnić naruszenie.
Trzeba też pamiętać, że w praktyce obrotu gospodarczego ujednolicenie cen nie zawsze wynika z niedozwolonego porozumienia. W prawie konkurencji znane jest zjawisko naśladownictwa cenowego, które polega na jednostronnym dostosowywaniu się przez przedsiębiorcę do zmiennych warunków rynkowych, w tym do zachowań konkurentów i co do zasady jest dozwolone. Gdy lider rynkowy (lub kilku graczy) podwyższa ceny, a konkurenci reagują na jego zachowanie poprzez dostosowanie swoich cen do poziomu konkurencji, to takie działanie nie może być kwalifikowane jako zakazane, ponieważ przedsiębiorcy niczego między sobą nie ustalają.